30/03/2026
Przeczytajcie koniecznie relację kolejnej Rezydentki Mansardy - może odnajdziecie w niej swoje uczucia z pobytów u nas...
"Wieczorem „czytamy puszczę” w Chacie kulturalnej tuż obok (chodzi o cykl "Czytanie Puszczy - filmy o ludziach i Puszczy Białowieskiej", który organizuje Tropinka - Stowarzyszenie na Rzecz Dialogu) - ja i miejscowi, wyjątkowi ludzie. Tomasz opowiada o mierzeniu wiekowych dębów, Weronika o rozmowach z tutejszymi drzewami, Kasia z gracją odpytuje obojga tak kontrastowych bohaterów z filmów Beaty. Potem warzywna tarta, serowa rolada z żurawiną, ciastka, herbata, rozmowy. Oszołomiona gościnnością idę wreszcie do siebie, do Mansardy. Idę spać. Ale nie przychodzi mi to łatwo. Gdy cichnie gwar i odjeżdżają auta na podlaskich blachach, okazuje się, że jestem jedyna na całej posesji. „Czego chcesz, w końcu miała być samotnia?” Rzadko się w życiu boję. Na co dzień też mieszkam przy samej puszczy, tylko Kampinoskiej. A jednak fakt odosobnienia w całkiem nowym, nieoswojonym miejscu mocno mnie zaskakuje. I usztywnia. I gdy przez dłuższą chwilę w ciemności nasłuchuję pracy drewnianego domu i pojedynczych odgłosów za oknem, uświadamiam sobie, że oddycham coraz szybciej i coraz płyciej. „Co teraz? Przez kolejnych siedem nocy to się nie zmieni.” By zająć umysł instynktownie skupiam się na obrazie tego, co mnie otacza. Wyobrażam sobie zabudowania wokół – poczerniałą stodołę i malowniczy dworek, o które teraz uderzają rozhuśtane wiatrem gałęzie, skrzypiącego studziennego żurawia i ciężkie ocynkowane wiadro. Potem kolejne drzewa, leszczynę, brzozy, strzeliste sosny, poszycie z suchych liści, przez które wydostają się żółte krokusy. Coraz dalej i dalej w las. Widzę tę starą, dobrą puszczę, która zagarnia mnie jak kiedyś w dzieciństwie, gdy jako nastoletnia harcerka przyjeżdżałam tu na letniska i zimowiska bez rodziców i ufnie spałam z drużyną w ciemnym namiocie na skraju łąki. Znów jestem tą dwunastolatką z zastępu Jodełki, która z dwoma koleżankami błądzi po puszczy, spotyka ośnieżone łby żubrów i płochliwe sarny, próbuje wrócić przed zmierzchem do obozu w Teremiskach zaopatrzona tylko w kompas. I entuzjazm. Marzłam. Przemakałam. Czasem niepokoiłam się, czy znajdę drogę. Ale zawsze czułam się bezpiecznie. To wspomnienie mnie uspokaja. Leżąc pod ciepłą kołdrą, tuż przy ścianie lasu, wyraźnie czuję obecność puszczy – pulsujące życie matecznika, puls puszczy matki, pramatki, który otula mnie do snu i daje schronienie, jak dawała przez wieki ludzkim i pozaludzkim mieszkańcom."