09/09/2026
Byliśmy na byłej melinie starej baby.
Brzmi okropnie, co? Poczytajcie dalej...
Jesteśmy w drodze na Mazury, ale po drodze zajechaliśmy dziś w pewne dobrze nam znane miejsce. To jeszcze Warmia, okolice Dobrego Miasta. Siedlisko, które sprzedaliśmy trzy lata temu.
Czasami, kiedy przejeżdżamy w pobliżu, zaglądamy tam na chwilę. Nowi właściciele mają kury, więc jak dobrze trafimy, kupujemy od nich świeże jajka. 😄 Dzisiaj też zajechaliśmy.
Siedlisko wygląda już zupełnie inaczej. Wszystko pięknie wyremontowane, zadbane, zrobione po swojemu. Nowi właściciele są szczęśliwi i widać, że to miejsce dostało kolejne życie.
Ale dzisiaj wydarzyło się coś jeszcze.
Akurat była tam poprzednia właścicielka. Starsza pani Zosia, która spędziła w tym domu około 50 lat swojego życia, a później musiała się wyprowadzić i zamieszkać w mieście. Ale jak widać utrzymują kontakt i to jest super. Usiedliśmy więc na pół godziny przy kawie (i mega pysznym cieście drożdżowym) i zaczęliśmy wspominać.
To były jeszcze czasy, kiedy nasz fanpage praktycznie nie istniał. Kiedy chcieliśmy sprzedać siedlisko, musieliśmy korzystać z ogólnopolskich portali albo różnych grup tematycznych na Facebooku.
Pani, mimo sędziwego wieku, jest bardzo „internetowa”. Wszystko śledzi, czyta nasze posty i widzi również komentarze, które pojawiają się pod naszymi ofertami.
I powiedziała dzisiaj coś, co bardzo dobrze pokazuje, że tak naprawdę niewiele się przez te lata zmieniło.
Jej siedlisko sprzedawaliśmy wtedy za około 260 tysięcy złotych. Nawet jak na tamte czasy nie była to wysoka cena za fajny dom pod lasem 700m od sąsiadów.
A mimo to komentarze były dokładnie takie same jak dzisiaj.
„Rudera”.
„Ruina”.
„Melina starej baby”.
„Kto to g***o w ogóle kupi?”.
Tylko że dla człowieka piszącego taki komentarz to jest kilka sekund stukania w telefon.
A dla niej to był dom, w którym spędziła pół wieku!
Tam wychowywała rodzinę. Tam przeżywała dobre i złe chwile. Tam pracowała, odpoczywała, martwiła się, cieszyła. To nie była dla niej żadna „melina”. To był kawał jej życia.
I właśnie o tym wielokrotnie próbujemy mówić.
Nas możecie wyzywać. Możecie pisać o naszych prowizjach, naszej firmie, naszych samochodach czy o czymkolwiek innym. Po nas to spływa, a takie komentarze to dla nas darmowy marketing.
Ale kiedy zaczynacie wyśmiewać i obrażać domy ludzi, którzy często przez kilkadziesiąt lat robili wszystko, na co było ich stać, żeby te miejsca utrzymać, pamiętajcie, że oni również mogą to czytać.
Za każdym starym domem stoi czyjaś historia.
Dla Was krzywa ściana może być powodem do napisania „rudera”. Dla kogoś innego przy tej ścianie przez 30 lat stał stół, przy którym jadła cała rodzina.
Dla Was stara stodoła jest kupą cegieł. Dla kogoś była miejscem codziennej pracy przez pół życia.
Dla Was to kilka zdjęć w internecie.
Dla kogoś to 50 lat wspomnień.
My jedziemy dalej na Mazury, ale właśnie dlatego tak bardzo lubimy czasem wracać do miejsc, które kiedyś sprzedaliśmy. Patrzeć, jak zaczyna się w nich kolejny rozdział tworzony przez zajebistych ludzi i spotykać ludzi, którzy napisali ten poprzedni.