28/03/2022
Wielu przyjeżdża do Sarandy, by odpocząć nad morzem. Jednak południowa Albania ma o wiele więcej do zaoferowania niż tylko plaże. Wystarczy wybrać się do Delviny – oddalonej zaledwie kilkanaście kilometrów od Sarandy. Delvina to małe miasteczko położone na starej trasie do Jorgucat. Teraz nieco zapomniane i, bądźmy szczerzy, zaniedbane, ale za to bardzo malowniczo położone. O samym mieście napiszę innym razem, ponieważ teraz potraktowałam je stricte jako punkt wypadowy w sąsiednie okolice. Jednodniowa wycieczka po górach to dla mnie wyjątkowa atrakcja. Góry, górki, pagórki zawsze miały dla mnie w sobie coś intrygującego, nie inaczej jest i tym razem, zwłaszcza gdy na trasie nie spotkacie ani jednego człowieka. Niebo, góry, kozy, barany, słońce i wiatr. Nie liczcie na oznakowane szlaki, tu musicie sobie radzić sami, internet też działa tylko od czasu do czasu, więc trzeba zdać się na własne doświadczenie, wyczucie i zdrowy rozsądek. Trasa nie była wymagająca – ledwie kilkanaście kilometrów, niewielkie podejście pod górę, potem wycieczka trawersem i znowu w dół do miasteczka. Pokona ją w kilka godzin nawet niewprawny piechur, mimo wszystko odradzam tenisówki lub co gorsza klapki, bo droga jest kamienista. No, przecież to góry, wprawdzie niewysokie, ale jednak góry. Co jeszcze oprócz pięknych widoków na zaśnieżone szczyty w górze i kwietne łąki w dole czeka na ciekawych tych zakątków? Wspomnę o jednej, acz nie jedynej, atrakcji na trasie, a mianowicie o starym greckokatolickim kościółku. Na tablicy zamieszczonej na kamiennym murze budowli tkwi informacja: KISHA E MANASTIRIT TE SHEN MARISE, KAMENA-KAKODHIQ-DELVINE. Foremna, dość surowa w kształcie, budowla z jasnego kamienia nieoczekiwanie wyłania się nie na stroku, a w małym zagłębieniu przy samym brzegu rwącej sezonowej rzeki. Solidne fundamenty, względnie cały dach, choć miejscami przecieka, a w środku… dosłownie od góry do dołu zamalowana jak pisanka. Radość nieco mąci stan polichromii i paskudne współczesne obdradapania w tynku w stylu „tu byłem”. Ale jeśli popatrzycie na ten zabytek oczami wyobraźni, to ujrzycie go w pełnej świetności i wówczas zakrzykniecie „Piękne to cudeńko”😲👍 Mam nadzieję, że niebawem kościółek doczeka się konserwatorskiego remontu i będzie znowu zachwycał. Skoro przetrwał czasy reżimu Envera Hodży, to chyba nic mu już niestraszne? Teraz odwiedzają go głównie pasterze ze stadami kóz i baranów, od czasu do czasu mieszkańcy wybiorą się tu w określonej intencji lub wędrowcy-samotnicy, którzy z dala od tłumów odkrywają zapomniane skarby.
Przeznaczcie jeden dzień w swoim wakacyjnym kalendarzu nie na plażowanie, a na wycieczkę w okolice Delviny. Jestem przekona, że nie będziecie żałować😉
PS. Przystanek busów do Delviny znajdziecie na skrzyżowaniu Rruga Lefter Talo i Vangjel Pandi. Busy odjeżdżają co pół godziny.