15/09/2026
PREZES SPÓŁDZIELNI DAŁ PLAMĘ. NIE RAZ, NIE DWA… [2]
CZARNE PLAMY NA ELEWACJI
Dwie wielkie witryny od strony placu Narutowicza już drugi rok zasłania czarna folia. Trudno o bardziej wyrazistą ilustrację paraliżu decyzyjnego Czcigodnego Prezesa Spółdzielni. Trwa on — paraliż, nie Czcigodny Prezes — i trwa. Końca nie widać. Przez witryny zresztą również niewiele, a raczej nic.
Zanim jednak zajmiemy się współczesną sztuką zasłaniania problemów, warto przypomnieć, co dawniej znajdowało się w tym miejscu. A te okna mają historię znacznie ciekawszą od obecnej "dekoracji".
Od początku istnienia naszej kamienicy aż do pierwszych lat powojennych należały do niewielkiego lokalu sklepowego, do którego wchodziło się po schodkach widocznych na zdjęciu. Mieściła się tutaj paszteciarnia WAR, zamknięta dopiero na początku okresu stalinowskiego.
Paszteciarnia - słowo dziś już nieco zapomniane - była lokalem, w którym można było kupić wyroby garmażeryjne, a także skosztować ich na miejscu, popijając „szybką wódką” lub kufelkiem piwa. Można więc było wstąpić po coś na obiad, przy okazji przekąsić i wznieść niewielki toast za pomyślność własną oraz świata. Wszystko bez wieloletnich konsultacji.
Tak wyglądał ten fragment naszego domu, kiedy witryny służyły pokazywaniu tego, co jest w środku. Dzisiaj służą przede wszystkim pokazywaniu, jak długo można nie rozwiązywać sprawy widocznej nawet z drugiej strony placu Narutowicza.
Dawniej można tu było kupić pasztet. Dziś mamy pasztet Czcigodnego Prezesa, którego nikt nie kupuje.