04/07/2025
Była sobie łąka.
Porosła babką zwyczajną, bluszczykiem kurdybankiem i mniszkiem lekarskim. Gdzieniegdzie jaskrawo świeciły samotne, pomarańczowe nagietki. Nie brakowało wyki ptasiej, firletki poszarpanej ani chabra łąkowego. Na miedzy szumiały stare dęby; latem pachniała lipa, owocowała dzika grusza. Wiatr hulał swobodnie: prześlizgując się między źdźbłami, pieszczotliwie głaszcząc płatki ostrych jaskrów, kołysząc gałęzie drzew. Łąka falowała w rytm wiatru. Nadszedł dzień, kiedy na łące ręką człowieka posadzono pierwszą, rachityczną lipkę. Niedługo potem stanął dom, a obok niego stolarnia. Wiatr nie mógł już bezkarnie pomykać; ściany zmuszały, by hamował w pędzie, a wówczas rozzłoszczony wirował między budynkami, zaglądając w okna. Widział trzaskający ogień w kaflowej kuchni i słyszał gwar rozmów. Widział uśmiechy i łzy, obserwował toczące się życie, odejścia, narodziny.
Zaglądając do stolarni widział, jak człowiek obłaskawia drewno. Jak spod spracowanych rąk wyłaniają się kształty stołów i szafek, pachnących lasem. Każdy przedmiot opowiadał własną historię, a Stolarz każdej z nich słuchał, i tylko on potrafił je zrozumieć. Wiatr widział pochylone plecy i pasję wypisaną na twarzy. Pasja to życie. Życie to miłość, ale również czas, a jeśli czas – to także przemijanie. Pewnego dnia stolarnia przestała śpiewać dźwiękiem pił i hebli. W ciszy kontemplowała wspomnienia. Zbudowana z miłości, przesycona pasją. Pantha rei. Stolarnia nie usłyszy nowych opowieści z drewna, bo nikt już tak pięknie nie umie ich z niego wydobyć.
Nastał więc czas na nowe. Czas na historie ludzi, którym Stara Stolarnia udzieli gościny.
Wiatr siedzi na gałęzi i ciekawie obserwuje…