22/06/2025
„Co babie do pędzla?!” miał wykrzykiwać malarz Kazimierz Sichulski. Chodziło mu zwłaszcza o Olgę Boznańską. „Odmawia jej pan talentu?” – „Jak to? Wspaniały talent (…) i wszystko wypatrzy to babsko!”
Kobieta zakuta w łańcuchy, kobieta leżąca naga w zimowym pejzażu, kobieta zasupłana w mit prządki, kobieta z gitarą, która patrzy tak, jakby wiedziała o tobie wszystko. Wśród mieniących się twarzy (nie tylko kobiet), w półmrokach i rozbłyskach świateł, w gęstwinie póz, ról, struktur, nazwisk, ram można ulec wrażeniu, że uczestniczymy we wspólnym, niekończącym się korowodzie historii i zamiast w obrazy, spoglądamy w lustra.
Konsekwencja – to dominujące i budujące wrażenie wystawy „Co babie do pędzla” zorganizowanej w Muzeum Narodowym w Lublinie. Obficie prezentuje twórczość polskich artystek z lat 1850-1950, pośród których spotkamy się między innymi z Marią Dulębianką, Zofią Stryjeńską, Olgą Boznańską, Tamarą Łempicką, Melą Muter – i wieloma innymi. Spotkanie to nie jest ani sentymentalnym wspominkiem, ani próbą nadrobienia zaległości. To wystawa z krwi i kości, odważnego gestu i determinacji, która nie tylko zbliża nasze problemy do tych z przeszłości, ale przede wszystkim pozwala rozsmakować się w soczystej estetyce dzieł mniej i bardziej znanych artystek świadomych swego dojrzałego stylu.
We wspólnocie artystek łatwo dostrzec i usłyszeć siebie dziś, gdy kobieta nadal bywa polem bitwy – w ustawach, dyskusjach i wciąż cudzych opiniach.
Na szczęście, możemy posłużyć się parafrazą – jak ars longa, vita brevis – tak ars manet, iudicia volant. Warto. Warto zwiedzić! 🎗👌