24/05/2025
W debatach przed pierwszą turą wyborów prezydenckich zapomniano poruszyć ważne problemy, które mogą zainteresować mieszkańców spółdzielni mieszkaniowych, czyli około
10-milionową rzeszę potencjalnych wyborców. To może teraz, przed drugą turą, za pośrednictwem mediów uda się przebić z poniższym pytaniem do Kandydatów na urząd Prezydenta RP?
Jakie projekty ustaw w zakresie zmiany prawa spółdzielczego, a przede wszystkim Kodeksu karnego przygotuje Pan w celu wyeliminowania patologii oraz przeciwdziałania nadużyciom w spółdzielniach mieszkaniowych, jeśli zostanie Pan wybrany na urząd Prezydenta RP?
W „Dzienniku Gazeta Prawna” nr 13 (6178) z 18 stycznia 2024 roku ukazała się opinia Pani Profesor Ewy Łętowskiej (Rzecznik Praw Obywatelskich w latach 1988-1992) zatytułowana „Cierpi, jak zawsze, najsłabsze ogniwo”. Wynika z niej m in., że „polska spółdzielczość jest obszarem, który można byłoby nazwać nieco zmurszałym”. Opinia Pani Profesor kończy się podsumowaniem „Na dodatek nie ma odpowiedniej kontroli nad działaniami władz spółdzielczych, a brak przejrzystości, transparentności z reguły rodzi patologię. Kiedy połączymy te dwie okoliczności – dość anachroniczny system spółdzielczy i niedoregulowane prawo w tym obszarze – efekt mamy mizerny. A cierpi na tym, jak zawsze, najsłabsze ogniwo – najmniejsi spółdzielcy, zwykli członkowie spółdzielni.”
Powstało już wiele prac naukowych i publicystycznych poświęconych nieprawidłowościom oraz różnego rodzaju zjawiskom patologicznym, nawet o charakterze kryminalnym, które miały miejsce w spółdzielczości mieszkaniowej. I naprawdę wstyd, że mimo upływu 36 lat od upadku komunizmu w Polsce, jak na razie w żadnej kadencji Sejmu nie udało się zrobić z tym porządku. Ba, jest nawet gorzej, bo wszystko to, co w PRL-owskich spółdzielniach mieszkaniowych określane było mianem bareizmu przekształciło się w postbareizm. Wcześniej był śmiech przez łzy, bo oglądając filmy Barei śmialiśmy się ze smutnej rzeczywistości, która w czasach przaśnego PRL-u niestety nas otaczała. Natomiast obecnie jest podobnie idiotycznie i groteskowo, tylko nie ma już ochoty na śmiech. Pozostały jedynie łzy złości, bo przecież miało być lepiej, szczególnie po naszym wstąpieniu do Unii Europejskiej, o której mówi się otwarcie, jakim wartościom hołduje. Dlatego dziwić może szczególnie fakt, że do UE opartej m. in. o takie zasady jak przejrzystość, transparentność i praworządność pozwolono nam przemycić taki relikt przeszłości jak polska spółdzielczość mieszkaniowa, która przesiąknięta PRL-owską mentalnością w sposób oczywisty stanowi zaprzeczenie ww. zasadom. I mimo obchodzenia kolejnych rocznic członkostwa w UE, dalej tkwimy w tej spółdzielczej degrengoladzie. Komu zależy na tym, aby istniało takie „państwo w państwie” pozbawione realnego nadzoru?
W spółdzielni mieszkaniowej „Zrzeszeni” w Poznaniu, doszło już nawet do tego, że pracownicy techniczni spółdzielni, których przez lata utrzymywaliśmy, zaczęli śmiać się w oczy i opowiadać o „strzyżeniu baranów”, o działaniach niegospodarnych oraz o wyprowadzaniu drobnymi kroczkami pieniędzy. A wszystkiemu jest winne wszechobecne poczucie bezkarności, które prowadzi do rozwydrzenia. Czy nasze społeczeństwo zasługuje tylko na prawo stwarzające lepsze warunki do życia cwaniakom? Ostatnio mówi się sporo o poczynaniach Zespołu do spraw Deregulacji i Dialogu Gospodarczego, a wciąż brakuje Zespołu do spraw Regulacji prawa spółdzielczego i karnego, który ucywilizuje polską spółdzielczość mieszkaniową.
Kierując się wieloletnim doświadczeniem, nie tylko jako członek SM „Zrzeszeni” w Poznaniu, ale przede wszystkim jako członek Rady Nadzorczej (dwóch kadencji 2015-2018 i 2018-2022) mogę z pełnym przekonaniem stwierdzić, że mamy do czynienia z hiperpatologią. Łamane jest wszystko – regulaminy wewnętrzne, przepisy prawa, zasady współżycia społecznego, a o pełnej transparentności można jedynie pomarzyć. W okresach, gdy pełniłem funkcje członka RN, protokoły z posiedzeń nie odzwierciedlały rzeczywistego ich przebiegu. Prowadzona była regularna cenzura, do protokołów nie wprowadzano treści moich uwag i zdań odrębnych. Często odnosiłem wrażenie, że Zarząd Spółdzielni i Rada Nadzorcza tworzą jakby towarzystwo wzajemnej adoracji, a do najważniejszych zadań Rady należy przyznanie Zarządowi kwartalnych i rocznych premii, a także schlebianie członkom Zarządu. Moje zapędy do przeprowadzania kontroli traktowane były jako działania wrogie, do których „ciało kolegialne”, jakim jest Rada, odnosiło się wyjątkowo nieprzychylnie. Początkowo istniała całkowita blokada w dostępie do dokumentacji spółdzielni, dopiero nagłośnienie sprawy wśród Członków Spółdzielni spowodowało, że przegląd dokumentacji stał się częściowo możliwy, ale tylko wybranych dokumentów, na które władze spółdzielni łaskawie wyraziły zgodę. Aktualnie zaostrzono ograniczenia w dostępie do dokumentacji i jako członek spółdzielni nie mogę niczego kontrolować, władze spółdzielni poczuły się znów pewnie. W przeszłości znane były też przypadki zaginięcia dokumentów przechowywanych w budynku administracji spółdzielni, ale to już odrębny temat.
Jeśli spółdzielca nie może szczegółowo zapoznać się z umowami i dokumentami potwierdzającymi poniesione przez spółdzielnię koszty, które w comiesięcznych opłatach ma pokrywać, to nie można mówić już o czynszu, tylko o pewnej formie haraczu. Wydawać by się mogło, że w cywilizowanym kraju niby nie do pomyślenia jest prowadzenie działalności w taki właśnie sposób, a jednak... Skala nieprawidłowości jest porażająca. To niekończąca się historia o rażącym braku kompetencji (spotykałem nawet prawników, którzy nie znali zasad liczenia głosów na walnym), cwaniactwie, absurdach i po prostu draństwach.
„Strzyżenie baranów” – czyli spółdzielca sprowadzony do roli barana.
Pod koniec czerwca i w lipcu 2021 roku, odbyły się dwa spotkania w mieszkaniu jednego z pracowników technicznych spółdzielni, w których wzięli udział dwaj pracownicy techniczni spółdzielni, pierwszy prezes i założyciel naszej spółdzielni oraz moja skromna osoba. Uznałem wtedy, że nagranie tych spotkań będzie działaniem w interesie Spółdzielców, ponieważ musimy mieć możliwość jakiejś ochrony naszego majątku. Opisanie całego przebiegu spotkań wymagałoby zamieszczenia bardzo obszernego wypracowania, dlatego w tym materiale przytoczę jedynie fragmenty wraz z moim komentarzem.
Już na początku rozmów, jeden z Pracowników oznajmił, że czytał mojego maila, którego wysłałem do Spółdzielni w sprawie wadliwie zamontowanych wodomierzy. Wydało mi się to dziwne, że pracownik fizyczny ma wgląd w korespondencję elektroniczną pomiędzy Członkami Spółdzielni a administracją. Pracownik zaznaczył jednak, że mojego maila nie otrzymał do przeczytania, tylko – jak się wyraził: „dorwał go u nich w biurze”, bo zobaczył zdjęcie. Najwyraźniej w naszej Spółdzielni osiągnięto już taki poziom informatyzacji, że korespondencja elektroniczna jest dostępna z powietrza.
Podczas spotkania pracownicy informowali o odwrotnie zamontowanych wodomierzach i konieczności sprawdzenia rozliczeń z firmą, która wykonała tę usługę. Podejrzewano, że pomiędzy pierwotnie zawartą umową, a wystawioną ostatecznie fakturą może być znaczna różnica, do której miałoby się przyczynić zlecenie usług dodatkowych, tj. zlecenie wymiany zaworów podpionowych. Według pracowników, Zarząd Spółdzielni przynajmniej rok wcześniej wiedział o potrzebie wymiany zaworów podpionowych (był uprzedzony), ale nie zlecił wykonania tych robót pracownikom spółdzielni, aby zaoszczędzić pieniądze i nie wydawać firmie zewnętrznej.
Jeden z pracowników stwierdził, że roboty wykonuje się byle jak i nie do końca. Przywołał zasadę „im gorzej tym lepiej” i wytłumaczył, że jak coś jest nie za dobrze zrobione, to po jakimś czasie trzeba to poprawiać, czyli zleca się następnej firmie. Natomiast drugi pracownik twierdził, że firma "vxyz" nie wróci już za pieniądze, które zostały wpłacone w kaucji, bo nie starczy ich na naprawy robót wykonanych na nowych blokach, a jeszcze dojdą usterki na budynku nr 7. To dlatego miał odejść ze spółdzielni pracownik (o imieniu R), bo widząc co się dzieje, nie chciał niczego podpisywać (dokonywać odbiorów). Podpisano zatem intratną umowę (za 17 tys. zł) z inspektorem, który jest znajomym Pana A – Członka Zarządu oddelegowanego ze składu RN.
Gdy wspomniałem o dociekliwości jednej z lokatorek, która pytała, dlaczego rusztowania rozkłada się do naprawy jednego balkonu, a nie planuje robót tak, aby wyremontować więcej balkonów, pracownik techniczny wyjaśnił, że może się nie opłaci, bo jak więcej balkonów wyjdzie, to trzeba będzie robić przetarg, a tak robimy małymi sumkami, ale pieniądze są wydane i ja swoje wezmę od tego. A z kolei jak siedem razy będę stawiać rusztowanie, to siedem razy dostanę odpał. Drobnymi kroczkami, ale wszystkie pieniądze wyprowadzą
– tłumaczył.
Gdy zapytałem o pana X. Y. pracownika spółdzielni, który przeszedł już na emeryturę i jego słynne powiedzenie „jak są barany to trzeba je strzyc”, pracownicy techniczni niemal pękali ze śmiechu! Po ustaniu śmiechu usłyszałem potwierdzenie, że rzeczywiście tak było. Następnie jeden z pracowników dodał, że może teraz tak się tego nie mówi, ale tak się strzyże nadal. Z tego co sami widzą, co się dzieje na osiedlu, są barany i je strzyżemy, bo nie wiadomo jak jeszcze długo uda się strzyc. Kontynuując wypowiedź dodał, że pan X. Y wcale się z tym nie krył, opowiadał jak byli razem. Pan X. Y. swoje wziął (zarobił), a Prezes X. X. nie znała się, dlatego wszystkie karty były w rękach Pana X. Y. – podsumował wypowiedź. Zaraz po tych wypowiedziach naszła mnie refleksja, co w takim razie Pan X. Y. może mieć na nich, że tak po cichutku kablują, a nie zgłaszają odpowiednim organom? A po drugie, dlaczego u naszych pracowników, których przez lata utrzymujemy, taką radość wywołuje fakt bezczelnego okradania nas? Trzeci pracownik techniczny, nieobecny na spotkaniu, opowiadał mi bardziej otwarcie o Panu X. Y., że ten miał dopisywać do faktur fikcyjne realizacje.
Pracownik techniczny zasygnalizował problem z naprawami, że zgłoszenia usterek realizowane są od razu, jak jest ktoś (lokator), kto krzyczy, jest bardziej frechowny i im (zarządowi) zagraża. A jak jest starsza pani, która ma mamę na utrzymaniu, nie może przyjść i trzy razy krzyczeć, to się napraw nie robi. Obaj panowie żalili się, że pan X. Z. (najpierw kierownik techniczny, a później członek zarządu) – stoi nad nimi w pracy i ich pilnuje, a powinien przypilnować wykonawców robót. Ale – jak stwierdzili – „nie kąsa się ręki, która karmi”. Jeden z pracowników stwierdził nawet, że to są wszystko kolesie – to jest banda kumpli”.
Jeden z pracowników przedstawił swoje podejrzenia o przekręt, dot. wykonawcy robót instalacyjnych, bo być może na wszystkich mieszkaniach policzony jest drogi półśrubunek, a zamontowany tani. Sformułowanie tego podejrzenia sprawiło, że zastanowiłem się przez moment, skąd pracownicy techniczni spółdzielni posiadają tak dobrą wiedzę o przestępczych metodach działania?
Jeden z pracowników technicznych przyznał, że żaden z nich nie mówi dobrze o nich (w domyśle: o władzach spółdzielni) i robią to celowo, bo jak stwierdził „dosyć jest tego gnoju”.
Uznałem wtedy, że to bardzo istotne stwierdzenie, ponieważ każdy „gnój” należy rozliczyć. I czas pokaże, czy dojdzie do rozliczeń, jak zmieni się władza w Spółdzielni, na którą tak strasznie narzekali, czy też chodzi tylko o zmianę – posługując się nomenklaturą pracowników – „bandy kumpli”? Innymi słowy, czy ta zażarta walka nie toczy się przypadkiem o to, kto ma być beneficjentem profitów otrzymywanych z „ręki, która karmi”.
Rok później, tj. w 2022 r., Walne Zgromadzenie wybrało zupełnie nowy skład Rady, w którym przynajmniej dwóch członków utrzymywało bezpośredni kontakt z pracownikami technicznymi. Późniejszy wybór Członka Zarządu również miał istotne znaczenie dla dalszego rozwoju zdarzeń i nie bez powodu pracownicy techniczni nagle przestali informować o nieprawidłowościach.
Dla zainteresowanych, stenogram ze spotkania z pracownikami technicznymi spółdzielni zostanie zamieszczony na stronie internetowej zrzeszeni.info. Trwa odtwarzanie strony internetowej dla Członków Spółdzielni, która niegdyś została zhakowana. Proszę o cierpliwość, na opis wszystkich zdarzeń poświęcam sporo wolnego czasu, a to nie ja powinienem zajmować się nieprawidłowościami w spółdzielni, tylko odpowiednie służby utrzymywane z naszych podatków.
Ciąg dalszy, czyli rok po spotkaniu z pracownikami technicznymi spółdzielni.
W 2022 roku wybrano nową Radę Nadzorczą i wówczas wydawało się, że właśnie dokonała się „rewolucja” w spółdzielni. Dzisiaj wiadomo już, czym to się zakończyło – w grudniu 2023 roku Walne Zgromadzenie odwołało wszystkich członków Rady, w której wcześniej pokładano spore nadzieje. Jednak zanim doszło do tego odwołania, Rada w ciągu niespełna 7 miesięcy zdążyła podjąć aż 15 wadliwych uchwał i zatrudniła Członka Zarządu (obecnie Prezesa), co również budzi spore wątpliwości prawne. Dlaczego? Uchwałę o zatrudnieniu Członka Zarządu Rada podjęła 4 głosami „za”, czyli bez większości głosów niezbędnych do jej podjęcia. W dniu wyboru członków Rady obowiązywał Statut, w którym zapisano 8 osobowy skład Rady Nadzorczej i taki skład został wówczas wybrany przez Walne Zgromadzenie (jedyny organ, który posiada kompetencje wyboru i odwoływania członków RN). A Rada Nadzorcza nie miała prawa samodzielnego ograniczania składu Rady mimo, że po wejściu w życie nowego Statutu liczba członków Rady Nadzorczej przekraczała liczbę określoną w Statucie, który wszedł w życie w trakcie trwania kadencji. Zatem decyzje podejmowane przez organ, który samodzielnie ograniczył swój skład trudno uznać za legalne. Znam kulisy rekrutacji na stanowisko Członka Zarządu, a szczegóły postaram się również zamieścić na stronie zrzeszeni.info. Oczywiście opowiem też, w jaki sposób funkcjonowała Rada odwołana w połowie kadencji, posiadam sporą wiedzę na ten temat, ponieważ część członków wzajemnie na siebie skarżyła, np. przesyłając do mnie maile, a jeden z nich nawet nagrania. Ważne! Odwołana Rada zdążyła też odrzucić moją propozycję wprowadzenia polityki antykorupcyjnej w naszej spółdzielni.
Na obecny Zarząd Spółdzielni (na czele z Prezesem, który pierwotnie został zatrudniony na stanowisko Członka Zarządu), pracownicy techniczni nie przekazują już negatywnych informacji. Nastała cisza informacyjna na tym kanale. Proszę mi zatem udowodnić, że „baranów już się nie strzyże, niekąsana ręka przestała karmić i nie wyprowadza się już pieniędzy drobnymi kroczkami – jak sygnalizowali wcześniej pracownicy. Zakładam, że pracownicy techniczni musieli mówić prawdę, bo gdyby było inaczej Zarząd Spółdzielni dawno wytoczyłby im proces o pomówienie. Tymczasem jeden z pracowników, mimo przejścia na emeryturę, nadal pracuje w Spółdzielni, a nawet był powołany w skład komisji przetargowej. Wcześniej chętnie opowiadał o ręce, która karmi oraz o wielu innych nieprawidłowościach w Spółdzielni, to do komisji przetargowej chyba idealny kandydat? Tylko, że teraz Zarząd nie pozwala mi niczego sprawdzić, nawet rejestru umów nie mogę zobaczyć, a co dopiero umów i faktur.
W 2023 roku okresowe przeglądy inst. gazowej i wentylacyjnej zostały przeprowadzone już przez firmę, której właściciela i pracowników znają pracownicy techniczni spółdzielni. Wcześniej różne powiązania nazywali „bandą kumpli”, a teraz to już pewnie tylko Klub Miłośników Dobrej Książki. Warto wspomnieć też, że wspomniany wyżej pracownik, którego Zarząd powołał do Komisji Przetargowej, podczas Walnego Zgromadzenia w czerwcu 2023 roku, brał udział w głosowaniach jako pełnomocnik, mimo iż nie był wówczas członkiem Spółdzielni. Złamano art. 36. § 6 prawa spółdzielczego stawiając pracownika spółdzielni w pozycji niezwykle uprzywilejowanej, z możliwością skorzystania z uprawnień, które mu nie przysługiwały. Czy takiemu Zarządowi i pracownikom można zaufać?
Chciałbym dokładnie sprawdzić, czy wskazane wcześniej nieprawidłowości są rozliczane, albo czy ten wcześniejszy atak i zarzuty stawiane poprzednikom miał tylko na celu wyeliminowanie konkurencji? Niestety, napotkałem ogromy opór Zarządu Spółdzielni w kwestii udostępniania dokumentów do wglądu. Zatem coś musi być na rzeczy. Dziennikarze śledczy, proszę pomóżcie!
Co na to wszystko prokuratura?
17 czerwca 2024 roku do prokuratury wpłynęło moje „Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstw na szkodę Członków Spółdzielni Mieszkaniowej „Zrzeszeni” w Poznaniu wraz z wnioskiem o ściganie sprawców. Zawiadomienie liczyło 26 stron oraz 16 załączników ze spakowanymi dokumentami w wersji elektronicznej, a także pliki dźwiękowe – nagrania. Zgromadzony materiał pochodził z okresu ostatnich 8 lat i dotyczył wielu obszarów działalności Spółdzielni.
23 września 2024 roku Prokurator Prokuratury Rejonowej Poznań – Nowe Miasto wydał postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa. W jednym przypadku stwierdzono, że zachodzi inna okoliczność wyłączająca ściganie, w dwóch przypadkach stwierdzono braku znamion czynu zabronionego, w czterech przypadka stwierdzono braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu i jeszcze w dwóch przypadkach stwierdzono, iż nastąpiło przedawnienie karalności czynu.
W uzasadnieniu Prokurator nie odniósł się do wspomnianego wyżej nagrania ze spotkania z pracownikami technicznymi spółdzielni oraz do dwóch umów, z których wynikało, że w okresie, kiedy w spółdzielni obowiązywała gwarancja na remont dachu jednego z budynków wielorodzinnych, zarząd spółdzielni zlecił usunięcie awarii innej firmie na umowę-zlecenie.
4 października 2024 roku, za pomocą platformy ePUAP wniosłem zażalenie na powyższe postanowienie Prokuratora, a niespełna miesiąc później, tj. 8 listopada 2024 roku odebrałem w urzędzie pocztowym zarządzenie Prokuratora Prokuratury Rejonowej Poznań – Nowe Miasto z dnia 29 października 2024 roku o odmowie przyjęcia zażalenia na postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa. W tym samym dniu odebrałem również pismo Z-cy Prokuratora Rejonowego Poznań – Nowe Miasto z dnia 31 października 2024 roku, w którym uzupełniono brak formalny w postaci pouczenia, że na zarządzenie o odmowie przyjęcia zażalenia przysługuje mi prawo do złożenia zażalenia do Sądu Rejonowego Poznań – Nowe Miasto i Wilda w terminie zawitym 7 dni.
Najciekawsze jest to, dlaczego Prokurator odmówił przyjęcia zażalenie na postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa? Bo zażalenie złożyłem za pomocą platformy ePUAP i opatrzyłem elektronicznym podpisem kwalifikowanym, który ma przecież moc prawną taką jak podpis własnoręczny. Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, że żyjemy w kraju pełnym absurdów?
Okazało się, że zażalenie mogę złożyć jedynie w formie papierowej podpisane własnoręcznym podpisem, mimo że taką samą moc prawną przypisuje się kwalifikowanemu podpisowi elektronicznemu. W pouczeniu prokurator nie wskazał jaką formę zażalenia honoruje, ale nie uznano nawet mojego wniosku o przywrócenie terminu do złożenia zażalenia z powodu
błędnego przekonania o skuteczności dokonanej czynności procesowej w formie innej niż prawnie wymagana.
Prokurator wykorzystał kruczek prawny, który skutecznie uniemożliwił poddanie pod ocenę sądu postanowienia o odmowie wszczęcia śledztwa.
Jak wyglądają lustracje w spółdzielni?
Temat przebiegu pełnych lustracji spółdzielni, szczególnie z uwzględnieniem spotkań z lustratorami, wymaga bardzo obszernego opisu, który po opracowaniu znajdzie się na mojej stronie zrzeszeni.info. To będzie gotowy scenariusz na film w klimacie komedii obfitującej w gagi rodem z twórczości Stanisława Barei. Uczestniczyłem w trzech spotkaniach rady nadzorczej z lustratorami, które odbywają się cyklicznie co trzy lata, tuż po przeprowadzonej lustracji. Lustratorzy lustrowali spółdzielnię, a ja sprawdzałem lustratorów, w jaki sposób wypełniają swoje obowiązki. Przy trzecim spotkaniu moja dociekliwość najwyraźniej wywoływała w lustratorach już taki lęk, że nie chcieli być nagrywani. A chciałem tylko dowiedzieć się, dlaczego są niedokładni i pomijają w protokołach istotne fakty, które zarówno zarząd, jak i radę nadzorczą stawiałyby w niekorzystnym świetle? Nagranie oficjalnego spotkania miało tylko pomóc przy wiernym odtworzaniu jego przebiegu, bo z dokładnym protokołowaniem zawsze był problem w naszej Spółdzielni.
Proszę uzbroić się w cierpliwość, nawet jeśli długo potrwa przygotowanie materiału o lustracjach, warto zaczekać, bo „Miś” przy tym, co obecnie się wyprawia, to będzie pikuś.
Co jest nie tak z naszą spółdzielczością mieszkaniową i jak to zmienić?
Po pierwsze, mamy beznadzieją kontrolę działań władz spółdzielczych. I dlatego powinien powstać specjalny organ, na wzór Komisji Nadzoru Finansowego (np. Komisja Nadzoru Spółdzielni Mieszkaniowych), który sprawowałby realny nadzór nad spółdzielniami mieszkaniowymi. To warunek niezbędny do wyeliminowania patologii.
Po drugie, zmurszałe prawo i cały system, który wymyślono jeszcze w czasach, gdy na dobranoc puszczano dzieciom „Reksia”, „Misia uszatka” i "Koziołka Matołka". Towarzysze i towarzyszki wraz z postkomunistami skompromitowali ideę spółdzielczości. I teraz należałoby wykonać mnóstwo pracy, aby uchwalić przemyślaną nowelizację zarówno ustawy – prawo spółdzielcze, jak również ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych. Obecne prawo musi być zastąpione prawem uwzględniającym realia panujące w spółdzielniach, a w szczególności niezwykle skromne uczestnictwo członków spółdzielni w walnych zgromadzeniach. W takich warunkach zawsze rację bytu będą miały tzw. „drużyny prezesa”, które mimo negatywnej oceny władz spółdzielni przez mieszkańców, przegłosują każdą uchwałę, łącznie z absolutorium.
Po trzecie, prawo karne traktuje zbyt liberalnie członków zarządu i rady nadzorczej w spółdzielniach mieszkaniowych. Nie może być tak, że zarządy spółdzielni mieszkaniowych mają w nosie prawo! Prezes spółdzielni, członkowie zarządu spółdzielni, członkowie rady nadzorczej spółdzielni i główna księgowa spółdzielni powinni odpowiadać jak funkcjonariusze publiczni. To konieczny kierunek zmian, jeśli poważnie chce się myśleć o ukróceniu patologii w spółdzielniach mieszkaniowych.
Każdy, kto chciałby od strony prawnej poznać istotę problemu, lekturę powinien zacząć od
Uchwały Sądu Najwyższego z dnia 28 marca 2002 r. I KZP 35/01 oraz Wyroku Sądu Najwyższego z dnia 19 czerwca 2002 r. V KKN 195/00
Dlaczego to tak ważne? Bo mimo, iż upłynęło prawie ćwierć wieku od podjęcia ww. uchwały, to
ciągle jest ona przywoływana w instrukcjach Policji i CBA. Wygląda na to, że zmieniła się odpowiedzialność prezesów i członków zarządu spółdzielni.
Streszczając sprawę dot. ww. wyrok, dwa poznańskie sądy (I i II instancji) skazały Marka S. prezesa SM „Zrzeszeni” w P. na 3 lata pozbawienia wolności za łapówkarstwo. Jednak Sąd Najwyższy wstrzymał wykonanie kary, bo uznał, że podmiotem przestępstwa łapownictwa biernego jest osoba pełniąca funkcję publiczną. A pełnienie funkcji publicznej w rozumieniu art. 228 § 1 k.k. obejmuje tylko takie czynności wykonywane przez prezesa zarządu spółdzielni mieszkaniowej na podstawie art. 55 § 1 ustawy z dnia 16 września 1982 r.- Prawo spółdzielcze, które wiążą się z dysponowaniem środkami publicznymi. Zatem pana Marka S. nie można było skazać na podstawie paragrafu, który go nie dotyczył.
Z artykułów archiwalnych można dowiedzieć się, że jeden z prokuratorów reagując na ww. uchwałę wyraził następujące zdanie:
„Ograniczenie podmiotów przestępstwa ,,łapownictwa biernego'' do pracowników instytucji państwowych i samorządu terytorialnego tworzy kryminogenne prawo. W praktyce może ono oznaczać bezkarność prezesów spółdzielni mieszkaniowych, banków spółdzielczych, a nawet dyrektorów przedsiębiorstw państwowych”.
Uznałem, że warto przypomnieć te wydarzenia z przełomu XX i XXI wieku, bo to wówczas do świata spółdzielczego trafił ważny przekaz, że branie łapówek, gdy dysponuje się środkami spółdzielczymi nie równa się braniu łapówek, gdy dysponuje się środkami publicznymi.
Miłośnicy przytulania korzyści majątkowych, którzy nie korzystali ze środków publicznych, mogli wówczas złapać wiatr w żagle.
Łapówki w obrocie gospodarczym po raz pierwszy w polskim prawie karnym zostały objęte penalizacją po uchwaleniu nowelizacji Kodeksu karnego z dnia 13 czerwca 2003 r., która wprowadziła art. 296 a k.k. Następnie, 24 października 2008 artykuł ten został jeszcze znowelizowany. Przepis pierwotnie wprowadzono do Kodeksu karnego na potrzeby akcesji Polski do struktur Unii Europejskiej, z założonym celem eliminacji patologicznych zachowań, które mogą wyrządzić szkodę majątkową podmiotom prowadzącym działalność gospodarczą.
I teraz należałoby zadać pytanie, czy założony cel został rzeczywiście osiągnięty?
O tym, że członkowie organów spółdzielni mieszkaniowych nie muszą czuć respektu przed znowelizowanym prawem, świadczyć mogą choćby śladowe liczby przestępstw notowanych w zakresie korupcji gospodarczej. Najwięcej czynów karalnych wypełniało znamiona z art. 228 § 1–4 kk, 229 § 3–4 kk. czyli artykułów, gdzie w grę wchodzą środki publiczne. Najwyraźniej działania podejmowane w celu zwalczania korupcji w sektorze prywatnym są nieudolne i dlatego dają niezadowalające efekty. W przypadku spółdzielni mieszkaniowych działania te wyglądają najsłabiej. Dlatego należy kierować wyrazy szacunku i gratulacje do przedstawicieli organów ścigania oraz wymiaru sprawiedliwości, dzięki którym wyjątkowo udało się zatrzymać nieuczciwych prezesów, członków zarządu lub rad nadzorczych spółdzielni mieszkaniowych, a następnie osądzić i skazać prawomocnymi wyrokami. Chapeau bas za wyjątkową skuteczność!
Od 1 października 2023 r. Członkowie Spółdzielni zyskali nowe uprawnienia. Teraz z naszej inicjatywy może być wszczęte postępowanie karne przeciwko Członkom Zarządu Spółdzielni, którzy narazili Spółdzielnię na szkodę. Przed nowelizacją, art. 296 § 4a k.k. stanowił, że jeśli pokrzywdzonym nie jest Skarb Państwa, ściganie przestępstwa określonego w 296 § 1a następuje na wniosek pokrzywdzonego. Tylko pokrzywdzony mógł złożyć wniosek, czyli w naszym przypadku Spółdzielnia, a Spółdzielnię reprezentuje przecież Zarząd. Czy znane są przypadki, żeby Zarząd sam na siebie doniósł do prokuratury i złożył wniosek o ściganie sprawców? Dopiero nowelizacją z 2023 r. dodano, że oprócz pokrzywdzonego wniosek może złożyć wspólnik, akcjonariusz lub udziałowiec pokrzywdzonej spółki lub członek pokrzywdzonej spółdzielni. Opisałem już wyżej, że jako członek SM „Zrzeszeni” w Poznaniu skorzystałem z ww. nowelizacji i złożyłem zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstw wraz z wnioskiem o ściganie sprawców.
Powyższa nowelizacja Kodeksu Karnego spotkała się ze sporą krytyką i jest oceniana jako wybiórcza i niekonsekwentna. Składający wniosek o ściganie nie będzie mógł skorzystać z uprawnień pokrzywdzonego, np. wnosić subsydiarnego aktu oskarżenia – o czym można przeczytać w Dzienniku Gazeta Prawna (36/2024 z 20.02.2024) w artykule zatytułowanym „Ustawodawca wybiórczo pomógł złożyć wniosek o ściganie przestępstw”.
A kiedy wreszcie doczekamy się nowelizacji Kodeksu Karnego, która skutecznie ukróci patologie w spółdzielniach mieszkaniowych?
W tym miejscu warto wspomnieć o ustawie z dnia 13 czerwca 2019 r. o zmianie ustawy – Kodeks karny oraz niektórych innych ustaw, którą Prezydent RP skierował do Trybunału Konstytucyjnego, a ten orzekł przed podpisaniem ustawy przez Prezydenta jej niezgodność z Konstytucją.
Ta nowelizacja mogła wiele zmienić, bo posiadała zapis:
§ 19. Osobą pełniącą funkcję publiczną jest:
4) członek zarządu, rady nadzorczej lub komisji rewizyjnej, prezes, dyrektor lub jego zastępca, prokurent, główny księgowy lub skarbnik w:
c) spółdzielni,
Niestety, Kodeks Karny nie został zmieniony w powyższym zakresie. W związku z tym, prezesi i członkowie zarządów spółdzielni nadal nie będą tak samo odpowiadać za dysponowanie prywatnymi środkami spółdzielców jak w przypadku dysponowania środkami publicznymi.
Czy Kandydaci, którzy przeszli do drugiej tury wyborów na Prezydenta RP, mają sensowne pomysły na skuteczne ukrócenie patologii w spółdzielniach mieszkaniowych? I nie chodzi tu o inicjatywy, które zakończą się na przymiarkach, albo na wprowadzaniu przepisów, które prezesi i członkowie zarządów będą mogli dalej lekceważyć. Tylko o konkretne zmiany prawne, które skutecznie zabezpieczą interesy majątkowe członków spółdzielni mieszkaniowych i sprawią, że jedynie uczciwi członkowie organów spółdzielni będą mogli spać spokojnie.
Z poważaniem
Tomasz Spychalski
Członek Spółdzielni Mieszkaniowej „Zrzeszeni” w Poznaniu,
Członek Rady Nadzorczej (dwóch kadencji, w latach 2015-2018 i 2018-2022)
Od 2015 roku, przed każdym Walnym Zgromadzeniem, piszę felietony satyryczne, w których staram się obnażyć i ośmieszyć patologie występujące w Spółdzielni Mieszkaniowej „Zrzeszeni” w Poznaniu. Moje felietony adresowane są do Mieszkańców Osiedla Przemysława w Poznaniu i mają przede wszystkim na celu zachęcenie Członków Spółdzielni do uczestnictwa w Walnych Zgromadzeniach, a także do kontrolowania poczynań władz Spółdzielni.
Dla zwykłych członków Spółdzielni, których Pani Profesor Łętowska nazwała najsłabszym ogniwem, jestem gotów naprawdę wiele zrobić. Walka o prawdę jest ekscytująca, ale trudna!
Jednak bez pomocy mediów nie uda się dokonać pozytywnych zmian.
Kanał zrzeszeni-info w serwisie YouTube
https://www.youtube.com/watch?v=4idd0hNNacA
Linki do dwóch artykułów w „Głosie Wielkopolskim”:
https://gloswielkopolski.pl/czlonek-spoldzielni-mieszkaniowej-w-poznaniu-zlozyl-zawiadomienie-do-prokuratury-na-jej-zarzad-w-tle-zaginione-dokumenty-i-dziwne-faktury/ar/c9p2-26679655
https://gloswielkopolski.pl/prokuratura-odmowila-wszczecia-sledztwa-w-sprawie-spoldzielni-w-poznaniu-trwa-batalia/ar/c1p2-27269509
Rafał Trzaskowski Karol Nawrocki POLSAT polsatnews.pl TVN24 tvN drama TVP1 tvp.info Telewizja Republika OficjalneZero Fakty TVN
W debatach przed pierwszą turą wyborów prezydenckich zapomniano poruszyć ważne problemy, które mogą zainteresować mieszkańców spółdzielni mieszkaniowych, czy...