21/01/2019
Tomasz Małek
Siedzę sobie i myślę… Nie potrafię się skupić na niczym innym, jak tylko nad tym, co wydarzyło się w ostatnią niedzielę i w całym mijającym tygodniu.
W piątek, gdy ok. godziny 18 włączyłem transmisję z Gdańska, nie odszedłem od telewizora do 23:30. Ja, który wyznaje zasadę, że oglądanie telewizji to marnowanie życia. Usiadłem i oglądałem, co chwila powstrzymując łzy, które nie wiedzieć czemu napływały mi do oczu. „Tato, nie płacz!”- powiedziała moja córka, a druga wzięła pilota i wyłączyła odbiornik. „Jeśli masz przez to płakać, to nie powinieneś tego oglądać” – powiedziało moje 6- letnie dziecko...
Nie umiem tego nazwać ani wytłumaczyć. Człowiek, którego w zasadzie nie znałem, bo daleko mi do spraw związanych z Gdańskiem, nagle stał się dla mnie jak bliska osoba, którą „opłakiwałem”, jakby zginął ktoś z mojej rodziny. Przypominałem sobie wszystkie te medialne komunikaty, jakie pojawiały się od niedzielnego wieczora. Gdy myślałem, że sprawa jest na pewno dużo mniej poważna, niż mówią, że pewnie za chwile zobaczymy jego wywiad ze szpitalnej sali i rozgorzeje dyskusja na temat tego, jak się zabezpieczyć przed takimi zdarzeniami w przyszłości, bo przecież mogło się skończyć dużo gorzej.
W poniedziałek rano włączyłem telefon i na chwilę zamarłem, bo nagłówek, który brzmiał „Paweł Adamowicz żyje” przeczytałem w pośpiechu „nie żyje”. Potem jednak odetchnąłem, przeczytałem, że stan jest ciężki, ale pacjent przetrwał operację. Z różnych przyczyn nie myślałem o tej sprawie przez cały czas, ale w okolicach południa włączyłem w pracy internet, żeby zobaczyć, czy jest jakiś update- nie było. Potem zadzwoniła do mnie żona z pytaniem- „Widziałeś?”. Nie widziałem- odparłem, sądząc, że chodzi o jakieś zdjęcie wysłane na Viberze czy Whatsapp’ie. „Umarł”- usłyszałem dalej.
Umarł człowiek, który niby nic dla mnie nie znaczył, którego nie znałem, ale którego śmierć spowodowała, że nie miałem już tego dnia ochoty na nic. Jakby świat się zatrzymał. I to tak na serio.
Telewizja potrafi dużo. Widać chociażby, co dzieje się z „ciemnym ludem” Jacka Kurskiego, który jest bombardowany przeróżnymi informacjami zakrzywiającymi rzeczywistość. Widać, jak reagują, jak się zachowują, co wykrzykują i jaki mają stosunek do świata. Na mnie telewizja w tym okresie też wpłynęła i zdaję sobie z tego sprawę, bo od tego, co oglądasz w dużej mierze zależą Twoje poglądy.
Wiem i mam świadomość, że sposób przedstawiania świata przez poszczególne stacje znacząco się różni i tak samo, jak zwolennikom obozu rządzącego mózg pierze TVP, tak mój został w tym czasie wyprany przez TVN. Wiem, rozumiem, akceptuję, ale zarazem mam wrażenie, że tym właśnie różnię się od „tamtej strony”, że tę świadomość po prostu mam. Jestem jednak też w pełni świadom swoich poglądów i swojego postrzegania rzeczywistości, tego, co jest dobre, a co złe i potrafię wybrać nawet, jeśli widzę, że ktoś próbuje mnie do czegoś przekonać na siłę.
Niemniej jednak siła telewizji sprawiła, że poznałem zmarłego prezydenta pośmiertnie, posłuchałem jego wywiadów, poznałem jego historię, zobaczyłem jego zrozpaczoną rodzinę i zrobiło mi się jeszcze gorzej. Nie umiem się pozbierać, tak po ludzku- nie potrafię. Życie toczy się dalej i pewnie z każdym dniem będzie inaczej, ale też nie umiem się oprzeć wrażeniu, że ta śmierć nie była „bezużyteczna” i bezsensowna. Dlaczego tak myślę? Ano dlatego, że zewsząd widzę przesłanki mówiące, że wraz z tą śmiercią coś się skończyło.
Dla Gdańska skończyła się pewna epoka, którą trudno będzie bez Niego kontynuować, ale nie o tym chciałem. Skończyło się coś innego. Cytując Szymona Hołownie, który kilka dni temu napisał przejmującego posta: „…zaś usilne próby zrobienia z zamachu wypadku (tak usilne, jak wcześniej robienie z wypadku zamachu)...to wyraz niepokoju, że teraz swojego męczennika, swój symbol, może mieć ta druga strona...”, a także Władysława Frasyniuka, który mówił, że sobotni pogrzeb będzie jedocześnie pogrzebem PiS’u, uważam, że kończy się Polska nienawiści, kłamstwa i pogardy.
Że każdy gest, taki jak chociażby nieszczęśliwe spóźnienie na minutę ciszy w sejmie, jak zignorowanie uroczystości pogrzebowych przez niektórych możnych obecnej władzy, jak szukanie na siłę sensacji, że zabójca był kilka dni temu pod Pałacem Prezydenckim, jak wygłaszanie opinii, że „policja nie służy do ochrony”; wreszcie teksty: „co się takiego wielkiego stało, po prostu umarł człowiek, jakich wielu”, czy zrzucanie odpowiedzialności za tę tragedię na Jerzego Owsiaka- to wszystko otworzy oczy pewnym ludziom.
Nie, nie jestem naiwny, niektórym na pewno nie otworzy. Ale zmobilizuje tę całą resztę, która jest całkiem liczna, żeby przeciwstawić się temu, co się obecnie dzieje. Jestem zdania, że normalne jest, iż w każdym społeczeństwie znajdzie się grupka debili, nawet statystycznie jest to nieuniknione, ale nie jest normalnee, że ta grupka rządzi całym krajem. Nie, nie jest, nie zgadzam się, tak być po prostu nie może.
Wracając do sensowności śmierci Pawła Adamowicza. „Znowu wszystko zaczyna się w Gdańsku”, to kolejny cytat, który popiera moją teorię. Obecna władza jest zbyt dumna i zbyt zapatrzona w siebie, żeby zrozumieć, że jej czas się kończy. Próbuje kolejnych sztuczek dla „ciemnego ludu”, ale jej arsenał jest już na wyczerpaniu. Nie da się w nieskończoność rządzić tylko dlatego, że zadłuża się kraj rozdając pieniądze w zamian za głosy. To tak nie działa. Polska w ruinie- jako obietnica wyborcza jest coraz bliżej urzeczywistnienia, ale to, co wydarzyło się - o ironio- 13. Stycznia 2019r. musi zatrzymać i mocno wierzę, że zatrzyma ten proces.
Jedyne czego nie potrafię logicznie i rozsądnie w głowie zaplanować i przewidzieć, to jak jednocześnie odejść od języka nienawiści i zarazem wsadzić do więzienia wszystkie te osoby, które przez ostatnie 4 lata zepsuły moją Polskę? Duże wyzwanie przed nową władzą (ktokolwiek będzie ją reprezentował), bo naprawa i rozliczenie, to nie będzie łatwe zadanie. Jak nikt inny przydały się w tym procesie Paweł Adamowicz… ['] :(