01/12/2022
Sami parkujemy jak chcemy, ale wymagamy od innych, aby parkowali dobrze…
Podpisaliśmy regulamin miejsc postojowych, a co więcej w zasadzie sami go wypracowaliśmy i spisaliśmy. A tymczasem:
* Linie wyznaczające miejsca postojowe według niektórych kierowców (choć tak na logikę trudno ich tak jednak nazwać) są namalowane dla dekoracji parkingu. Tak więc bywa, że dziś ktoś zaparkuje „krzywo”, ale już jutro ta sama osoba narzeka na innych, że zaparkowali „krzywo” i ma pretensje, że problemem jest zaparkować lub wysiąść z auta.
* Jeśli mamy w rodzinie/domu dwa samochody to powinny być za sobą zaparkowane. Tak się umówiliśmy jako sąsiedzi, tak zapisaliśmy w regulaminie, który każdy podpisał (widać dlatego, że chciał mieć pilot do szlabanu, a to był warunek konieczny jego otrzymania). Jedni tak właśnie robią, parkują sami za sobą. I brawa dla nich za to. To sąsiedzka postawa, a nie egoistyczne postępowanie. Niestety niektórzy nie dostrzegają takiego „sąsiedzkiego” sposobu parkowania. A następnego dnia te same osoby nie mogą znaleźć wolnych miejsc do zaparkowania, bo jeden sąsiad ma dwa auta i nie zaparkował ich za sobą tylko obok siebie… Fakt, przecież ja nie muszę parkować aut jedno za drugim, ale sąsiad to mógłby, bo byłoby gdzie stanąć… Ot najwyraźniej takie to rozumowanie… Pretensje jednak do innych, do siebie nigdy…
* Zaparkowałem na wolnym miejscu, ale nie za stojącym obok drugim autem z „rodziny”. Ale ja tylko na chwilę tak zaparkowałem… Czy owa chwila to jednak pół dnia lub do rana? Ta jednostka czasu jest względna najwyraźniej: moja chwila to tyle godzin ile chcę, ale sąsiada chwila powinna trwać najwyżej kwadrans…
* A jak mąż będzie chciał wyjechać a ja go zastawię swoim autem? To co wówczas - mam wyjsć i odjechać? Odpowiedź (dla niektórych najwyraźniej będzie to podpowiedź) może być zaskakująca: „tak, trzeba odjechać, bo inaczej się nie da lub mąż (jeśli rozumny i sprytny choć trochę) to sam przeparkuje na chwilę jedno auto i odjedzie swoim samochodem”. Wbrew pozorom to nie jest logistyka na miarę ogarnięcia portu w Rotterdamie czy nawet Gdyni. Serio to się da zrobić i to zajmuje właśnie „chwilę” (nie, to nie ta sama chwila o której była mowa wcześniej, ta chwila jest o wiele godzin a nawet dni krótsza).
* „Mam za duże auto i nie mogę stanąć za moim drugim autem”. Oto kolejny niezwykle słuszny argument, prawda? Coś z cyklu zachowań „a co, ja mogę, kto mi zabroni, najważniejsze to przecież ja”. Hmmmm… to trzeba może było kupić tira lub autobus, bo te pojazdy jeszcze lepiej się nadają do parkowania na osiedlowych, ciasnych parkingach… a wtedy to dopiero można byłoby nie zwracać uwagi na innych!
* To po co te piloty i szlaban jak i tak nie ma gdzie zaparkować? To pytanie zdaje się sugerować, że zadająca je osoba spodziewała się, iż po zamontowaniu szlabanu i wdrożeniu pilotów parking stanie się większy… A tu takie rozczarowanie! Parking - mimo klikania pilotem - nie urósł, miejsc jest tyle samo…
* Kolejny głos mieszkańców niezadowolonych z tego, że nie mają gdzie zaparkować: „mieszkań jest 65 a miejsc do parkowania niespełna 20”. Fakt, nie da się zaprzeczyć. A jak ktoś pamięta to kilkanaście lat temu nie było ich wcale parkingu. Ponadto większość osób nie miała auta, a teraz wiele rodzin ma nawet po trzy auta. I tak jak wspomniane było już wcześniej: parking nie urośnie już bardziej, a nie zburzymy sąsiednich bloków, aby na terenie po nich zbudować większy parking.
* „Niektórzy nie jeżdżą samochodami, ciagle stoją na tych samych miejscach, nie ma rotacji samochodów i ja ciagle nie mam gdzie zaparkować”. Prawda, tak rzeczywiście jest. Ale czy w związku z tym należy samochody tych osób usunąć? Czy nie mają prawa, do parkowania aut?
* Identyfikatory. To kolejny problem. Mieszkańcy mieli je zgodnie z podpisanym regulaminem umieszczać za szybą swoich aut, aby wiadomo było, że na parking nie są wpuszczane obce auta. Większość jednak tego nie robi, bo - jak tłumaczą - przecież wiadomo, że to ich auto, parkują tu codziennie. Ale jak stoi auto bez identyfikatora to jednak wiele osób wskazuje, że nie zna tego auta i ma pretensje, że zajmuje miejsce na jego parkingu… I co w tej sytuacji? Odholować nieproszonego gościa z parkingu czy może to jednak sąsiad lub ktoś kto do niego przyjechał?
* Do mnie to może ktoś przyjechać i zaparkować, ale jak już do sąsiada przyjedzie to powinien parkować na ulicy, bo ja nie mam gdzie zostawić auta. Sąsiedzkie relacje bywają ciekawe…
* „Parking jest za mały i czasami muszę parkować na ulicy”. Następna złota myśl z długiej listy powodów do narzekania na realia. Cóż, jest jak jest. Śmiało jednak - proszę powiększyć parking, aby każdy mógł zaparkować. Wszyscy z tej inicjatywy zapewne się ucieszą natychmiast po jej urzeczywistnieniu. Niestety ze wzgledu na realia życia i dostępnej przestrzeni od samego powtarzania, że parking jest mały nic się nie zmieni.
* Na koniec najbardziej inteligentny argument mistrzów kierownicy i sąsiedzkiego parkowania: „i tak tu nigdy nie ma gdzie zaparkować a wszyscy stają jak popadnie…” W tym przypadku trudno o komentarz, a poza tym i tak żadna treść nie dotrze do autora takiej wypowiedzi…
Sami sobie z tym parkowaniem robimy zatem na złość? Wymagamy sąsiedzkiej postawy od innych nie robiąc tego samemu? O co i do kogo w zasadzie mamy pretensje? Sami do siebie? Swoich błędów nie zauważamy, ale innych już tak? To, że parking nie rośnie, ale liczba samochodów już tak i jeśli wzajemnie sobie w miarę możliwości nie ułatwimy życia to lepiej nie będzie jest takie trudne do zrozumienia? Dajemy innym dobry przykład czy tylko od innych tego oczekujemy?
Najwyraźniej wiele osób niestety zachowuje się w myśl zasady, że jak sąsiadowi ukradli krowę to dobrze, ale jak mnie to już chamstwo i skandal i ktoś powinien coś z tym koniecznie i natychmiast zrobić!
PS. Na zdjęciu przykład kierowcy, który uważa, że dobrze zaparkował i nie można mieć do niego pretensji… ;)