13/04/2026
Dzień szósty.
Zacznijmy od konkretów.
Dzisiejsza waga: 86,55 kg,
Czyli 0,85 kg w dół od wczoraj
Łącznie już 5,6 kg mniej.
I powiem Wam szczerze — ta głodówka idzie mi zdecydowanie łagodniej niż poprzednie.
Zastanawiałem się dlaczego. I wygląda na to, że klucz jest w tym, z jakiego poziomu startujesz.
Tym razem podszedłem do niej w lepszej formie. Mimo że waga była podobna jak wcześniej, to skład ciała już nie. Więcej treningu siłowego, trochę więcej mięśni, trochę mniej tkanki tłuszczowej.
I to robi różnicę.
Bo organizm w trakcie głodówki „sprząta” to, co ma w środku. A im mniej „śmieci”, tym mniej skutków ubocznych całego procesu.
U mnie to naprawdę czuć.
Objawy są dużo łagodniejsze niż wcześniej. Czasem lekko zakłuje głowa, czasem coś się odezwie w brzuchu, ale to są epizody, a nie ciągły dyskomfort.
Dlatego jeśli ktoś się zastanawia — lepiej zapobiegać niż leczyć.
Im zdrowszy organizm na starcie, tym łatwiej przechodzi się taki proces.
Co jeszcze jest ważne?
Ruch.
Nie chodzi o to, żeby nagle zaczynać treningi. To nie jest na to moment.
Ale jeśli już trenujesz — warto to podtrzymać.
Ja normalnie robię serie podciągnięć po osiem, dziesięć powtórzeń. Teraz? Dałbym radę, ale czuć wyraźnie, że organizm pracuje inaczej.
Metabolizm zwalnia.
To już nie jest „benzyna”.
To jest tryb oszczędny.
Dlatego spacery — jak najbardziej tak.
Intensywne nowe treningi — zdecydowanie nie.
I jeszcze jedna rzecz.
Wiele osób mówi o głodówce jako o „operacji bez skalpela”. I coś w tym jest.
Ale trzeba pamiętać, że jeśli organizm ma jakieś problemy, to w trakcie oczyszczania mogą się one nasilać.
To jest część procesu.
U mnie na szczęście jest spokojnie.
Czuję się naprawdę dobrze.
Działamy dalej.
Zobaczymy, co przyniesie dzień siódmy.