29/10/2025
Na przedostatniej sesji Rady Gminy Dobra radni zajmowali się skargą mieszkańca dotyczącą braku profesjonalnych remontów w lokalach komunalnych. W piśmie skierowanym do władz gminy skarżący wskazywał na powtarzające się problemy z przeciekającym dachem i z jakością prac remontowych. Według mieszkańca, prace te są wykonywane „po łebkach”, bez nadzoru i wbrew podstawowym standardom, a usterki często wracają już po kilku tygodniach.
Zanim rada przystąpiła do głosowania, zasięgnięto opinii kancelarii prawnej, która miała doradzić, czy skarga może być rozpatrywana przed uzyskaniem opinii nadzoru budowlanego. Formalnie – to drobiazg proceduralny. W praktyce – wygląda na próbę odsunięcia problemu i nadania mu pozorów „braku podstaw prawnych”. Ostatecznie rada, powołując się na analizę prawników, zdecydowała, że nie ma przesłanek do dalszego badania sprawy. Rada konsultuje się z prawnikami – nie z mieszkańcami.
Uchwała o uznaniu skargi za bezzasadną została przyjęta błyskawicznie, bez pytań i bez jakiejkolwiek debaty. Z sali nie padło ani jedno pytanie, które świadczyłoby o zainteresowaniu radnych losem lokatorów. Jedyna radna Pani Monika Babirecka wyraziła swoje wątpliwości wstrzymując się od głosu. Po przyjęciu uchwały usterki nadal występowały.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że rada gminy w tej sprawie nie stanęła po stronie obywatela, lecz po stronie władzy. Zamiast wnikliwie zbadać zarzuty dotyczące jakości remontów i warunków życia w lokalach komunalnych, skupiono się na tym, czy w ogóle wolno było o tym rozmawiać.
Jak ustaliliśmy, Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego w Łobzie uznał skargę mieszkańca za zasadną i poinformował go o wszczęciu postępowania administracyjnego w sprawie stanu technicznego budynku komunalnego. To oznacza, że instytucja odpowiedzialna za bezpieczeństwo obiektów budowlanych dostrzegła uchybienia, których rada gminy nie chciała nawet zauważyć. Decyzja Nadzoru Budowlanego stawia w niekorzystnym świetle sposób, w jaki samorząd rozpatrzył tę sprawę – pokazując, że problem był realny.
Skarżący, który liczył na to, że rada potraktuje temat poważnie, nie kryje rozczarowania. To jednak nie pierwszy jego problem z gminą. Od wielu lat wnioskuje o wykup mieszkania komunalnego, aby zadbać o nie samodzielnie. Gmina jednak nie wydzieliła własności lokali w budynku, przez co sprzedaż jest niemożliwa – mimo licznych wniosków i próśb, sprawy nigdy nie załatwiono.
Tymczasem budynki komunalne w gminie Dobra z roku na rok coraz bardziej niszczeją. Zamiast planowych remontów, podejmowane są doraźne, prowizoryczne naprawy. To nie są jednostkowe przypadki, lecz obraz szerszego zaniechania. Urzędnicza bierność wobec tych problemów budzi zdumienie – bo przecież w interesie gminy jest, by lokale były zadbane, a najlepiej – by stopniowo przechodziły na własność mieszkańców. Sprzedaż mieszkań komunalnych nie tylko przyniosłaby środki do budżetu, ale przede wszystkim odciążyłaby gminę z kosztów utrzymania zrujnowanych budynków. Zamiast tego gmina trzyma się przestarzałego modelu „zarządzania w ruinie” – gdzie nikt nie czuje się odpowiedzialny, a mieszkańcy płacą najwyższą cenę za cudzą bezczynność.
Z formalnego punktu widzenia rada postąpiła zgodnie z procedurą: skargę rozpatrzono
i podjęto uchwałę. Ale sposób, w jaki to zrobiono, pokazuje, jak bardzo formalizm zastąpił realne działanie. Radni mają obowiązek reprezentować interes mieszkańców – brak jakiejkolwiek dyskusji nad problemem, który dotyczy jakości życia ludzi, jest po prostu kompromitujący.
Sprawa ta pokazuje, że część radnych zapomniała, po co została wybrana. Skarga mieszkańca nie jest atakiem – to wołanie o pomoc. Jeśli władze gminy nawet nie próbują wysłuchać tych, którzy mieszkają w najgorszych warunkach, to znaczy, że samorząd zaczyna tracić kontakt z rzeczywistością. Uznanie skargi za bezzasadną bez analizy to nie decyzja administracyjna – to symbol braku empatii i odpowiedzialności. Bo dla urzędników to „kolejna skarga”. A dla ludzi – to codzienność z przeciekającym sufitem i odłażącą farbą.
To nie jest postawa reprezentantów mieszkańców – to postawa obrońców urzędu. A przecież samorząd ma służyć ludziom, nie chronić układ. Skarga mogła być początkiem realnej naprawy problemu. Zamiast tego – stała się przykładem, jak sprawy w gminie można „załatwić” szybko, po cichu i z korzyścią dla tych, którzy mają władzę, a nie dla mieszkańców.