08/09/2026
O co właściwie chodzi w tej całej transformacji energetycznej? 🌱⚡
Dużo mówi się o OZE, fotowoltaice, wiatrakach, magazynach energii czy odchodzeniu od paliw kopalnych. Często jednak w tej dyskusji ginie najprostsze pytanie:
Po co właściwie to wszystko robimy i czy ma to sens również ekonomiczny?
Polecam przeczytać poniższy wpis Jakuba Wiecha.
Na przykładzie jednego konkretnego dnia bardzo dobrze pokazuje, że transformacja energetyczna to nie tylko kwestia ograniczenia emisji CO₂ i ochrony klimatu.
To również paliwo, którego nie musimy kupić i spalić, emisje, za które nie musimy zapłacić, oraz energia produkowana w Polsce ze słońca i wiatru.
Oczywiście transformacja kosztuje. Potrzebujemy nowych sieci, magazynów energii, stabilnych źródeł energii i ogromnych inwestycji. Nie chodzi więc o opowieść, że energia ze słońca czy wiatru jest po prostu „za darmo”.
Chodzi o coś znacznie ważniejszego: po wykonaniu inwestycji nie musimy każdego dnia dostarczać do paneli fotowoltaicznych kolejnych ton paliwa, żeby mogły produkować energię.
I właśnie dlatego również w Polskim Domu idziemy w tym kierunku.
Fotowoltaika, magazyny energii, pompy ciepła i energooszczędne budynki nie są dla nas tylko dodatkiem do domu.
To część większej zmiany, która naszym zdaniem ma sens zarówno środowiskowy, jak i ekonomiczny.
👇 Warto przeczytać cały wpis Jakuba Wiecha. Dobrze pokazuje na liczbach, o co w tej transformacji tak naprawdę chodzi.
Mili Państwo, wczoraj prawie 60% prądu wygenerowaliśmy sobie ze źródeł odnawialnych.
Z tych technologii pochodziło 241 gigawatogodzin (nie licząc autokonsumpcji). Przodowały wiatraki (37,4%), za nimi uplasowała się fotowoltaika (17,2%), a w statystykach widać także morskie turbiny z farmy Baltic Power (dały 4,34 GWh, choć farma oficjalnie jeszcze nie działa).
I teraz spójrzmy na to w ten sposób:
gdybyśmy musieli te 241 GWh wygenerować z węgla, to musielibyśmy spalić 120,5 tys. ton węgla kamiennego. Tylko jednego dnia puścilibyśmy z dymem 12 tysięcy ciężarówek przewożących po 10 ton węgla każda.
Gdybyśmy kupili ten surowiec w polskich kopalniach, to samo wydobycie kosztowałoby ponad 100 mln złotych. Kopalnie sprzedałby ten węgiel z typową dla nich stratą sięgającą 36 mln złotych. A do tego, przy spalaniu węgla, ponieślibyśmy koszty ETS - spalenie 120,5 tys. ton węgla kamiennego oznaczałoby ok. 250-290 tys. ton CO2, w zależności od jakości paliwa. To z kolei oznacza, że musielibyśmy wykupić 250-290 tys. uprawnień do emisji w ramach systemu ETS, bo jedno uprawnienie daje możliwość wyemitowania 1 tony CO2. Obecnie uprawnienia kosztują 84 euro za tonę, więc licząc po tej cenie zapłacilibyśmy od 21 mln euro (90 mln złotych) do 24 mln euro (104 mln zł).
Tych kosztów uniknęliśmy, bo te 241 GWh dały nam wiatraki i fotowoltaika, które też utrzymywały rynkową cenę energii w przedziale od 9:00 do 17:00 poniżej 60 zł za MWH, a więc poniżej 6 groszy za kWh.
I o to właśnie chodzi w transformacji energetycznej, Kochani.