22/07/2026
Nie każdy potrzebuje mojej pomocy przy sprzedaży nieruchomości. I to też jest w porządku.
Są osoby, które mają czas, cierpliwość, potrafią dobrze przygotować ofertę, odbierać telefony, prowadzić prezentacje i negocjować. Są jednak również właściciele, którzy najzwyczajniej w świecie nie mają do tego głowy.
Często nie mają czasu, bo wolą przeznaczyć go na pracę, rodzinę albo po prostu na życie. Czasami mieszkają daleko i każda prezentacja oznacza dla nich kolejną podróż. Bywa też, że sami otwarcie przyznają:
„Ja się nie nadaję do rozmów z kupującymi”.
I wbrew pozorom jest to bardzo cenna świadomość.
Właściciele są emocjonalnie związani ze swoją nieruchomością. To przecież ich dom, wspomnienia, lata pracy i pieniądze. Dlatego podczas prezentacji nieświadomie potrafią opowiadać zbyt dużo, tłumaczyć się z każdego mankamentu, reagować nerwowo na pytania albo zbyt szybko zdradzać, jak bardzo zależy im na sprzedaży.
Czasami próbują przekonać kupujących na siłę. Innym razem odbierają zwykłe pytania jako krytykę. Zdarza się również, że jeszcze przed rozpoczęciem negocjacji sami sugerują możliwość obniżenia ceny.
I właśnie w taki sposób można nieświadomie popsuć nawet dobrze zapowiadającą się sprzedaż.
Dlatego, kiedy zajmuję się nieruchomością, właściciele najczęściej wychodzą na spacer, jadą załatwić swoje sprawy albo po prostu przekazują mi klucze, żebym mogła prowadzić prezentacje podczas ich nieobecności.
Bez napięcia. Bez emocjonalnych komentarzy. Bez patrzenia kupującym na ręce.
Ja w tym czasie wykonuję swoją pracę: obserwuję reakcje, odpowiadam na pytania, pokazuję potencjał nieruchomości, sprawdzam rzeczywiste zainteresowanie i prowadzę rozmowę tak, aby nie osłabiać pozycji sprzedającego.
Bo dobry agent nie jest tylko osobą, która otwiera drzwi.
Czasami najważniejsze jest właśnie to, że potrafi przejąć rozmowę i ochronić właściciela przed błędami, których ten nawet nie jest świadomy.
A jak jest u Ciebie?
Oddałbyś pałeczkę swojemu agentowi ❓