26/09/2022
Nierealnosc
Ludzie, ktorzy dokonali w swoim zyciu drastycznych posuniec, czuja sie chyba jak rosliny, przesadzane z malej doniczki, do ziemi w ogrodzie. Wyrwane z korzeniami trafiaja do obcej sobie gleby. I zanim korzenie "oswoja sie" z nowym srodowiskiem, zanim zapuszcza swoje pedy na powaznie - minie czas. W ciagu tego czasu takie rosliny potrzebuja dogladu ogrodnika - polewania, codziennego spojrzenia...Ludzie, ktorzy, z wlasnej woli lub przymusowo, zostali przeniesieni ze znajomych katow, wlasciwie sa i takimi ogrodnikami, i jednoczesnie roslinami. Wiadomo, czesc z nich z czasem zapuszczaja swe korzenie i wybuchaja pysznym kwieciem. Jeszcze czesc wiednie. Nie posiada po prostu sily i sokow zyciowych. Rosnie suchymi badylami, ktore nie ciesza nikogo. W tym -samych siebie...
Od pewnego czasu czuje sie jak taka roslina. I to nie byloby najgorsze. Wiadomo, aby zapuscic korzenie - potrzebny jest czas. Najgorsze, ze w takim oto czasie czuje sie troche, jakbym byla w nierealnym swiecie. Cudze sciany w wynajetym pokoju. Obcy ludzie, chociaz juz znani ze sklepu, z apteki, z najblizszego otoczenia. Wieczorami - nawet jakby cudze powietrze, niebo i gwiazdy. I poczucie, zze wsrod tego wszystkiego jest sie calkowicie samym. jNie jestem juz u siebie, ale jeszcze nie jestem TU. Sciany, ktore daly mi schronienie - czasowe. Nie wiem, kiedy przyjdzie mi je opuscic i nie wiem, czy znajde te, ktore na dluzej sie stana moim DOMEM. Moze kiedys bede miala SWOJE meble, stala prace, ktora pozwoli mi otoczyc siebie i dzieci przedmiotami nabytymi na swoj smak i upodobanie. Moze kiedys bedziemy mogli bez obaw o jutro wreszcie dokladnie zapoznac sie z miastem, ktore ma byc naszym. Teraz zyjemy jakby na niby. Najblizszy cel - zapewnic elementarny byt materialny, ale przede wszystkim wsparcie duchowe. Przeciez wiemy, ze tylko w trudnych chwilach zaczynamy rozumiec, ze obok nas jest stale tylko jedna istota. Ta najwyzsza. O ktorej zapomina sie, gdy wszystko jest dobrze. Ale w chwili, gdy nad nami tylko obce niebo, a obok obca, jaskrawa lampa, czujesz, ze jestes troche zawieszony w tej samotnosci. I tylko jedna pomocna dlon potrafi cie zlapac w chwili strasznej pustki wewnetrznej i beznadziei.
Nie, nie jestem religijna fanatyczka, ani tez osoba przewrazliwiona. Po prostu nauczylam sie nie uciekac przed takimi odczuciami. Trzeba przyznac sie, ze komputery, alkohol, narkotyki - to wspaniala namiastka zycia. Ucieczka od samotnosci, od uczucia smutku i zwatpienia. Ucieczka od siebie zawsze prowadzi do piekla w sobie. Do smierci, nawet do tej fizycznej. Mimo naszych przekonan (iluzji), wybor nie jest wielki. Albo pojsc z pradem, ktory nie wymaga wysilku i czesto sprawia, ze czujemy sie lekko, sztucznie wesolo, ale nie zawsze prad ten niesie do morza...Albo przeciwko, ryzykujac, ze w pewnym momencie rece straca sile i mozemy nawet utonac. Wlasciwie, jedna jest tylko rada. Nie zawracac, jesli chcemy doplynac tam, gdzie MY na prawde chcemy.
Ile razy czytalo sie o tym, uwazajac podobne teksty za banalne i w dzisiejszych czasach niemodne. Na pewno, pisza o tym ludzie, ktorzy wlasnie pod ten prad plyneli i ktorym sie udalo dotrzec tam, gdzie chcieli. To znaczy, do swojej realnosci, stworzonej przez siebie, a nie do tej, do ktorej pchaja okolicznosci i rozne sytuacje. Jak tego dokonac nie w teorii, a w praktyce - kazdy musi odpowiedziec sam. Kazdy z nas ma inne sposoby na swoje smutki i zle mysli. Wymaga to czasem nieludzkich wysilkow, najczesciej psychologicznych. Po prostu, myslmy, ze codziennie robimy cos, co pozwala "zbudowac dom". Bo DOM, w najszerszym pojeciu tego slowa, to najwieksza realnosc w naszym zyciu. To sa korzenie, z ktorych maja wyrosnac piekne kwiaty.
Zycze, by kazdy z nas mial SWOJ DOM. Nawet ten najskromniejszy...
I.S.