13/11/2025
W tym wpisie opiszę sytuację, której kompletnie nie przewidziałem w swoim życiu. Zacznę od końca.
Najemca po 1,5 roku najmu okazał się wulgarny, brutalny, niszczył rzeczy w mieszkaniu i w bloku, dodatkowo okazało się, że pił i nie leczył się na schizofrenię.
A teraz od początku — kwiecień 2024. Daję ogłoszenie o wynajmie mieszkania, zgłaszają się różne osoby, a ja dogaduję się z panem, który ma dwie prace, jest w trakcie rozwodu, ma małą córeczkę i chce mieszkać blisko niej. Ok, umowa najmu okazjonalnego (ma swoje mieszkanie z przyszłą byłą żoną), pokazał zaświadczenie z pracy, w której ma etat, oraz PIT za poprzedni rok. Najemca zweryfikowany pod kątem finansowym.
W pierwszym roku najmu pojawiały się z jego strony drobne pretensje o pralkę czy słaby internet (pracował z domu) — wszystko poprawiłem. Pralka została naprawiona, internet zwiększony. Czasami był prostacki — nie brałem tego do siebie, bo ani nie był kolegą, ani rodziną, to tylko relacja biznesowa. Jesienią 2024 roku zobaczyłem mieszkanie — wszystko było ok, mocno zagracone, ale to przecież kawalerskie życie. Trzykrotnie sąsiedzi zgłaszali skargi na głośną muzykę po 22:00 godzinie. Po moich telefonach mówił, że to się nie powtórzy. Sąsiedzi zamiast dzwonić na policję, dzwonili do mnie. Obawiali się zgłoszeń, że tak napiszę… Bali się go?
Luty 2025. Najemca zgłosił mi, że chce przedłużyć najem na kolejny rok, od kwietnia do kwietnia 2026. Płacił regularnie — więc ok. Zostawiliśmy takie same warunki finansowe jak w poprzedniej umowie. W marcu podpisaliśmy nową umowę najmu okazjonalnego (PIT za 2024 pokazany, nowe zaświadczenie z pracy, notariusz).
Niestety, od kwietnia zaczęły się głośne zachowania: muzyka, krzyki się na tarasie, jego pies załatwiał się na tarasie. Do tego, dużo znajomych pań odwiedzało go i nocowało, a sąsiedzi mieli go dość (ja już sam miałem dość słuchania ich skarg). Dostawałem skargi i telefony od sąsiadów praktycznie codziennie, bez względu na godzinę, często około 23.00-24.00. Zwracałem mu uwagę, ale bez efektu. Nasilały się jego absurdalne i agresywne odzywki w moją stronę i w stronę sąsiadów, już niemal przez całą dobę.
Podczas jednej z telefonicznych rozmów (odebrałem po 22:00) wykrzykiwał do mnie z pogróżkami i przekleństwami, więc zgłosiłem to na policję. Prokurator uznał, że sytuacja nie ma znamion przestępstwa. Nie odbierał telefonów i nie stawił się, gdy umówiliśmy się sms-owo na spotkanie w mieszkaniu. Pomyślałem, że tego już za wiele. Nie mam obowiązku tolerować chamstwa. Moi sąsiedzi mają prawo do spokojnych nocy i do pracy zdalnej.
Po rozmowie z moją prawniczką (siostrą) wypowiedziałem mu umowę w trybie natychmiastowym. Dałem mu 7 dni na wyprowadzkę. W wypowiedzeniu zawarłem termin przekazania mieszkania — nie odniósł się do tego. Nie zadzwonił, nic nie napisał.
Dzwoni nieznany numer — to była jego była żona:
- Czemu na ten adres wysyła pan list?
- Bo mam taki adres w umowie.
- Ja mu tego nie zgłoszę.
- Czemu?
- Bo się go boję (...).
Rozmawialiśmy przez 20 minut o moim najemcy. Poznałem różne przyczyny jego aktualnego zachowania: brak leczenia, alkohol i prawdopodobnie inne czynniki. Opowiedziałem o jego zachowaniu. Była tym załamana, w końcu mają dziecko.
Siostra-prawniczka wspierała mnie i pilnowała, ponieważ przyznam, że będąc w tej sytuacji samemu, można się załamać i nie wiedzieć, co robić. Niby jest umowa najmu okazjonalnego, blablabla…
We wrześniu doszło do kulminacji (to był po prostu koszmar), najemca zaczął niszczyć rzeczy już nie tylko w mieszkaniu, np. furtki do bloku (straty na ok. 4500 zł). Zgłosiłem sytuację policji jako członek zarządu wspólnoty (powyżej 800 zł takie zachowanie jest przestępstwem). Uruchomił, uderzając pięścią (widziałem na nagraniu), przycisk przeciwpożarowy (wezwanie elektryka 900 zł), który wyłączył prąd w całym budynku. 35 mieszkań + korytarze + winda bez prądu — to również zostało zgłoszone na komisariacie.
Mógłbym w szczegółach opisać ciąg dalszy, ale kończąc, odzyskałem mieszkanie w tragicznym stanie. W ciągu 6 miesięcy od mojej ostatniej wizyty nie sądziłem, że można tak zniszczyć mieszkanie. Bezczelnie zaczął palić w środku, zaniedbany piesek obsikał kanapy i inne miejsca. Zniszczone zostały niektóre meble, a mieszkanie nadawało się do ozonowania, odmalowania.
Wyciągam różne wnioski, m. in. taki, że mogłem zweryfikować człowieka pod kątem finansowym, ale nie przewidziałem, że ktoś, kto choruje psychicznie, przestanie się leczyć i zacznie pić. Nikt nie ma takiej mocy, żeby przewidzieć taką sytuację czy chorobę u drugiego człowieka.
I jeszcze jedno. Współczuję rodzinie, to trudne żyć z takim człowiekiem, który nie chce współpracować i się leczyć. Widziałem, jacy są bezsilni, gdy ten mąż/syn nie chce się leczyć.
Spokój w takiej sytuacji jest kluczowy. Zgłaszanie zakłócania ciszy na policję i kontakt z dobrym prawnikiem to najważniejsze kroki.
Życzę sobie i wszystkim spokojnego wynajmowania.