14/06/2026
Rzut oka za kulisy, czyli z dziennika pośrednika ☀️
Zeszły tydzień upłynął pod znakiem klientów „powstających z popiołów” 😅. W naszym biznesie, jak to ktoś kiedyś ładnie powiedział: „młyny mielą bardzo powoli”. To znaczy, że ktoś pojawiający się w naszym biurze z zamiarem kupna nieruchomości dzisiaj, może zrealizować transakcję w trzy tygodnie albo… w trzy lata. 😱
Moja rekordzistka rzeczywiście kupiła swoje pierwsze mieszkanie w trzy tygodnie od naszego pierwszego spotkania. Z kolei para najbardziej długodystansowa potrzebowała na decyzję czterech lat. W ciągu tych czterech lat przylatywali kilkukrotnie, oglądaliśmy przeróżne nieruchomości na różnych wybrzeżach, bo zmieniały się zarówno potrzeby klientów, jak i warunki rynkowe.
W końcu trafiliśmy na nieruchomość, która spełniła większość ich wymagań - nie wszystkie, bo to zwykle nie jest możliwe, niezależnie od budżetu.
Jeśli interesuje Was temat paradoksu wyboru oraz to, jak się przed nim bronić, zapraszam do obejrzenia #20 odcinka naszego podcastu Dream Property Talks – Costa bez filtra, który ukazał się w zeszły wtorek. Znajdziecie go na naszym YouTube i Spotify.
Wracając do tematu: w zeszłym tygodniu wrócili do mnie klienci, których w zasadzie spisałam już na straty, bo szukali nieruchomości jednocześnie w Esteponie i na Majorce. Ponieważ znamy się od ponad 10 lat i pracowaliśmy ze sobą wcześniej trzykrotnie wiedziałam, że są to ludzie konkretni i szybko podejmujący decyzje.
Zatem kiedy zadzwonili, żeby powiedzieć, że właśnie zamykają transakcję na Majorce i Estepona w związku z tym odchodzi do lamusa na czas nieokreślony, przyjęłam tę informację i zamknęłam (mentalnie) temat.
A tu niespodzianka. W zeszłym tygodniu nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji. Panowie zadzwonili z pytaniem, czy mieszkanie w Esteponie, które im się podobało, nadal jest na rynku. Sprawdziłam – było. A oni podjęli negocjacje. Muszę przyznać, że – pamiętając cenę wyjściową – dość trudno mi było przekazać pierwszą ofertę. Była bardzo niska, ale sprzedający podjęli rękawicę. Koniec końców spotkali się mniej więcej w połowie drogi, ale najbardziej zaskoczył nas wszystkich mój klient, który zapytał, czy może wpaść w piątek, żeby mieszkanie jeszcze raz obejrzeć. I faktycznie przyleciał. Na 6 godzin. Ze Szwecji 😅.
Najwyraźniej ten przylot, wizyta i zdjęcia, które robił wszystkiemu, włącznie z piekarnikiem – uwaga: od środka! 🙃– upewniły go, że podejmują ze wspólnikiem właściwą decyzję. Jutro powinniśmy podpisać umowę rezerwacyjną. 🤓
Na to wszystko również w piątek napisała do mnie Kate, która była na kamperowej wyprawie po Andaluzji i nie tylko, z informacją, że jej klienci, którzy kilka miesięcy temu dość intensywnie szukali, a potem zarzucili temat, teraz postanowili go podjąć. I przychodzą po bardzo konkretną nieruchomość. Ja mocno trzymam kciuki i Was też o to proszę. 😘
I życzę Wam spokojnego niedzielnego wieczoru, drodzy Czytelnicy dziennika! 😍