Mariusz Kochański - strona autorska i nie tylko

Mariusz Kochański - strona autorska i nie tylko Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Mariusz Kochański - strona autorska i nie tylko, Białystok.

No i w końcu jest też audiobook.Zapraszam od odsłuchania Strefy Bramnej w interpretacji Pana Roberta Frasia.
18/02/2026

No i w końcu jest też audiobook.

Zapraszam od odsłuchania Strefy Bramnej w interpretacji Pana Roberta Frasia.

Teraz wybrane audiobooki dostępne też na Empik Go i virtualo.plJeśli chcesz docenić moją pracę i postawić mi kawę, zapraszam tutaj:https://buycoffee.to/audio...

Zmarł Krzysztof Kochański.Nie byliśmy spokrewnieni, jednak dzielenie nazwiska z pisarzem w obrębie tego samego środowisk...
14/02/2026

Zmarł Krzysztof Kochański.

Nie byliśmy spokrewnieni, jednak dzielenie nazwiska z pisarzem w obrębie tego samego środowiska, w obliczu świadomości jego odejścia, skłania do pewnej refleksji. Wiedziałem przecież, że jest inny Kochański, który pisał między innymi science fiction i nieraz nawet przeszło mi przez myśl, że może go osobiście kiedyś poznam.

Tytuł jego debiutanckiego opowiadania, „Nie oszukasz czasu” brzmi dla mnie dzisiaj z jakimś dodatkowym dnem.

Odszedł Krzysztof Kochański, pisarz przez lata kojarzony przede wszystkim z polską fantastyką naukową i środowiskiem fanowskim skupionym wokół czasopism gatunkowych. Autor ponad sześćdziesięciu opowiadań publikowanych m.in. na łamach "Fantastyki" i "Nowej Fantastyki" budował swoją pozycję konsekwentnie, łącząc klasyczne motywy science fiction z ironią i społeczną obserwacją. Jego teksty wielokrotnie zdobywały uznanie czytelników, a takie utwory jak „Interesy nie idą dobrze” czy „Z popiołów” przyniosły mu nagrody i stałe miejsce w historii współczesnej polskiej fantastyki. Był także związany ze środowiskiem fanów, w tym z Klubem Tfurców, które przez lata integrowało autorów stawiających na żywą, przygodową odmianę literatury gatunkowej.

Jednym z jego pierwszych ważnych sukcesów było wyróżnienie przyznane przez redakcję miesięcznika "Młody Technik" za najlepsze opowiadanie fantastycznonaukowe, co otworzyło mu drogę do dalszych publikacji i ugruntowało pozycję w środowisku science fiction. Kochański pozostał wierny krótkiej formie, tworząc historie oparte na pomysłach technologicznych, paradoksach czasu i przewrotnym humorze. W ostatnich latach zajmował się też literaturą dziecięcą.

Na forum "DO WE REALLY CARE? – Forum o Kulturze i Sprawczości” w Białymstoku, na którym z przyjemnością spędziłęm czas, ...
13/02/2026

Na forum "DO WE REALLY CARE? – Forum o Kulturze i Sprawczości” w Białymstoku, na którym z przyjemnością spędziłęm czas, stała się rzecz nietypowa. Poszło o miejskie dotacje. Kilku panelistów, prowadząca, a nawet osoby z widowni nie wytrzymały napięcia i emocje wzięły górę.
I jakoś nie mogłem pozostać na to obojętny.

O KULTURZE BEZ KULTURY

Forum "DO WE REALLY CARE? – Forum o Kulturze i Sprawczości” odbywało się w ramach Up To Date Festival. Połączenie koncertów z panelami dyskusyjnymi okazało się trafionym pomysłem. Tematy rozmów pozwalały spojrzeć bowiem na lokalne problemy i szanse z szerszej, uniwersalnej perspektywy.

Szczególnie warta uwagi była dyskusja pt. „Ile kosztuje światowy poziom? O energii i wytrwałości środowisk artystycznych w Białymstoku”. Dyskusja t wywołała we mnie żywe emocje.

Poszło o miejskie dotacje. Kilku panelistów, prowadząca, a nawet osoby z widowni nie wytrzymały napięcia i padły oskarżenia wobec wiceprezydenta Białegostoku za uciążliwą biurokrację, skomplikowane wnioski i brak stabilności finansowej.

Nie stając po żadnej ze stron, uważam, że aktywność twórcza powinna wynikać przede wszystkim z autentycznej chęci działania, a nie napędzania przez miejskie granty. Jako obywatel, który – chcąc czy nie chcąc – łoży również na kulturę, ostatnią rzeczą, jaką chcę oglądać, jes kłótnia o publiczne pieniądze. P**a środków jest ograniczona i nie wystarczy dla wszystkich, a fakt, że pochodzą one z podatków, narzuca rygorystyczne wymogi formalne. Ta rozbudowana biurokracja nie tylko utrudnia dostęp do dotacji, ale też wcale nie gwarantuje, że zostaną one wydane optymalnie i z pożytkiem dla ogółu.
Musimy rozumieć, że potrzeba obcowania ze sztuką zawsze będzie elitarna – spoglądając na piramidę Maslowa, samorealizacja niezmiennie znajduje się na samym szczycie. Rozwój talentów i zaspokajanie potrzeb estetycznych to sfery, które rozkwitają dopiero wtedy, gdy podstawa egzystencjalna jest stabilna.

Pragnę przy tym zwrócić również uwagę na coś ważniejszego niż same pieniądze – na ton przeprowadzonej dyskusji. Rażące były nie tylko emocje, ale też pewna doza arogancji w twierdzeniach, jakoby kultura była bóstwem, któremu budżetowe wsparcie należy się bezwarunkowo.

W oczywisty sposób sprowadza się to do kondycji gospodarki i edukacji. Przekłada się to nie tyle na samą dostępność kultury – bo z tą nie mamy problemów – lecz na realne zainteresowanie nią.

Kłócenie się o fundusze na kulturę jest aberracją. Twórzmy kulturę dla samej idei tworzenia, a granty traktujmy jako potencjalny dodatek. Badania jasno pokazują, że osoby kreatywne są szczęśliwsze i lepiej radzą sobie z trudami codzienności. To z kolei przekłada się na samopoczucie odbiorców; im wyższa jakość oferty, tym głębsze doznania estetyczne i intelektualne. Pamiętajmy jednak, że ostatecznie zainteresowani będą wyłącznie ci, którzy mogą pozwolić sobie na „luksus” obcowania z szeroko rozumianą kulturą – nawet jeśli niektóre wydarzenia są teoretycznie darmowe.

Tyle mówi się o poziomie debaty publicznej, która coraz częściej – zamiast wznosić się na wyżyny – niebezpiecznie podupada. Tymczasem na wydarzeniu poświęconym sprawczości i twórczości wysoki standard rozmowy powinien być filarem, a nie rzadkim wyjątkiem. Ten incydent skłonił mnie do zadania pytania: „Czy nam naprawdę zależy? A jeśli tak, to na czym i w jaki sposób chcemy o tym mówić?”. Jeśli bowiem zamierzamy dyskutować na jakikolwiek temat, a w szczególności o sztuce i wartościach, róbmy to – Szanowni Państwo – przede wszystkim z kulturą.

Mariusz Kochański
--
Up To Date Festival | Don't Worry Be Yourself

Do We Really Care? - Forum o Kulturze i Sprawczości
07-08.02.2026

Fot. Krzysztof Karpiński

Zebrałem wystarczająco dużo materiałów (choć nie kończę na nich) o realiach życia Polaków u początków PRL, by móc rozpoc...
26/01/2026

Zebrałem wystarczająco dużo materiałów (choć nie kończę na nich) o realiach życia Polaków u początków PRL, by móc rozpocząć pisanie kolejnej książki. Będzie to powieść historyczna z niewielkim, aczkolwiek ważnym dla fabuły, elementem science fiction.

Chronologia wydarzeń ustalona. Charaktery i przeszłość głównych bohaterów nakreślone dość szczegółowo. Nie będzie tajemnicą, że ich codzienność to przede wszystkim traumy po przeżyciach II wojny światowej, do których dochodzi bezwględna walka komunistów o władzę.

Poświęciłem też sporo czasu na analizę „Strefy Bramnej”. Wyciągnąłem wnioski (oby słuszne), sprawdziłem co zadziałało, a co mogłem zrobić lepiej. Mam nadzieję, że to przyczyni się znacznie do podniesienia jakości mojego stylu i bardziej wciągającej narracji.

Jesteście ciekawi? :)

18/01/2026

Co się stanie, gdy system, który nas więził, ale i chronił... nagle upadnie?

Mechaniczne Diabły odleciały, zostawiając mieszkańców Strefy Bramnej – ogromnego więziennego obszaru odizolowanego od reszty świata – na krawędzi wymarcia. Bez androbotów zaczyna się brutalna walka o władzę.

W środku tego chaosu jest William Mackinder. Musi zmierzyć się nie tylko z grupami uzurpatorów, ale przede wszystkim z własną przeszłością i lękami, których boi się wyjawić.
"Strefa Bramna" to nie jest zwykła akcja. To socjologiczne science fiction z elementami postapo, w którym niecodzienne wydarzenia splatają się z pytaniami o godność człowieka i cenę prawdziwej wolności.

📖 Szukasz w literaturze czegoś więcej niż tylko rozrywki?

👇 Zamów swój egzemplarz i poznaj tajemnice Strefy Bramnej: https://mariuszkochanski.pl

I jeszcze relacja zdjęciowa od KASE Białystok z mojej prelekcji o prawach naturalnych.Jeśli jeszcze nie mieliście okazji...
15/01/2026

I jeszcze relacja zdjęciowa od KASE Białystok z mojej prelekcji o prawach naturalnych.

Jeśli jeszcze nie mieliście okazji obejrzeć nagrania, to zapraszam na YouTube.

Link w komentarzu.

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego polityczne obietnice „świetlanej przyszłości” tak często kończą się klapą? W moim ...
14/01/2026

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego polityczne obietnice „świetlanej przyszłości” tak często kończą się klapą? W moim nowym tekście wyjaśniam, że to kwestia mylenia kolejności: nie da się zbudować trwałego dobrobytu, ignorując fundamenty wolności. To tak, jakbyśmy chcieli dostać wynik „4” odejmując 3 od 2 – matematyki nie oszukamy.

Zachęcam sprawdzić, dlaczego uznaję, że etyka i ekonomia muszą iść w parze, żeby wszystko działało sprawnie.

Jako libertarianie często bierzemy udział w filozoficznym sporze deontologia kontra konsekwencjalizm: czy liczą się tylko zasady, czy efekty naszych działań?

Jednak pisarz i publicysta Mariusz Kochański - strona autorska i nie tylko, autor najnowszego artykułu zamieszczonego na naszej stronie internetowej, przekonuje, że to fałszywy wybór: deontologia przypomina działanie „2 + 2” (proces oparty na prawach naturalnych i zasadzie nieagresji), a konsekwencjalizm wynik działania, czyli „4” (rozkwit społeczeństwa).

Bez zasad nie ma dobrych rezultatów, a ingerencja państwa (tak jak w socjalizmie i komunizmie) prędzej czy później prowadzi do klęski. Synteza obu tych podejść to zdaniem autora klucz do prawdziwej wolności.

Gorąco zachęcamy Was do zapoznania się ze wspomnianym artykułem. Po lekturze tekstu z kolei tradycyjnie zapraszamy Was do sekcji komentarzy w celu wymiany Waszych przemyśleń na omawiany temat.

Czy zgadzacie się z Kochańskim? A może bliżej Wam do libertarianizmu deontologicznego lub konsekwencjalistycznego? Koniecznie podzielcie się z nami Waszą opinią.

Link do tekstu znajdziecie poniżej: https://www.slib.pl/aktualnosci/matematyka-wolnosci.-dlaczego-nie-ma-%E2%80%9E4%E2%80%9D-bez-%E2%80%9E2-+-2%E2%80%9D-1AyyBPiEDvnRTQDIo2ZyAU

Popełniłem pierwszą recenzję książki dla PFFN.
13/01/2026

Popełniłem pierwszą recenzję książki dla PFFN.

Recenzja powieści „Algorytm” Krzysztofa Koziołka

Recenzowanie to karkołomne zadanie. Wymaga bowiem odrzucenia osobistych przekonań i posiadania wystarczająco szerokiej wiedzy, by móc obiektywnie ocenić dzieło. Patrząc przez ten pryzmat na pisarza, mającego w dorobku 28 wydanych tytułów – głównie w nurcie kryminałów retro i literatury górskiej – należy założyć, że jego najnowsza powieść zaprezentuje wysoki poziom: stylistyczny, fabularny oraz społeczno–filozoficzny. Za słusznością tego założenia przemawia również fakt uhonorowania autora m.in. Zielonogórską Nagrodą Literacką „Winiarka” (2018) za całokształt twórczości, a także tytułem „Książki Górskiej Roku 2019” za kryminał „Nad Śnieżnymi Kotłami”, który niesie obietnicę prozy wykraczającej daleko poza literacką przeciętność.

Z takim właśnie nastawieniem przystąpiłem do lektury „Algorytmu” Krzysztofa Koziołka. Jest to – jak deklaruje sam twórca w wywiadach – jego pierwsza w pełni gatunkowa powieść science fiction, jakkolwiek echa fantastyki naukowej wybrzmiewały już w dwóch innych tytułach. Wyjaśniając genezę książki, Koziołek przyznał: „przyszło mi do głowy, co by było, gdyby na Marsie były kolonie z AI. I już potem poszło”. Owo bezpretensjonalne stwierdzenie towarzyszyło mi nieustannie podczas poznawania tejże historii.

Ziemię spustoszyło globalne ocieplenie, pociągając za sobą kryzys migracyjny oraz wojny o zasoby. W konsekwencji większość ludzkości „już dawno przeniosła się na daleką północ, w rejony, w których temperatury rzadko przekraczały 40 stopni Celsjusza”. Sam świat został zdominowany „przez formy cielesne wyposażone w sztuczną inteligencję – czyli hybrydy oraz pełne AI”, które służą m.in. tzw. Korporacji – międzyplanetarnej firmie, która zmonopolizowała loty na Marsa.

W tych realiach osadzona jest narracja, którą poznajemy z dwóch perspektyw: załogi kosmicznego frachtowca Kepler, transportującego na Marsa technologię wydobywczą wraz z grupą surogatek – rygorystycznie wyselekcjonowanych kobiet, zobligowanych kontraktem do urodzenia na Czerwonej Planecie czworga dzieci – oraz Zoyi Goulden, głównej bohaterki, biorącej udział w procesie rekrutacyjnym do owego programu kontraktowego.

Tak zawiązane otwarcie powieści intryguje, nie tylko ze względu na sugestywny zarys świata przedstawionego, ale przede wszystkim dzięki kreacji charyzmatycznej Zoyi. To bohaterka inteligentna, świadoma własnej wartości, twarda i nieco zadziorna, która na tle innych kandydatek wyróżnia się unikalną osobowością. Ciekawość potęguje dodatkowo zapowiedź z okładki: Zoya ma stać się „przyczyną największego przewrotu w historii Czerwonej Planety”. Owa perspektywa każe z niecierpliwością śledzić drogę, która doprowadzi do tych dramatycznych wydarzeń.

Niestety, w tym miejscu entuzjazm zaczyna stygnąć. Styl autora konsekwentnie ignoruje bowiem sferę doznań zmysłowych: zapach, dźwięk czy dotyk. O ile wstęp dawał nadzieję, że owa surowość jest celowym zabiegiem służącym nakreśleniu chłodnych realiów (notabene nadająca się właśnie do kwestii drugoplanowych czy przeskoków w czasie), o tyle sceny przesłuchań – aż proszące się o dramaturgię – obnażają niewykorzystany potencjał zasady „pokazuj, nie opowiadaj”. Niech za przykład posłuży poniższy fragment:

„Zaraz potem dziewczynę otoczył ten sam rój dronów. Tym razem jednak nie obfotografowywał każdego milimetra kwadratowego jej ciała, tylko emitował wiązki wyładowań elektrycznych. Żadna nie była na tyle potężna, by zrobić człowiekowi krzywdę, ale razem wzięte generowały ból na tyle duży, by jakiekolwiek żywe stworzenie skutecznie zniechęcić do oporu.”

Przez pryzmat własnych doświadczeń literackich mam pełną świadomość, jak wielkim wyzwaniem jest stworzenie angażującej narracji. Niemniej od twórcy legitymującego się dorobkiem 28 książek mamy prawo oczekiwać warsztatowej dojrzałości. Tymczasem autor, zamiast kreować atmosferę, serwuje czytelnikowi suche etykiety stanów emocjonalnych i niepotrzebnie objaśnia sens dialogów, nie pozwalając im samodzielnie wybrzmieć.

Warsztatowa szorstkość jest tylko jedną z dwóch fundamentalnych wad tej pozycji. Drugą stanowią błędy w spójności świata przedstawionego.

Głównym antagonistą Zoyi jest Korporacja i jej przedstawiciele stacjonujący w marsjańskim New Earth City, ale na Czerwonej Planecie funkcjonują również kolonie dwóch ziemskich supermocarstw: Unii Eurochińskiej oraz Związku Socjalistycznych Stanów Zjednoczonych Ameryki. To właśnie te podmioty rywalizują o pierwszeństwo w dotarciu do nowo odkrytego, „niezwykle zasobnego złoża” (którego natury nie poznajemy). Tu pojawia się wyraźny zgrzyt logiczny: wyścig mocarstw trwa, mimo że to Korporacja posiada monopol na transport międzyplanetarny i kontroluje kluczowe ośrodki ludzkie (nawet jeśli jej władza w koloniach jest ograniczona). Sytuacja ta czyni autonomię państw i unii trudną do zrozumienia.

Chaos pogłębia niespójny model ekonomiczny. Dowiadujemy się, że na Ziemi wszyscy przesiedleńcy posługują się „kredytami” w postaci wirtualnej pensji gwarantowanej, a pracuje zaledwie 1% populacji, gdyż resztę zadań wykonują hybrydy i AI. Tymczasem kapitan Keplera triumfalnie oznajmia, że zarobi „łatwe pieniądze”. Podobnie jest w marsjańskich kopalniach: koloniści teoretycznie posiadają udziały, jednak chciwa Korporacja odmawia im premii, tnąc koszty, by jednocześnie fundować posiłki nowo przybyłym surogatkom. Tło tego bezładu dopełniają stare ziemskie struktury: Zgromadzenie Ogólne ONZ, Kongres USA (nie ZSSZA), Parlament Europejski czy Chińskie Zgromadzenia Ludowe. Funkcjonują one pomimo globalnego kryzysu cieplarnianego, co zamazuje obraz geopolityczny. I choć podmioty te wspominane są relatywnie często, nie mają niemal żadnego znaczenia dla motywacji bohaterów i całej historii. Brak szczegółowego wyjaśnienia tej hierarchii i modeli gospodarczych na obu planetach budzi jedynie zagubienie, a czytelnik traci ochotę na analizowanie, czy to wszystko w ogóle ma sens.

Sama historia również nie broni się przed zarzutem braku konsekwencji. Przez surowość opisów emocjonalnych, działania bohaterów – szczególnie zapowiedziany przewrót i samo zachowanie Zoyi – sprawiają wrażenie irracjonalnych, a brak szerszych szczegółów i wyjaśnień dotyczących technologii czy marsjańskiej polityki czyni świat przedstawiony niewiarygodnym. I choć rozumiem zamysł autora – finałowe rozdziały wyjaśniają bowiem wiele kwestii – to jednak całość poprowadzona jest po linii najmniejszego oporu. Trudno uwierzyć w realizm tego uniwersum, gdy w narracji brakuje jakiegokolwiek napięcia i poczucia wagi toczącej się gry.

Tym bardziej ubolewam nad niewykorzystanym potencjałem, gdyż w pewnym momencie Koziołek serwuje solidny zwrot akcji, który pozytywnie zaskakuje. Biorąc pod uwagę wspomniane mankamenty oraz brak jakkolwiek głębszego wymiaru społeczno-filozoficznego, łatwo sobie wyobrazić, o ile silniejszy wydźwięk miałby ten moment, gdyby powieść była pozbawiona błędów warsztatowych.

Na pochwałę zasługuje również tempo powieści – jest ono wyważone, a nowe postacie wprowadzane są w sposób uporządkowany, dzięki czemu łatwo zapadają w pamięć nawet po dłuższej nieobecności – jest to jednak atut niewystarczający.

W gruncie rzeczy trudno orzec, czym „Algorytm” próbuje być: przestrogą przed sztuczną inteligencją, eugeniką, korpokracją czy jedynie niezobowiązującą rozrywką? Jeśli to pierwsze, to jej myśl przewodnia wybrzmiewa niezwykle słabo, by nie rzec – wcale.

Można odnieść wrażenie, że autor, dostrzegając współczesne „szaleństwo” wokół sztucznej inteligencji, postanowił zabrać głos w dyskusji, lecz proces twórczy oparł na przytoczonym wcześniej stwierdzeniu: „już potem poszło”. Poszło – niestety – bez dbałości o detale technologiczne, spójność świata czy wiarygodność psychologiczną postaci, co przy takim dorobku jest co najmniej zadziwiające. Suma tych mankamentów sprawia, że mimo pewnych zalet, Koziołek ograniczył potencjalną grupę odbiorców do czytelników najmniej
wymagających.

PS Autorowi dziękuję za przesłany egzemplarz recenzencki.

Mariusz Kochański - strona autorska i nie tylko | Krzysztof Koziołek - pisarz



(Mariusz Kochański)

Spontanicznie trafiliśmy do Polskie Radio Białystok i opowiedzieliśmy co nie co o kursach pisania i białostockiej Kawiar...
06/01/2026

Spontanicznie trafiliśmy do Polskie Radio Białystok i opowiedzieliśmy co nie co o kursach pisania i białostockiej Kawiarni Literackiej. :)

Jak wchodzić w nowy rok, to z taką informacją. Dołączyłem do zarządu Polska Fundacja Fantastyki Naukowej. Dziękuję za za...
01/01/2026

Jak wchodzić w nowy rok, to z taką informacją. Dołączyłem do zarządu Polska Fundacja Fantastyki Naukowej.

Dziękuję za zaufanie i dołożę wszelkich starań, by godnie reprezentować tę funkcję.

Zmiany w składzie Zarządu Polskiej Fundacji Fantastyki Naukowej.

Z dniem 1 stycznia 2026 roku Zarząd Fundacji opuszcza Szymon Kloska, któremu serdecznie dziękujemy za zaangażowanie oraz cenny wkład w rozwój naszej organizacji z całego serca życząc sukcesów w dalszej drodze zawodowej i osobistej.

Decyzją Rady Nadzorczej z dnia 1 stycznia 2026 roku, do Zarządu Fundacji powołany zostaje Mariusz Kochański. Wierzymy, że Zarząd w nowym składzie, łączący świeże spojrzenie z ekspercką wiedzą, będzie kontynuował misję Fundacji z energią, odpowiedzialnością oraz otwartością na nowe wyzwania.
__________
▪️ Mariusz Kochański: Autor literatury science fiction oraz publicysta, aktywnie związany ze środowiskiem literackim. Współtwórca grupy literackiej Verte, autor tekstów publikowanych na blogu O naturze rzeczy oraz na portalu publicystyczny pl. Jego twórczość czerpie z klasycznej i współczesnej fantastyki naukowej, filozofii oraz inspiracji popkulturowych, m.in. z uniwersum Mass Effect. W centrum jego zainteresowań pozostają wartości takie jak wolność, odpowiedzialność i patriotyzm, obecne zarówno w działalności twórczej, jak i społecznej. Zawodowo związany z branżą nieruchomości. Prywatnie współzałożyciel stowarzyszenia Liga Zwyczajnych Gentlemanów, promującego kulturę osobistą, klasyczną elegancję oraz wspierającego inicjatywy charytatywne w Polsce. Od lat zaangażowany w działania na styku kultury, literatury i refleksji nad przyszłością człowieka.

Mój pierwszy w życiu wykład wygłoszony.W tym materiale ze spotkania KASE Białystok zabieram Was w podróż przez historię ...
22/12/2025

Mój pierwszy w życiu wykład wygłoszony.

W tym materiale ze spotkania KASE Białystok zabieram Was w podróż przez historię odkrywania praw naturalnych, udowadniając, że życie, wolność i własność to jedyny trwały fundament każdego ładu społeczno-gospodarczego. Przez ponad godzinę analizuję, dlaczego prawo stanowione często staje się narzędziem niesprawiedliwości i jak powrót do etyki opartej na naturze ludzkiej – od Arystotelesa po współczesny libertarianizm – może trwale uzdrowić nasze relacje oraz ekonomię.
Znajdziecie tu nie tylko solidną dawkę teorii, ale też próbę odpowiedzi na trudne pytania o granice przymusu i skuteczność dobrowolnych relacji, które padły podczas dyskusji z publicznością.

Muszę się jednak przyznać z pewną skruchą, że to mój pierwszy wykład i stres trochę mnie zjadł, przez co całość wyszła dość półprofesjonalnie. Okazuje się, że o ile krótkie przemowy całkiem nieźle mi już wychodzą, to mówić cały czas samemu przez ponad godzinę i dzielić się dość specjalistyczną wiedzą to jest wyzwanie. Ale jak to ja, traktuję to doświadczenie jako tylko kolejny element do dopracowywania, by w przyszłości forma dorównywała treści.

Wykład z 17 grudnia 2025 r. wygłoszony w ramach spotkań KASE Białystok na wydziale ekonomicznym Uniwersytetu w Białymstoku.Tematem wykładu są prawa naturalne...

Adres

Białystok

Telefon

+48729992870

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Mariusz Kochański - strona autorska i nie tylko umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij