Adrian Wiśniewski

Adrian Wiśniewski Cześć! Skoro tu jesteś to znaczy, że chcesz się nauczyć w pośrednictwo albo zainwestować w nieruchomości :)

🚗 Piszę to w drodze powrotnej z eurotripa.Po świętach po prostu wsiedliśmy z Moniką w auto i pojechaliśmy przed siebie.W...
05/01/2026

🚗 Piszę to w drodze powrotnej z eurotripa.
Po świętach po prostu wsiedliśmy z Moniką w auto i pojechaliśmy przed siebie.
Wenecja. Cannes. Paryż. Berlin. 🌍

Bez napiętego grafiku. Bez checklisty. Bez poczucia, że coś się „zawali”, jeśli na chwilę zniknę. 🧘‍♂️

Kiedyś myślałem, że takie wyjazdy to luksus.
Dziś wiem, że to nie kwestia pieniędzy — tylko organizacji i decyzji, które podejmuje się dużo wcześniej. 📌

Bo jeśli wszystko opiera się na Tobie — nie pojedziesz nigdzie.
Jeśli musisz „być na posterunku”, bo inaczej coś się zawali — to nie masz biznesu, tylko etat z ładniejszą nazwą. 🎭

💍 Najważniejsza decyzja tego roku była prywatna.
Zaręczyłem się z Moniką.

To była decyzja o tym, jak chcę żyć i z kim chcę iść dalej.
O stabilności, spokoju i partnerstwie — również w rozumieniu biznesowym. 🤝

Bo są rzeczy, które porządkują wszystko inne.
Spokój w relacji. Zaufanie. Partnerstwo. ❤️
Świadomość, że masz obok siebie kogoś, z kim nie musisz niczego udawać ani tłumaczyć.

Monika była przy mnie w momentach, których nie widać na zdjęciach.
W decyzjach, które ważyły więcej niż kolejne projekty.
I w chwilach, kiedy trzeba było zwolnić, zamiast przyspieszać. ⏳

Jest dla mnie kimś, kto nie tylko rozumie tempo i odpowiedzialność,
ale też przypomina, że sukces bez celu nie ma wartości. 🎯

To zmienia perspektywę. Na pracę. Na pieniądze. Na sens.

✈️ Podróże.
Osiem wyjazdów w ciągu roku.

I śmieszne jest to, że kiedyś myślałem, że jeden wyjazd rocznie to luksus.
Że to „nagroda”, na którą trzeba sobie zapracować do granic.

Dziś wiem, że to nie luksus.
To narzędzie. 🧰
Do resetu.
Do łapania dystansu.
Do przypomnienia sobie, po co w ogóle to wszystko robię.

Podróże nie są ucieczką.
Są sprawdzianem tego, czy zbudowałeś coś, co działa… nawet gdy Cię nie ma. ✅

🏗️ Zawodowo? Mniej chaosu, więcej jakości.

Rozpoczęliśmy drugą inwestycję deweloperską.
I to jest najlepszy dowód na to, że doświadczenie naprawdę działa.

Idzie spokojniej.
Idzie mądrzej.
Idzie dużo lepiej.

Lepsze decyzje.
Lepsze liczby.
Lepszy potencjał.
I — co najważniejsze — znacznie większy spokój w głowie. 📈

Do tego nowy oddział Hestusa. 🏢
Bez fajerwerków. Bez napinki.
Za to z jasnym procesem i zespołem, który wie, po co tu jest.

🧹 To był rok porządków. I wcale nie chodzi o kalendarz.

Ten rok nie był o „więcej”.
Był o lepiej.

O porządkowaniu chaosu, który przez lata był potrzebny, żeby coś zbudować — ale który w pewnym momencie zaczyna przeszkadzać.
O zmianie priorytetów.
O decyzji, że spokój i wolny czas nie są nagrodą „na kiedyś”, tylko warunkiem sensownego życia tu i teraz. 🌿

Był też o pozbywaniu się szkodników.
Projektów, które nie miały sensu.
Relacji, które więcej brały niż dawały.
I przekonań, że „tak trzeba, bo zawsze tak było”.
Nie trzeba.

🕶️ Były też porządki, o których się nie pisze wprost.
Kilka decyzji organizacyjnych i osobistych, które nie wyglądają spektakularnie na zewnątrz, ale w środku robią ogromną różnicę.

Ten rok nauczył mnie jednej rzeczy bardzo wyraźnie:
jeśli komuś musisz patrzeć na ręce, jeśli czujesz, że coś jest grane za plecami, jeśli ktoś robi dobrą minę, a pod stołem liczy cudze potknięcia — to problem nie jest „do przepracowania”.
To jest problem do usunięcia.

Nie interesują mnie już półlojalności.
Nie interesują mnie ludzie, którym trzeba tłumaczyć uczciwość.
Nie interesują mnie gry, szepty i uśmiechy na pokaz.

W nowym roku będę nad tym pracował dalej.
Spokojnie. Bez dram. Bez tłumaczeń. 🧊

Bo zaufanie to nie benefit. To fundament.

Dziś otaczam się wyłącznie ludźmi, którym ufam — i którzy nie dają mi powodów do wątpliwości.
Reszta po prostu przestaje mieć dostęp.

Więcej odpowiedzialności.
Więcej jasnych zasad.
Więcej spokoju. ✅

📌 Podsumowując: to nie był rok „wow”.
To był rok, który poukładał fundamenty.

Rok, w którym ważniejsze od tempa było to, czy mam spokój.
W głowie.
W relacjach.
W firmie.

Bo dziś wiem, że prawdziwy luksus nie polega na tym, że masz więcej.
Tylko na tym, że możesz zniknąć na chwilę…
i nic się nie pali. 🔥❌

A jeśli coś się pali — to znaczy, że to nie był biznes.
To była prowizorka.

W nowy rok wchodzę bez napinki.
Ale z jasnym kierunkiem. 🧭

Mniej przypadkowych rzeczy.
Mniej ludzi, przy których trzeba być czujnym.
Więcej decyzji, które są moje.

I więcej spokoju, którego nie zamierzam już oddawać — za nic. 🤍

Był sobie dom.Taki, o którym ludzie mówili: „szkoda czasu”.– Nie miał odbioru.– Nie miał dachu.– Miał za to 8 właściciel...
21/07/2025

Był sobie dom.

Taki, o którym ludzie mówili: „szkoda czasu”.

– Nie miał odbioru.
– Nie miał dachu.
– Miał za to 8 właścicieli — z czego jeden mieszkał na miejscu i był w stanie, który większość inwestorów określiłaby jako „zbyt ryzykowny”.

Straszydło na osiedlu.
Prawnie zaplątane, technicznie zapuszczone, społecznie toksyczne.

Ludzie oglądali, patrzyli, uciekali.

A ja? Zobaczyłem w tym projekt.

Zamiast mówić: „Nie da się” — zacząłem od rozmowy.

Nie z notariuszem. Nie z komornikiem.
Z człowiekiem.

Nie podszedłem do niego jak do „problemu, którego trzeba się pozbyć”.
Podszedłem jak do właściciela, który też chciał coś zmienić — tylko nie miał pojęcia jak.

Zapytałem, co może zrobić. Co planuje. Czy mogę mu w tym pomóc.
Zaczął mówić. I tak z rozmowy, która miała być nie do przeprowadzenia, wyszedł pierwszy krok.

Problemy, które należało rozwiązać?

🔹 Stan prawny – poplątany jak przedłużacz w szufladzie
🔹 Stan techniczny – gorzej niż źle: brak dachu, krzywe fundamenty, brak dokumentów
🔹 Relacje – konflikty między spadkobiercami, brak kontaktu z częścią z nich
🔹 Postrzeganie lokalne – dom jako lokalny „straszak” na dzieci

To nie był „flip do wrzucenia na Insta”.
To był projekt, którego nikt nie chciał nawet dotknąć.

A my:

✅ uregulowaliśmy stan prawny,
✅ podzieliliśmy nieruchomość na 6 mniejszych jednostek,
✅ zrobiliśmy nowy dach, fundament, wszystkie instalacje,
✅ zmieniliśmy dom — w funkcjonalny, czysty i nowoczesny mikroprojekt inwestycyjny.

To trwało.
To wymagało.
To kosztowało — czasu, cierpliwości, nerwów i kilku rozmów, które wymagały więcej niż Excela.

A dziś? Projekt sprzedany.
Zysk? Czterokrotność ceny zakupu.
Spokój? Pełny.
Satysfakcja? Ogromna — bo to nie był tylko zarobek. To było stworzenie wartości od zera.

I teraz najważniejsze:

Nie chodzi o to, czy masz 100 czy 500 tysięcy.
Chodzi o to, czy wiesz, co z nimi zrobić — zanim pieniądze trafią tam, gdzie nie powinny.

👉 Jeśli masz kapitał i nie chcesz szukać „okazji”, tylko budować projekty z sensem — odezwij się.
Pokażę Ci, jak inwestować tam, gdzie inni się boją. I dlaczego to właśnie tam leży potencjał.

🎯 „Czujesz, że pośrednictwo to nie to?A może po prostu… nigdy nie robiłeś tego dobrze?”To się zdarza częściej, niż myśli...
18/07/2025

🎯 „Czujesz, że pośrednictwo to nie to?
A może po prostu… nigdy nie robiłeś tego dobrze?”

To się zdarza częściej, niż myślisz.

Ktoś trafia do nieruchomości, bo „lubi ludzi”.
Albo bo „ma gadane”.
Albo bo „brat sprzedawał działkę i się udało”.

Zaczyna.
Robi zdjęcia.
Dodaje ogłoszenie.
Zbiera lajki i pytania: „Czy można taniej?”

I po 3 miesiącach mówi: „To nie działa.”
Po 6 miesiącach: „To nie dla mnie.”
A po roku: „Rynek trudny.”

💬 A może to nie rynek?

Może to po prostu brak procesu.
Brak struktury.
Brak strategii.
I brak zespołu, który pcha cię dalej, kiedy sam nie wiesz, w którą stronę iść.

Bo w tej branży nie wypalają się ci, którzy pracują.
Wypalają się ci, którzy nie wiedzą, co robić.

👉 Pośrednictwo to nie robienie uśmiechów na prezentacjach.
To:
– umiejętność przewidywania trudnych rozmów,
– prowadzenie transakcji z zimną głową,
– odwaga, żeby powiedzieć klientowi: „To nie ma sensu”,
– i system, który daje ci więcej niż notes i telefon.

To jest robota.
Ale jeśli ją znasz – to daje satysfakcję i pieniądze, jak mało która.

📍 Dlatego dziś pytam:

Czujesz, że to nie działa?
A może po prostu nikt Ci nie pokazał, jak to robić dobrze?

Nie każdy agent musi otwierać biuro.
Ale jeśli czujesz, że chcesz budować coś swojego – lepiej robić to z kimś, kto już to zrobił.

W Hestus:
– uczymy procesów, które realnie działają,
– dajemy wsparcie, markę i know-how,
– nie obiecujemy sukcesu za darmo — ale dajemy ramę, w której da się go zbudować.

📩 Chcesz działać inaczej? Zbuduj biuro z kimś, kto już to zrobił.

Nie jesteś wypalony.
Po prostu czas zacząć grać w inną grę.

💸 „Chciałem zapłacić. ZUS się obraził.”Rano.Zwykły czwartek. Kawa, skrzynka, kilkanaście powiadomień.Między fakturą, a p...
17/07/2025

💸 „Chciałem zapłacić. ZUS się obraził.”

Rano.
Zwykły czwartek. Kawa, skrzynka, kilkanaście powiadomień.

Między fakturą, a planem dnia – wiadomość od kadrowej:
„Na jednej ze spółek mamy nadpłatę 5700 zł w ZUS.”

Fajnie, co? Już prawie wakacje. Może jakaś fajna miejscówka last minute. Może basen. Może espresso. Trochę jakby ktoś wrzucił Ci do plecaka bilety na wakacje.
„Miło, ZUS. Dzięki, może espresso w Rzymie w sierpniu.”

Ale dla mnie to nie „prezent”.
To przypomnienie.
Że państwowa instytucja, z którą nie da się skontaktować, znowu pomyliła się o kilka tysięcy złotych. A przecież to nie pierwszy raz.

❄️ Koniec stycznia 2024. Wchodzę na konto. I widzę… –300 000 zł.

Nie, nie po zakupie kamienicy.
Nie po inwestycji życia.
Nie po przelewie do fikcyjnego „Funduszu dla znajomego z Dubaju”.

Po prostu: rano, jak co dzień, loguję się do banku i… bum.
Saldo: –60 000 zł.

Patrzę na to chwilę jak na błąd w apce.
Odświeżam.
Drugi rachunek: –60 000 zł.
Trzeci? To samo.
Czwarty i piąty — kopia wklej.

Pięć rachunków. Każdy z minusem. Łącznie: –300 tysięcy złotych.

A jeszcze wczoraj wieczorem leżały tam środki.
Realne. Nasze. Na wypłaty, na projekty, na podatek.
I nagle… pusto.
Nie tylko pusto. Minus. Jakby ktoś odpalił windę prosto do piekła i zabrał Ci fundamenty firmy.

Dla kogoś bez doświadczenia — to jest moment, w którym odpala się panika.
Bo co robi przeciętny człowiek, gdy widzi saldo minus trzysta tysięcy?

Myśli, że przegrał wszystko.
Że coś się zawaliło.
Że system go właśnie wyrzucił z gry.

Ale to nie moje pierwsze rodeo.
Więc nie spanikowałem.
Zacząłem szukać.

📞 Pierwszy telefon – do banku.

– „Zajęcie egzekucyjne.”
– „ZUS.”
– „Kwota: 42 tysiące złotych.”

Myślę: Co? Czterdzieści dwa? Skąd?
Ale nie wchodzę w emocje. Może coś przegapiliśmy. Może przeszło bokiem. Księgowość to przecież gęsty las.

Nie szukam winy. Szukam rozwiązania.

Zaczynam więc standardową procedurę odzyskiwania operacyjności, zanim system mi ją wypchnie przez okno.

📞 Drugi telefon – do ZUS.

Infolinia. Standard. Automat. Numer sprawy nieznany. „Proszę poczekać.”
Pani za szybą w telefonie nic nie wie. Odsyła do placówki.

OK. Nie szkodzi.

Wsiadam w auto i jadę. Lubelska placówka ZUS.

Mam przy sobie gotówkę.
Bo mówię sobie: zapłacę to, co trzeba, zdejmą zajęcia, wracamy do działania.

Nie mam zamiaru dyskutować.
Nie mam żalu.
Chcę po prostu załatwić sprawę.

Nie wiem jeszcze, że wkraczam w rzeczywistość, która nie zna logiki, rozumu ani odpowiedzialności.

Nie wiem jeszcze, że właśnie przekraczam próg absurdu instytucjonalnego.
Ale dowiem się tego bardzo szybko.

🧾 ZUS. Dział windykacji.

Pokój jak każdy inny. Krzesła z plastiku, drukarka pamiętająca komunę i twarze, które zdążyły już zobaczyć wszystko — oprócz człowieka, który przyszedł z gotówką, żeby dobrowolnie spłacić zaległość.

– „Dzień dobry, chciałbym spłacić zadłużenie. Mam gotówkę. Czy mogę to uregulować i zdjąć blokady?”

Kobieta za biurkiem spojrzała na mnie, jakbym właśnie zapytał, czy może mi pomóc przy porodzie w windzie.
Parsknęła śmiechem.
I — dosłownie — odezwała się do koleżanki przez telefon, zaczynając komentować całą sytuację na głos:
– „Wyobraź sobie, przyszedł tu Pan i chce spłacić jednorazowo. No hahaha! Jakby to tak działało...”

Nie żartuję. Ona naprawdę się śmiała. Ze mnie. Głośno. W pracy.

W miejscu, które powinno załatwiać sprawy obywateli, nie upokarzać ich za chęć uregulowania zobowiązań.

Zacisnąłem zęby.
Oddychałem przez nos.
„Nie reaguj emocją. Reaguj działaniem.”

🕵️ Po chwili zaglądania w monitor:
– „Hmm… w systemie nie mamy żadnych wpłat od września.”
– „Jak to? Przecież mam potwierdzenia. Tu. Na telefonie. Data. Kwota. Tytuł przelewu.”
Odpowiedź?
– „No to może koleżanka nie zaksięgowała ich jeszcze.”

Czyli przelew był. Ale nie został zaksięgowany.

A więc zajęli mi konta, naliczyli odsetki, koszty windykacji i zablokowali operacyjność firmy — za coś, co zostało zapłacone.

Pytam:
– „Pani chyba żartuje?”
Nie. Nie żartowała.

Cytat, który zapamiętam do końca życia:
„To system, nie my. A poza tym... nie mamy określonego czasu na księgowanie.”

Czyli wpłaty leżą. System ich nie widzi.
Ale blokadę mogą zrobić natychmiast.
Odsetki? Lecą.
Koszty egzekucyjne? Naliczają się.
A Ty? Ty masz czekać, aż system „kiedyś to przetworzy”. Bez terminu. Bez gwarancji. Bez wstydu.

Prawie zapytałem, czy kręcimy nową wersję Monty Pythona.
Ale nie — to był ZUS. Polska. 2025.

📌 „To proszę zdjąć blokadę.”
Słowa wypowiedziane spokojnie. Jak człowiek, który chce załatwić sprawę, nie walczyć z systemem.
– „Nie możemy, bo jest dług.”
– „Ale to z waszej winy. Mam tu gotówkę, możemy to uregulować od razu. A tamte – błędnie oznaczone – środki, jak się zaksięgują, to mi zwrócicie. Proste.”
– „Nie możemy.”

Zastanawiam się wtedy, co się dzieje w głowie takiego urzędnika.
Czy oni mają jakiś wewnętrzny licznik absurdów, który trzeba codziennie nabić do 100%?

– „Musi Pan złożyć wniosek o odblokowanie konta.”
– „To dajmy ten wniosek. Chcę spłacić.”
– „Bez spłaty się nie da. Wniosek musi być, ale możemy zdjąć blokadę tylko na wypłaty.”

Prawnik by się załamał.
Ekonomista zacząłby liczyć od nowa.
Ja? Wziąłem wniosek. Wypełniłem. Oddałem.

Bo liczył się czas, nie logika.
Za chwilę wypłaty. A ja nie miałem jak ich zrobić, bo pieniądze niby były, ale były „zajęte” przez błąd, którego nikt nie chciał naprawić.

🧨 Dzień wypłat.

Siadam rano przy komputerze.
Kawa, lista przelewów, wszystko gotowe.
Klikam pierwszą pensję – błąd.
Druga – błąd.
Trzecia – komunikat: „Brak możliwości realizacji przelewu.”
Zamykam oczy. Oddycham.

Dzwonię do banku.
– „Dzień dobry, próbuję zrealizować przelewy z rachunku firmowego i… nic się nie da.”
Chwila ciszy. Potem głos konsultanta:
– „Panie Adrianie, środki zostały uwolnione przez ZUS, ale… blokada nadal widnieje w systemie. Nie mamy zgody z ZUS na zdjęcie blokady rachunku...”

I w tym momencie wszystko staje się jasne:
📍 ZUS przyznał, że błąd po ich stronie.
📍 Pieniądze na koncie są.
📍 Kwota została „uwolniona”.
📍 Ale w praktyce... są zablokowane.

Bo ktoś czegoś nie kliknął.
Bo nie przyszedł PDF.
Bo system.
Bo „procedura”.

💼 A po drugiej stronie – wypłaty dla ludzi.
Nie ma miejsca na „nie da się”.
Nie ma czasu na „może w przyszłym tygodniu”.

Wiecie, co robi się wtedy, gdy zatrudnia się kilkanaście osób i trzeba zapłacić pensje, a państwo — w wyniku własnego błędu — związało ci ręce?

💵 Robi się wypłaty w gotówce.

Po kolei, od nazwiska do nazwiska.
Jak w latach 90.
Z reklamówką pieniędzy i paragonem z bankomatu.

I nie, to nie jest śmieszne.
To jest moment, kiedy zespół patrzy na Ciebie i widzi albo lidera z planem B,
albo gościa, który nie ogarnia, bo dał się sparaliżować przez urząd.

📆 Kolejna wizyta w ZUS.

Wchodzę znowu – z dokumentami, z numerkiem, z pokorą i pytaniem.
Tym razem chcę już tylko jedno: zdjąć blokadę z rachunku.

– „Dzień dobry, chciałbym po prostu uregulować sytuację, żeby firma mogła normalnie działać. Pracownicy dostali wypłaty z ręki, ale to nie może tak wyglądać.”
Pani zza biurka patrzy na mnie, jakbym przyszedł tu z prośbą o osobisty telefon do premiera.
– „To musi Pan najpierw spłacić całość zadłużenia.”
– „Ale przecież ustaliliśmy już, że ta kwota powstała z Waszego błędu. Mam środki. Chcę uregulować i wrócić do pracy.”
– „Nie da się. Najpierw wniosek o rozłożenie na raty.”

❗ Bo przecież jednorazowa spłata — to byłoby zbyt proste.
Nieefektywne.
Niebiurokratyczne.

🧾 Wniosek o raty to osobny teatr.

Kadrowa siedzi nad nim jak nad deklaracją podatkową z 2013.
Księgowa przysięga, że „tego się nie da złożyć bez pomocy wróżki albo instrukcji z Watykanu”.

Za pierwszym razem wniosek wraca – „błąd formalny”.
Za drugim – złożony poprawnie.
Potem cisza. 30 dni oczekiwania.

⏳ W tym czasie nie ma decyzji.
Nie ma kontaktu.
Nie ma zgody.
Nie ma nawet potwierdzenia, że wniosek jest „w obiegu”.

Aż w końcu – tydzień po mojej interwencji – dzwoni telefon.
– „Mamy gotową ugodę.”

Chwila ulgi.
Ale zaraz potem:

– „Kwota do spłaty będzie o 18% wyższa. Bo to ugoda. Warunki są inne.”
– „Ale ja nie chciałem ugody. Nie potrzebuję pożyczki.
Ja chciałem odblokować środki, które ZUS sam niesłusznie zablokował.”
– „Nie może Pan. Trzeba spłacić całe zadłużenie – zgodnie z ugodą.”

📌 I tu leży sedno tej farsy:

Chciałem oddać pieniądze, które już raz zapłaciłem.
ZUS nie pozwolił.
Kazał mi rozłożyć to na raty.
Dołożył +18% prowizji.
I kazał mi jeszcze za to podziękować, bo to „w ramach pomocy”.

To nie był dług.
To był proces pokory.
Zasady? Ruchome.
Logika? Niepotrzebna.
A klient? Winny, bo się odzywa.

Bo w tej układance nie chodzi o to, żeby było dobrze.
Chodzi o to, żeby było po ichniejszemu.

To nie pomoc. To państwowy system opresji

I nie mówimy o ludziach, którzy kombinują.
Nie o cwaniakach, którzy próbują coś ukryć.
Mówimy o legalnie działających firmach, które płacą składki, robią przelewy, mają wszystko udokumentowane.

A mimo to – budzą się któregoś dnia z zajętym kontem, z pismem o rzekomym długu i z urzędnikiem, który mówi:
🗣️ „Nic nie poradzę. Proszę złożyć odwołanie.”

Więc co robić?
📌 Nie licz na system. On Ci nie pomoże.
📌 Nie licz, że ktoś się przejmie Twoimi pieniędzmi. Nie przejmie się.
📌 Nie licz, że jak coś się pomyli – to „oni naprawią”. Nie naprawią.

Licz na siebie.
Na swoją wiedzę, na zespół, na proces.
I – jeśli możesz – buduj swoją przyszłość poza tym systemem.

Bo to nie Ty jesteś winny.
To system jest popsuty.
I nie zamierza się naprawiać.

📣 Masz firmę? Działasz jako agent? Masz oszczędności i chcesz zacząć inwestować, ale boisz się, że państwo zabierze, zanim coś zrobisz?

Porozmawiajmy.

Nie obiecam, że uratuję Cię od ZUS.
Ale pokażę, jak działać mądrze, niezależnie i z zyskiem – mimo tego systemu.
📩 Wiadomość to dobry początek.
Resztę zrobimy razem.

________________________________________
PS. Dziękuję mojej wspaniałej narzeczonej, że była obok.
W momencie, kiedy ZUS zabrał pieniądze, a urzędnicy godność – ona została.
Nie z przekąsem. Nie z „a nie mówiłam?”. Tylko z kawą, spokojem i tym jednym zdaniem:
„Damy radę. I z tym też sobie poradzimy.”

I wiecie co? ZUS to cyrk.
Ale dzięki niej – nie czułem się w nim jak klaun.

🏢 Zamość. Nowe biuro.Ci sami ludzie. To samo podejście: rzetelność, proces, wynik.Zamość nie potrzebował kolejnego pośre...
16/07/2025

🏢 Zamość. Nowe biuro.
Ci sami ludzie. To samo podejście: rzetelność, proces, wynik.

Zamość nie potrzebował kolejnego pośrednika.
Potrzebował biura, które działa inaczej.

Bez mydlenia oczu.
Bez wystawiania na życzenie.
Bez „wrzucimy na Otodoma i zobaczymy, co się wydarzy”.

Dlatego właśnie ruszyliśmy z nową placówką Hestus – po to, żeby pokazać, że na rynku lokalnym można pracować na poziomie rynku ogólnopolskiego.
Bo profesjonalizm nie ma kodu pocztowego.

📍 Co się dzieje w Zamościu?

– Zespół wdrożony, pierwsze nieruchomości w analizie
– Systemy, procesy i CRM działają od dnia 1
– Szkolenia już za nami – agenci wiedzą, po co tu są i jak mają pracować

A najważniejsze?
Podejście.
Zero przypadkowości.
Zero „może się uda”.
Każda transakcja to projekt – z planem, klientem i efektem.

🤝 Dla kogo jesteśmy?

Dla klientów, którzy:
– nie chcą sprzedawać pół roku bez odzewu,
– nie chcą kupować na oślep,
– chcą rozmawiać z kimś, kto zna rynek i bierze odpowiedzialność.

I dla agentów, którzy:
– mają dość pracy „na listę” i „na własną rękę”,
– chcą narzędzi, wsparcia i prawdziwego rozwoju,
– albo… chcą uruchomić własne biuro Hestus pod naszą marką – i wejść z nami w system, który działa.

📩 Działasz w okolicy? Odezwij się. Może działajmy razem.
My już tu jesteśmy. I nie po to, żeby być – tylko po to, żeby robić robotę.

💸 Masz 50, 150 albo 300 tysięcy?Nie szukaj okazji. Szukaj ludzi, którzy wiedzą, co z tym zrobić.Codziennie słyszę jedno ...
15/07/2025

💸 Masz 50, 150 albo 300 tysięcy?
Nie szukaj okazji. Szukaj ludzi, którzy wiedzą, co z tym zrobić.

Codziennie słyszę jedno pytanie:
„Mam odłożone trochę pieniędzy. Co z tym zrobić?”

I codziennie odpowiadam tak samo:

To zależy. Ale na pewno nie szukaj cudów za pół ceny na OLX-ie.

Prawda jest brutalna – większość ludzi nie inwestuje, tylko kupuje coś, co wygląda jak inwestycja.
– Mieszkanie do remontu, bo „tanio”.
– Działkę, bo „ziemia zawsze zyskuje”.
– Garaż, bo „wszyscy tak robią”.

Tylko potem się okazuje, że:
– remont kosztuje więcej niż samo mieszkanie,
– działka leży 7 km od czegokolwiek,
– a garaż przynosi 300 zł miesięcznie, zanim przyjdzie podatek.

📍 A jak to wygląda u mnie?

Kiedy pracuję z inwestorem, to nie pytam:
„Ile masz pieniędzy?”
Pytam:
„Jaki masz cel i co jesteś gotów zrobić, żeby go osiągnąć?”

Bo z 50 tys. można wejść w mądrego flipa jako partner.
Z 150 tys. można ruszyć wspólnie segment lub lokal.
Z 300 tys. – dołączyć do większego projektu, który jest już rozpisany i przeliczony.

Bez kombinowania.
Z realnym planem, nadzorem i moją odpowiedzialnością za to, jak to działa.

📩 Masz kapitał i chcesz, żeby pracował?

Nie oferuję magicznych okazji.
Ale jeśli szukasz sprawdzonych projektów, transparentnej współpracy i ludzi, którzy wiedzą, co robią – napisz.

Zobaczymy, czy mamy wspólny język.

🟦 Z Majorki… prosto na salę szkoleniową.6 nowych agentów. Nowe biuro. I bardzo stare pytanie:„Czy z tego da się naprawdę...
14/07/2025

🟦 Z Majorki… prosto na salę szkoleniową.
6 nowych agentów. Nowe biuro. I bardzo stare pytanie:
„Czy z tego da się naprawdę żyć?”

Zacznijmy od końca.
Tak, da się.
Ale nie wtedy, gdy wchodzisz do tej branży z myślą:
„Zobaczymy, jak pójdzie”.

Wtedy nie pójdzie.

Bo pośrednictwo to nie „dobra gadka” i ładne selfie w pustym mieszkaniu.
To nie rozmowy o poduszkach dekoracyjnych i zdjęcia na tle blatu z marmuru z IKEA.
To codzienne decyzje o setkach tysięcy złotych cudzych pieniędzy.
To psychologia, stres, terminy, podatki, ustawy, akt notarialny, zdolność kredytowa, MPZP, KW, UG, ZRID… i rozmowy, których nikt inny nie chce prowadzić.

🟦 Właśnie dlatego szkolenie, które zamknęliśmy, nie miało nic wspólnego z kolorowymi prezentacjami.
Miało wszystko wspólne z:
– jak rozpoznać, że ktoś nie jest gotowy do sprzedaży
– jak nie dać się zmanipulować klientowi, który „wie lepiej”
– jak wycenić ofertę, której nie ma w internecie
– jak nie być kurierem emocji tylko... przewodnikiem

Nie uczę ludzi być agentami.
Uczę ich być partnerami.

Bo dziś klient nie potrzebuje kolejnej osoby, która go poklepie po ramieniu i powie: „Na pewno się sprzeda”.
Potrzebuje kogoś, kto będzie umiał powiedzieć:
„Nie wystawiamy tego. Jeszcze nie.”
Albo:
„Tak, sprzedamy. Ale najpierw trzeba wyprostować te 3 rzeczy, zanim ktokolwiek to zobaczy.”

🟦 W Hestus? Przyszło 6 osób.
Każda z inną historią.
Każda z innym celem.
Ale z tą samą decyzją:
Nie będę byle jakim agentem.

I wiesz co?

Właśnie otwieramy kolejne biuro. W Zamościu.
Bo ta jakość — to nie jest „warszawski standard”.
To Hestusowy standard.

📌 Jeśli myślisz o wejściu do tej branży, ale nie chcesz być kolejnym nazwiskiem na liście agentów, którzy zniknęli po 3 miesiącach…

📩 Napisz.
Nie zrobimy z Ciebie gwiazdy.
Zrobimy z Ciebie specjalistę, który zarabia na kompetencji — nie na przypadkach.

✈️ Lecę na Majorkę. Ale zanim... jeszcze kilka rzeczy musi się zadziać.Jutro lecę.Nie na spotkanie.Nie na prezentację.Na...
25/06/2025

✈️ Lecę na Majorkę. Ale zanim... jeszcze kilka rzeczy musi się zadziać.

Jutro lecę.
Nie na spotkanie.
Nie na prezentację.
Na Majorkę.

Ale żeby móc polecieć bez telefonu przyklejonego do ręki – coś musiało się wydarzyć wcześniej.

W ostatnich 48 godzinach:

✔️ zamknąłem sprzedaż domu, który nie miał odbioru, nie miał dachu (serio – tam wchodziło niebo), a właścicieli było tylu, że można by nimi obsadzić cały zarząd spółki.

✔️ zaplanowałem prace na cały tydzień dla 2-paku inwestycyjnego – żeby ani dzień nie był stracony

✔️ dograłem współpracę z inwestorem, który przyszedł z pytaniem:
„Czy z 200 tysięcy da się zrobić 300?”

Da się.
Ale nie z ogłoszenia na Otodomie.

Nie robię czarów. Robię robotę.
I zanim wyłączę tryb działania – wszystko już gra:

→ dokumenty leżą tam, gdzie trzeba
→ ludzie wiedzą, co robić
→ kalendarz nie będzie wybuchał
→ system zarabia nawet jak mój telefon leży ekranem do stołu

Bo prawdziwe pytanie nie brzmi:
„Czy Ty też możesz?”

Tylko:
„Czy jesteś gotowy robić coś tak, żeby nie musieć robić tego ciągle?”

Jeśli masz 50, 150 albo 500 tysięcy i nie chcesz tego topić w fotowoltaikę na dachu sąsiada – napisz.

Nie obiecam Ci cudów.
Ale pokażę, gdzie są liczby, a gdzie ściema.

📩 Dla chętnych: wiadomość.
Dla reszty: zdjęcia z Majorki już jutro.

💬 Część druga — czyli kiedy kończy się marketing, a zaczyna prawdziwa robota 💬Wiesz, co jest najłatwiejsze w pracy pośre...
24/06/2025

💬 Część druga — czyli kiedy kończy się marketing, a zaczyna prawdziwa robota 💬

Wiesz, co jest najłatwiejsze w pracy pośrednika?
Powiedzieć: „Zajmiemy się wszystkim”. Klient kiwa głową, podpisuje umowę, a Ty wrzucasz ogłoszenie, które ma w sobie tyle konkretu, co horoskop w porannej gazecie.

Ale wiesz, co jest najtrudniejsze?

👉 Być tym, kto naprawdę wie, co robi, kiedy robi się trudniej.
Bo wbrew pozorom nieruchomości nie sprzedają się od ładnych zdjęć.

Sprzedają się od rozmów, których nikt nie chce prowadzić.
Od decyzji, których nikt nie chce podejmować.
Od wiedzy, której nikt nie chce zdobyć, bo „jakoś to będzie”.

📌 I to właśnie o tym będzie druga część.

Nie o ładnych salonach i „klimatycznych wnętrzach”.
Tylko o tym, co dzieje się po tym, jak telefon zadzwoni.

O momencie, kiedy trzeba negocjować nie tylko kwotę, ale i oczekiwania.
Kiedy trzeba sprawdzić dokumenty, których nikt nie widział od lat.
I kiedy klient naprawdę potrzebuje kogoś, kto ogarnia,
a nie tylko dobrze wygląda na zdjęciu profilowym.

Jeśli pierwsza część felietonu była o grzechach, które blokują start —
to ta część jest o tych, które wykolejają cały proces tuż przed metą.

🏃‍♂️ Bo sprzedaż to nie sprint. To maraton.
A pośrednik, który odpada w połowie trasy, to nie partner. To balast.

🎯 Lecimy dalej.

📌 4. Grzech braku kompetencji negocjacyjnych
🔹 czyli „to pan się zastanowi i da znać”

💬 Negocjacje to moment, w którym pośrednik pokazuje, ile naprawdę jest wart.
Nie w momencie wklejania ogłoszenia.
Nie podczas robienia zdjęć.
Nie przy kawie z właścicielem, kiedy jeszcze wszystko jest „na luzie”.

🔥 Prawdziwe pośrednictwo zaczyna się wtedy, gdy pojawiają się emocje, pieniądze i napięcie.
I niestety – wtedy większość znika jak kamfora.

📭 „No to co, pytam, czy akceptujecie ofertę?”
To nie jest negocjacja. To przekazywanie wiadomości.
➡️ To można by zrobić przez paczkomat, nie przez pośrednika.

🧠 Dobry negocjator:
• rozumie obie strony,
• zna granice i marginesy,
• wyczuwa moment ciszy i moment nacisku,
• potrafi prowadzić rozmowę tak, żeby klient miał poczucie, że wygrywa – nawet jeśli właśnie ustąpił.

😐 Zły pośrednik pyta:
„No to jaka kwota Pana interesuje?”
I notuje ją z pokerową miną, nie wiedząc, co ma z tym dalej zrobić.

🙈 Zbyt wielu agentów boi się powiedzieć „nie”
Boją się, że klient się obrazi.
Boją się, że druga strona się wycofa.
Bo nie wiedzą, dlaczego cena powinna być taka, a nie inna.
Nie mają żadnego argumentu poza: „bo tak właściciel chciał”.

🎲 Negocjacje bez danych to zgadywanka.
A zgadywanka przy transakcji za 700 tys. to brak profesjonalizmu – nie luz.

✅ A wystarczyłoby się przygotować.

💡 Dobry pośrednik wie:
• gdzie są punkty zaczepienia,
• jaka jest sytuacja drugiej strony,
• jak rozłożyć proces na etapy (oferta → kontr-oferta → ustępstwo → warunki),
• i kiedy zastosować ciszę jako narzędzie, nie przypadek.

🎯 To nie jest kwestia „talentu do gadki”.
To kwestia warsztatu i myślenia strategicznego.

🏠 W Hestus? Rozmawiamy z głową, nie z emocji.

Nie jesteśmy od tego, żeby „przekazywać propozycje”.
Jesteśmy od tego, żeby zbudować rozwiązanie, które będzie:
✔ realne
✔ uczciwe
✔ do przyjęcia dla obu stron

🧩 I wiemy, że to nie dzieje się samo.
Każda negocjacja to proces, który wymaga:
– wiedzy o rynku,
– umiejętności psychologicznych
– i czasu spędzonego z klientem, a nie tylko na Messengerze.

🚫 Zły pośrednik kończy negocjacje słowami:
„No to jak coś, to proszę dać znać.”
✅ Dobry pośrednik kończy je wynikiem.

📌 5. Grzech uległości
🔹 czyli „weźmy, najwyżej się nie sprzeda”

🪧 To jest ten moment, w którym pośrednik przestaje być pośrednikiem,
a zaczyna być... tablicą ogłoszeń.

❌ Nie analizuje.
❌ Nie weryfikuje.
❌ Nie zadaje trudnych pytań.

Właściciel mówi:
🗣️ „Chciałbym 2 miliony, bo dużo serca włożyłem.”
Pośrednik kiwa głową:
🫡 „Oczywiście, wpiszę 2,1 – będzie z czego schodzić.”

I tak właśnie rodzą się martwe oferty – wiszące tygodniami, klikane z ciekawości, ale nie do sprzedania.

🙊 Bo przecież „klient się obrazi”
Znasz to?
– „Nie będę mu przecież mówił, że cena jest zawyżona.”
– „Jeszcze pomyśli, że nie chcę mu pomóc.”
– „Lepiej mieć coś w ofercie niż nic.”

🚫 Otóż nie.

👉 Lepiej mieć mniej, ale realnie przygotowanych ofert,
niż kilkanaście cudzych fantazji o milionowych transakcjach, które nigdy nie dojdą do skutku.

Bo na końcu i tak Ty będziesz winny.
Nie rynek. Nie „trudni kupujący”.
Tylko Ty – bo obiecując cud, przestałeś być doradcą.

🔻 Branie wszystkiego to znak desperacji
Niekompetentny pośrednik bierze:
• 🏚️ dom z nieuregulowanym gruntem,
• 🧾 mieszkanie bez księgi,
• 🏢 lokal komercyjny z czynszem wyższym niż przychód,
• 🛤️ działkę w szczerym polu bez mediów,
• …i jeszcze się cieszy, że „ma coś nowego na stronie”.

Ale wiesz, co ma naprawdę?
📉 Problem.

Każdy taki przypadek to późniejsze:
🚫 odwoływanie wizyt,
😬 tłumaczenie się z cudzych błędów,
🔥 napięcie bez narzędzi do jego rozładowania.

🏠 W Hestus najpierw jest rozmowa. Dopiero potem współpraca.

Zanim cokolwiek weźmiemy pod skrzydła, pytamy:
✅ Czy to ma sens?
✅ Czy klient ma realne oczekiwania?
✅ Czy stan prawny pozwala na bezpieczną sprzedaż?
✅ Czy to się da wycenić, pokazać i sprzedać bez ściemy?

Jeśli nie – ✋ dziękujemy, ale nie współpracujemy.
Nie dlatego, że jesteśmy wybredni.
Tylko dlatego, że cenimy czas – swój i klienta.

🧠 Odwaga to powiedzieć: „Nie przyjmę tej nieruchomości”

To brzmi jak sabotaż w świecie pośrednictwa.
Ale w rzeczywistości to największy dowód profesjonalizmu.

💡 Bo dobry agent nie zbiera ogłoszeń.
Dobry agent buduje portfel ofert, które mają sens.
I doprowadza je do sprzedaży, zamiast czekać, aż znikną w tłumie.

📢 Pośrednik, który boi się odmówić właścicielowi, nie jest partnerem. Jest kelnerem.
A w tej branży nie chodzi o to, by przyjmować zamówienia –
tylko by doradzać mądrze i skutecznie.

📌 6. Grzech zapomnienia
🔹 czyli „sprzedane, to do widzenia”

🎉 Po akcie notarialnym wielu pośredników zachowuje się jak typowy gość na imprezie, który zjadł, wypił i zniknął.

📵 – Telefon milczy.
💬 – Zero SMS-a z podziękowaniem.
❓ – Zero „czy wszystko się udało?”.
😐 – Zero jakiegokolwiek zainteresowania.

🕰️ Zegar na ścianie tyka.
Klienci przenoszą się do nowego mieszkania, próbują:
🔌 podpiąć prąd,
🏘️ rozgryźć spółdzielnię,
🗑️ zrozumieć system śmieciowy...

A ich "agent"?
➡️ Już dodał kolejne ogłoszenie i zapomniał, jak się nazywali.

💡 Przecież to był największy zakup w ich życiu

Kupno mieszkania czy domu to nie jest impulsowy zakup batona na stacji benzynowej.

To:
💰 stres,
📝 papiery,
🧠 decyzje,
📆 i często kredyt na 25 lat.

A pośrednik, który ich przez to przeprowadził?
📴 Nie zadzwonił nawet z „gratuluję i powodzenia”.

🎯 No to gratuluję i jemu.
Właśnie stracił szansę na:
🚫 lojalność,
🚫 rekomendacje,
🚫 i drugą transakcję.

🧩 Dlaczego większość agentów zapomina?

Bo branża nauczyła ich, że po podpisaniu aktu „robota się skończyła”.
Bo:
❌ nie ma za to prowizji,
❌ nikt nie każe,
❌ nikt nie rozlicza.

A to właśnie ten moment jest szansą na wyróżnienie się.

💬 Kiedy konkurencja odwraca się plecami –
Ty możesz stanąć twarzą do człowieka i powiedzieć:

„Nie muszę, ale chcę.
Bo zależy mi nie tylko na transakcji.
Zależy mi na relacji.”

🏡 W Hestus? Kontakt nie kończy się na akcie. On się tam zaczyna.

Po sprzedaży:
📞 dzwonimy do klienta tydzień później,
✅ sprawdzamy, czy wszystko się udało z licznikiem, spółdzielnią, sąsiadami,
🛠️ pytamy, czy potrzebuje ekipy remontowej, architekta, rzeczoznawcy,
📩 a czasem po prostu wysyłamy SMS:
„Miło było z Wami pracować. Powodzenia!”

Bo wiemy, że człowiek pamięta to, jak się go traktowało po wszystkim, nie w trakcie.

📌 Obsługa posprzedażowa to nie bonus. To standard.

Znasz to powiedzenie:
🗣️ „Ludzie zapomną, co mówiłeś.
Ale zapamiętają, jak się przy Tobie czuli”?

To samo działa w pośrednictwie.

Możesz mieć:
🖼️ najlepsze zdjęcia,
💸 wycenę co do złotówki,
✍️ perfekcyjny odbiór kluczy...

Ale jeśli znikniesz zaraz po,
zostaniesz zapamiętany jako:
sprytny handlarz, nie partner.

📢 Prawdziwa wartość relacji zaczyna się po tym, gdy pieniądze zostały przelane.
Pośrednik, który to rozumie – ma klientów na lata.
Reszta?
Ma prowizję. Raz.

📌 7. Grzech niewiedzy
🔹 czyli „proszę zapytać w banku”

To jest ten moment, w którym klient zadaje najważniejsze pytanie transakcji:

❓ „Czy w tej sytuacji mogę dostać kredyt?”
❓ „Jak wygląda umowa przedwstępna, jeśli działka nie ma KW?”
❓ „Czy mogę wpłacić zadatek jeszcze przed decyzją z banku?”

I po drugiej stronie zapada cisza.
Lub pada wiekopomne zdanie:
💬 „To proszę spytać doradcy / notariusza / banku. Ja się tym nie zajmuję.”

A przecież Ty jesteś pośrednikiem.
Czyli człowiekiem, który ma być przewodnikiem przez cały proces.
Nie tylko sprzedawcą kluczyków.

🚨 Niewiedza nie boli tylko Ciebie. Ona może zrujnować klienta

Jeśli klient:
• złoży wniosek o kredyt za późno,
• nie zabezpieczy się umową,
• albo podpisze „coś na kolanie”, bo nie miał lepszej rady...

…to nie tylko straci pieniądze.
Straci też zaufanie do całej branży.
A Ty możesz co najwyżej wzruszyć ramionami, bo nie wiedziałeś.
📉 Tyle że nie wiedzieć = nie mieć prawa doradzać.

📚 Brak podstawowej wiedzy to nie wstyd. Wstyd to udawać, że się ją ma

Nie oczekujemy, że każdy pośrednik będzie notariuszem, analitykiem bankowym i radcą prawnym w jednym.
Ale:

• wiedza o zdolności kredytowej,
• rozumienie struktury umowy deweloperskiej,
• podstawy podatków i kosztów transakcyjnych,

to absolutne minimum, jeśli chcesz być traktowany poważnie.
Bo bez tego jesteś tylko... sympatycznym przewodnikiem po korytarzach cudzych mieszkań.

🏡 Klient nie chce „tylko kupić”. On chce bezpiecznie kupić

Dlatego my w Hestus:

✅ tłumaczymy, kiedy zadatek, kiedy zaliczka,
✅ wyjaśniamy różnice między rezerwacją a umową warunkową,
✅ mamy kontakt z doradcami kredytowymi, którzy potrafią działać, a nie tylko „sprawdzać scoring”,
✅ znamy procedury bankowe i wiemy, że czasami dzień zwłoki to różnica między sukcesem a katastrofą.

I jeśli czegoś nie wiemy – nie improwizujemy.
📌 Pytamy, sprawdzamy, konsultujemy.
Bo klient zasługuje na fakty, nie fantazje.

💸 Ignorancja to najdroższa prowizja

Pośrednik, który źle pokieruje klienta, nie odpowiada tylko za brak sprzedaży.
Czasem odpowiada za:

• utracony wkład własny,
• opóźnienie w kredycie,
• zerwane zaufanie w małżeństwie,
• i ogólny wniosek: „Nigdy więcej z agentem.”

A to boli. I niestety – nie tylko klienta.

📢 Pośrednik, który nie zna procedur, nie chroni klienta.
Po prostu wystawia go na ryzyko, którego sam nie rozumie.

🧩 I co dalej?

Mamy już wszystkie 7 grzechów:

1️⃣ Ignorancja wycenowa
2️⃣ Lenistwo ofertowe
3️⃣ Brak weryfikacji dokumentów
4️⃣ Brak umiejętności negocjacyjnych
5️⃣ Uległość wobec klienta
6️⃣ Znikanie po sprzedaży
7️⃣ Niewiedza o procesie finansowo-prawnym

👉 Powinien siedzieć cicho. Albo się douczyć.

🔑 Na koniec: pośrednik to nie ktoś, kto „coś pokaże”

To ktoś, kto:
✅ zna wartość nieruchomości, zanim klient ją zapyta
✅ umie negocjować, zamiast tylko dzwonić
✅ sprawdza dokumenty, zanim cokolwiek wystawi
✅ nie myli „ładnych zdjęć” z robotą
✅ potrafi powiedzieć: „nie”
✅ nie znika po podpisie
✅ i przede wszystkim — bierze odpowiedzialność

💼 W Hestus właśnie tak pracujemy.
Nie jesteśmy od pokazywania klamek.
🛡️ Jesteśmy od pilnowania, żebyś nie przepłacił i nie żałował.

Adres

Zana 3a
Lublin
20-601

Telefon

+48500055557

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Adrian Wiśniewski umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Adrian Wiśniewski:

Udostępnij