23/09/2026
⚠️ MOJE DOŚWIADCZENIE Z ŁUKASZEM ŁAGIEWSKIM – PRZED ZAPŁATĄ I PO ZAPŁACENIU CAŁEGO ZAMÓWIENIA
Długo zastanawiałam się, czy opisać tę historię publicznie. Zdecydowałam się to zrobić, ponieważ mam zachowaną korespondencję, screeny, daty oraz pisemne ustalenia dotyczące zamówienia, terminu wykonania mebli i późniejszej organizacji transportu.
Nie opisuję plotek ani historii zasłyszanej od kogoś. Opisuję własne doświadczenie jako klientka.
Sprawa dotyczy mojego zamówienia mebli i kontaktu z Łukaszem Łagiewskim oraz osobami obsługującymi moje zamówienie. Obecnie Łukasz związany jest z działalnością meblową pod marką Herraton.
Najbardziej uderzyła mnie różnica pomiędzy tym, jak wyglądał kontakt przed zapłaceniem za całe zamówienie, a jak wyglądał później, kiedy pojawił się problem.
Zamówienie przyjmowała pani Agata
Całe moje zamówienie przyjmowała pani Agata.
Od początku bardzo wyraźnie mówiłam, że termin ma dla mnie ogromne znaczenie. Meble były przeznaczone do Hiszpanii, przeprowadzaliśmy się do Walencji i potrzebowałam ich w określonym czasie.
Co więcej, pierwotnie chciałam wybrać inny narożnik.
Usłyszałam jednak, że tego modelu nie da się wykonać do końca sierpnia. Właśnie dlatego zdecydowałam się na inny narożnik — taki, który zgodnie z przekazaną mi informacją miał zostać wykonany w wymaganym przeze mnie terminie.
Otrzymałam pisemne zapewnienie:
„i ten zrobimy do końca sierpnia”.
To jest dla mnie niezwykle istotne, ponieważ termin nie był jakimś dodatkowym życzeniem, które pojawiło się już po zakupie.
Termin miał wpływ na mój wybór produktu.
Zrezygnowałam z narożnika, który faktycznie chciałam kupić, ponieważ usłyszałam, że nie będzie gotowy na czas, i wybrałam inny właśnie dlatego, że ten drugi miał być wykonany do końca sierpnia.
Następnie zamówienie zostało przeze mnie opłacone w całości.
Po zapłacie okazało się, że obiecany termin nie został dotrzymany
Przyszedł wrzesień.
3 września otrzymałam wiadomość:
„Pani Małgosiu, łóżka mamy gotowe, czekamy jeszcze na narożnik…”
Kiedy napisałam, że byłam przekonana, że narożnik jest już gotowy, otrzymałam informację:
„Mamy je opisane jako pilne także na dniach powinny być.”
Otrzymałam również przeprosiny:
„Pani Małgosiu, przepraszam najmocniej za opóźnienia.”
Czyli sytuacja była bardzo prosta:
chciałam inny narożnik → poinformowano mnie, że nie uda się go wykonać do końca sierpnia → wybrałam inny model właśnie dlatego, że ten miał być gotowy do końca sierpnia → zapłaciłam za zamówienie → 3 września narożnik nadal nie był gotowy.
To nie jest dzisiaj moja interpretacja wydarzeń. Mam korespondencję.
Usłyszałam również, że jeśli przedstawię dowód, „szef wyciągnie wnioski”
Kiedy później pojawił się spór dotyczący terminu, usłyszałam, że jeżeli przedstawię na piśmie dowód, że taki termin rzeczywiście został mi obiecany, szef miał wyciągnąć z tego wnioski.
Więc zrobiłam dokładnie to, o co mnie poproszono.
Przedstawiłam pisemną wiadomość potwierdzającą obiecany termin.
Spodziewałam się, że skoro poproszono mnie o dowód i go przedstawiłam, sprawa zostanie potraktowana poważnie.
W moim odczuciu nie zmieniło to podejścia do problemu ani nie doprowadziło do reakcji, której oczekiwałam po wcześniejszej deklaracji.
I właśnie takie sytuacje sprawiły, że moja ocena tej współpracy zaczęła się diametralnie zmieniać.
Monika zajmowała się logistyką
Chcę też bardzo precyzyjnie wyjaśnić role poszczególnych osób.
Pani Agata przyjmowała moje zamówienie. Monika zajmowała się później logistyką.
To właśnie na etapie kontaktu z Moniką próbowałam doprowadzić do zorganizowania przewozu gotowego zamówienia do Hiszpanii.
Żeby przewoźnik mógł zdecydować, czy zabierze meble, potrzebowaliśmy podstawowych informacji: wymiarów zapakowanych elementów, ich wagi, sposobu pakowania i zdjęcia całego przygotowanego ładunku.
3 września pisałam:
„jak będę znała wymiary zapakowanych to wtedy mogę podać koledze, który jeździ czy zmieści nam to u siebie.”
To bardzo ważne w kontekście późniejszych zarzutów dotyczących transportu.
Ja tego transportu szukałam i próbowałam go zorganizować.
9 września przekazałam kontakt do męża
9 września napisałam:
„Witam, chciałam podać numer do męża w sprawie tego transportu”.
Przekazałam numer telefonu i napisałam:
„Nasz kolega chciałby wiedzieć jak będą spakowane”.
Otrzymałam odpowiedź:
„poniedziałek najpóźniej we wtorek wyślę wszystkie zdjęcia”.
To pokazuje kolejną rzecz: przewoźnik potrzebował informacji dotyczących przygotowanego ładunku, żeby można było ocenić możliwość jego zabrania.
14 września otrzymałam zdjęcia paczek
14 września otrzymałam zdjęcia oraz wiadomość:
„witam przesyłam wszystkie paczki które mają jechać do pani”.
I tego samego dnia dalej próbowałam zorganizować odbiór.
Napisałam:
„Mąż mówi aby było wszystko razem w jednym miejscu i zrobione zdjęcie”.
Wyjaśniłam:
„Wtedy jego kolega oceni czy to zmieści…”
A następnie:
„Od transportu chce całość. Nie każdy element.”
Napisałam również wprost:
„Staramy się załatwić transport ale coś tutaj nie gra.”
Nie jest więc prawdą, że siedziałam bezczynnie i nie interesowałam się odbiorem zamówienia.
Korespondencja pokazuje moje kolejne próby znalezienia rozwiązania.
A kiedy faktycznie został skończony narożnik?
14 września sama zapytałam:
„I kiedy był skończony narożnik ponieważ o ile się nie mylę to jakiś pod koniec zeszłego tygodnia prawda?”
Otrzymałam odpowiedź:
„Tak tak”.
I dla mnie właśnie tutaj leży sedno całego sporu o transport.
Narożnik miał być gotowy do końca sierpnia.
3 września nadal na niego czekano.
Późniejsza korespondencja wskazywała, że został ukończony dopiero we wrześniu.
A później problem zaczął być sprowadzany do kwestii transportu.
Tylko że nie można wysłać kompletnego zamówienia, zanim kompletne zamówienie jest gotowe.
Pojawiła się również sprawa rozmowy z firmą transportową
Na etapie logistycznym otrzymałam od Moniki informację dotyczącą rozmowy z osobą z firmy transportowej.
Z przekazanej mi informacji wynikało, że miała do niej zadzwonić i uzyskać zgodę dotyczącą mebli przewożonych luzem oraz wcześniejszego dostarczenia mebli do przewoźnika.
Później ta informacja została zweryfikowana bezpośrednio z osobą, z którą rzekomo miały zostać dokonane te ustalenia.
Usłyszeliśmy od niej inną wersję.
Według jej relacji takich ustaleń nie potwierdziła.
Nie będę publicznie nazywać kogokolwiek kłamcą ani przesądzać, dlaczego otrzymałam dwie różne wersje.
Mogę natomiast powiedzieć jedno:
informacja przekazana mi na temat tej rozmowy nie zgadzała się z tym, co później usłyszeliśmy bezpośrednio od osoby, z którą rzekomo dokonano ustaleń.
Dla mnie był to kolejny poważny problem z zaufaniem.
A finał? Łukasz poinformował mnie, że mnie blokuje
Po całej tej historii, po przedstawieniu przeze mnie wiadomości potwierdzających wcześniejsze ustalenia, po sporze dotyczącym terminu i transportu, Łukasz ostatecznie poinformował mnie, że mnie blokuje.
I właśnie to najlepiej podsumowuje moje doświadczenie.
Przed zamówieniem i zapłatą: zainteresowanie, rozmowy, pomoc, ustalenia, zapewnienia i bardzo dobry kontakt.
Po zapłaceniu całej kwoty i pojawieniu się problemu: moje doświadczenie z obsługą było zupełnie inne, a ostatecznie komunikacja zakończyła się informacją o zablokowaniu mnie.
Dla mnie profesjonalizm firmy nie polega na tym, jak miło rozmawia z klientem, kiedy klient dopiero zamierza wydać pieniądze.
Prawdziwy poziom obsługi poznaję wtedy, kiedy pieniądze zostały już zapłacone i pojawia się problem.
I tutaj ta historia ma dla mnie również bardzo ważny wymiar biznesowy
Prowadzę działalność w Hiszpanii i obsługujemy klientów kupujących tutaj nieruchomości.
Planowałam rozszerzyć naszą ofertę o rekomendacje dotyczące wyposażenia i doposażenia nieruchomości.
Rozważałam umieszczenie tej firmy na naszej stronie i kierowanie do niej moich klientów w Hiszpanii.
Po własnym doświadczeniu wiem już, że tego nie zrobię.
Powody są trzy.
Po pierwsze – ceny.
Po porównaniu dostępnych możliwości nie uważam, aby ceny były na tyle konkurencyjne, żeby uzasadniały moim klientom sprowadzanie mebli z Polski.
Po drugie – obsługa po sprzedaży.
Dla mnie to absolutnie kluczowe.
Jeżeli rekomenduję firmę klientowi, robię to własnym nazwiskiem i reputacją swojej firmy. Muszę mieć pewność, że jeśli pojawi się problem, mój klient zostanie potraktowany profesjonalnie.
Po własnym doświadczeniu nie chcę brać takiej odpowiedzialności.
Po trzecie – koszty transportu do Hiszpanii.
Przy dużych meblach transport jest bardzo kosztowny, a dodatkowo dochodzą problemy logistyczne, pakowanie, wymiary, terminy i organizowanie odbioru.
Po przejściu tego procesu na własnej skórze uważam, że dla moich klientów lepszym rozwiązaniem będzie zamawianie wyposażenia bezpośrednio w Hiszpanii.
Dlatego zmieniam swoje plany
Ta firma miała znaleźć się na naszej stronie jako jedna z możliwości doposażenia nieruchomości naszych klientów.
Nie znajdzie się tam.
W tym zakresie będziemy opierać się przede wszystkim na sklepach hiszpańskich oraz Aura Home.
I paradoksalnie cieszę się, że najpierw sama zostałam klientką.
Dzięki temu sprawdziłam tę współpracę własnymi pieniędzmi i na własnym zamówieniu, zanim zaczęłam rekomendować ją ludziom, którzy ufają mojej firmie.
Gdyby podobna sytuacja spotkała klienta, którego sama tam skierowałam, to ja czułabym się odpowiedzialna za tę rekomendację.
Na takie ryzyko nie mogę sobie pozwolić.
Dlaczego publikuję tę historię?
Nie muszę nikogo obrażać ani używać określeń typu „oszust”.
Mam dokumentację.
Mam wiadomość dotyczącą terminu.
Mam dowód, że zrezygnowałam z narożnika, który chciałam, ponieważ nie mógł zostać wykonany do końca sierpnia, i wybrałam inny dlatego, że miał być gotowy w tym terminie.
Mam wiadomość:
„i ten zrobimy do końca sierpnia”.
Mam wiadomość z 3 września:
„czekamy jeszcze na narożnik”.
Mam przeprosiny za opóźnienie.
Mam wiadomości dokumentujące moje próby zorganizowania transportu.
Mam korespondencję z 9 września.
Mam zdjęcia paczek przesłane 14 września.
Mam wiadomości pokazujące, że tego samego dnia nadal próbowałam doprowadzić do odbioru.
Mam również korespondencję dotyczącą ustaleń z przewoźnikiem, których przedstawiona mi wersja była później sprzeczna z relacją samej osoby z transportu.
A na samym końcu mam informację od Łukasza, że mnie blokuje.
Każdy może wyciągnąć z tej chronologii własne wnioski.
Ja swoje już wyciągnęłam — zarówno jako klientka, jak i jako przedsiębiorca, który miał polecać tę firmę swoim klientom w Hiszpanii.
I jedna rada dla innych klientów:
wszystko ustalajcie na piśmie i zachowujcie wiadomości — zwłaszcza obiecane terminy.
W moim przypadku, nawet kiedy usłyszałam, że jeśli pokażę pisemny dowód obiecanego terminu, „szef wyciągnie wnioski”, a następnie ten dowód przedstawiłam, moje doświadczenie było takie, że nie przyniosło to oczekiwanego rozwiązania.
Dlatego dzisiaj wiem jedno:
firmy nie oceniam po tym, jak traktuje mnie przed otrzymaniem pieniędzy. Oceniam ją po tym, jak zachowuje się po otrzymaniu pełnej zapłaty, kiedy pojawia się pierwszy poważny problem.
I właśnie dlatego nie zarekomenduję tej współpracy swoim klientom w Hiszpanii.