26/06/2026
„Zapomnieliśmy uwzględnić w kosztach pośrednika.”
To zdanie usłyszałam po miesiącu oczekiwania na zapłatę za wykonaną usługę.
Przyznam, że dało mi do myślenia.
Bo czy ktoś powiedziałby:
– „Zapomnieliśmy zapłacić notariuszowi.”
– „Zapomnieliśmy uwzględnić w budżecie księgowej.”
– „Zapomnieliśmy rozliczyć się z prawnikiem.”
Raczej nie.
A jednak wynagrodzenie pośrednika nieruchomości wciąż bywa traktowane tak, jakby było dodatkiem do całej transakcji, a nie zapłatą za konkretną, wykonaną pracę.
Tymczasem moja praca nie zaczyna się w dniu podpisania aktu notarialnego. Zaczyna się znacznie wcześniej.
To godziny rozmów z klientami, przygotowanie oferty, organizacja prezentacji, negocjacje, weryfikacja dokumentów, rozwiązywanie problemów i czuwanie nad tym, aby cały proces przebiegł sprawnie i bezpiecznie.
Nie pracuję na etacie. Prowadzę własną działalność gospodarczą. Moje wynagrodzenie nie wpływa co miesiąc „z urzędu”. Otrzymuję je dopiero wtedy, gdy wykonam swoją pracę zgodnie z umową i wystawię fakturę.
Na szczęście zdecydowana większość moich klientów doskonale to rozumie. Płaci terminowo i z szacunkiem podchodzi do mojej pracy. Jestem za to bardzo wdzięczna.
Ten jeden przypadek nie zmienił mojego podejścia do ludzi. Przypomniał mi jednak, że warto mówić o rzeczach, które wydają się oczywiste.
Bo wynagrodzenie pośrednika nie jest „dodatkowym kosztem”. Jest zapłatą za wiedzę, doświadczenie, odpowiedzialność i czas poświęcony na to, by klient mógł bezpiecznie przejść przez jedną z najważniejszych transakcji w swoim życiu.
Największym paradoksem pracy pośrednika jest to, że gdy wszystko przebiega sprawnie, wielu osobom wydaje się, że jego praca była zbędna. A właśnie wtedy została wykonana najlepiej.