01/09/2026
A oto cała transkrybcja tekstu o Budziwoju z Pisma dla narodu Polskiego w Ameryce
B u d z i w o j . Powieść z Dzwonka. Na ławeczce przed jednym dworkiem litewskim we wsi z Polską graniczącą, siedział staruszek blisko sto lat mający, przesuwając w ręku koronkę i pobożną sobie szepcąc modlitwę. A było to 2 lipca r. 1863 w sam dzień Matki Boskiej jagodnej, słońce prawie miało się ku zachodowi, gdy nadszedł oddział powstańców polskich, szukając odpoczynku i pokrzepienia po całodziennem strudzeniu swojem. Zarządził staruszek wszystkiem jak należało, bo w ręku jego był klucz od spiżarni wypytując się przy tern c.ekawie o szczegółach dnia zeszłego. Gdy po posileniu jedni na trawnisku spać się pokładli, drudzy dla bezpieczeństwa czuwali, był między tymi żwawy jeden dwudziestoletni młodzieniec, którego staruszek zagadnął. — A ty synu z daleka jesteś? Odpowiada chłopak: — Z tamtej części Polski od południa z okolicy Rzeszowa, i jestem synem chłopka jednego. Na tę odpowiedź zerwał się staruszek z ławeezki, i wyciągnął ręce ku niemu mówiąc: — A synu? bo i ja z tamtych stron je stem! Zkąd? Powstaniec mówi: — Z Budzi woj a Nie do opisania była radość starca spotkanie to dodało mu siły, i jął opowiadać całe koleje życia swego, jakimto on sposobem w tak dalekie dostał się strony. Oto mówi: — Jest już lat 80, byłem natenczas niewielkim chłopakiem zaledwie 10 lat mającym, gdy z dóbr tych z Białegostoku, zjechała do Tyczyna wdowa po Hetmanie Branickiin — a siostra króla Poniatowskiego, dla odebrania w dożywocie tamtych dóbr na Podgórzu leżących. Bawiła tam kilka tygodni, codziennie wyjeżdżała na spacer, a ja będąc podówczas za po gonicza do koni skarbowych, z nią je ździłem. Jednego razu, gdyśmy z kościo ła Budziwojskiego po mszy św. wracali, zagadnęła mię: * — Łukaszku! nie poszedłbyś do mnie w służbę? " " A ja na ro bez długiego namysłu, bo mi rodzice odumarli, a starszy brat zagrodę objął, rzekę: ,,z całą chęcią dobra pani“ i wr dni kilka wyjechaliśmy w cztery bryki z całym dworem, a ja powoziłem landarą, w której sama hetmanowa siedziała. Najpierw pojechaliśmy do Krakowa tam zabawiliśmy cały tydzień, tam byłem na zamku naszyeh wielkich królów polskich, zwiedziłem ich groby, 50 kościołów między tymi cudny kościół Panny Maryi. Zitamtąd wstąpiliśmy do Częstochowy, gdzie jest najsłynniejszy na całą Polskę kościół i klasztor u xięźy Paulinów z cudowi y.n obrazem Matki Bożej królowej naszej potem do Warszawy, gdzieśmy parę miesięcy się zatrzymali, i tam było się czemu napatrzyć, osobliwie pięknemu wojsku naszemu, nareszcie przed zimą stanęliśmy w Białymstoku, w której okolicy i dotąd zostaję. Pierwszą żonę miałem Polkę, a drugą Litwiukę, obie poczciwe kobiecięta. Miałem trzech synów, cztery córki, siedm wnucząt i dwóch prawnuków. Syn jeden i dwóch wnuków służyli wojskowo, i dzięki Bogu, laska Boża była zawsze ze mną i z mmi. Oprócz mnie przywiozła z sobą P- hetmanowa i dwie dziesięcioletnie sierotki z Budziw'oja: Zosię Dominównę i Jagusię Zuradzionkę, oddała je do garderoby, kazała je uczyć szyć i robót pięknych, a tak były pojętne i zręczna, że ich roboty mamy kilka pięknych ornatów w kościeie tutejszym. Jeden nawet ornat uszyły dla Budziwoja i posiały go przez jednego pielgrzyma, co po odpustach chodzi, ale że nie miał paszportu, i Niemcy go od komory wrócili. Nie wyszło lat kilka, z moich Budziwojek takie się hoże panienki wybrały, że aż tutejsze nie ra de im były. Poszły za mąż i dobrze się prowadziły. Jedna była za marszałkiem zamkowym, a druga za rządcą na fol Warku jednym. Bywaliśmy często u siebie. W lat kilka przybyło jeszcze kilkoao ludzi od Tyczyna, z tych jeden szczególnie Utkwił mi w pamięci, którego przygody- opowiedzieć ci muszę. Był nim P ie - trek Skoczylas z Budziwoja. Ten tu długo nie posiedział, zaciągnął się do naszego wojska. Chciano go do piechoty obrócić, ale on odrzekł: że Budziwojcy nie radzi, do piechoty tylko do koni spryt mają, prze szedldoułanów. Służył pod Kościuszką, Dą- ( browskim, Poniatowskim, był we Włoszech ! w Hiszpanii, w Egipcie, schodził nie mało I świata, zdrów i wesół, miał dwie szramy od cięcia pałaszem, ale z tem mu ładnie było, snuć że śmiało nieprzyjacielowi w oczy zaglądał. Wszyscy go szanowali, na starość inial dogodne miejsce przy kance lary i wojennej w Warszawie, i będzie ]uż lat 40 jak umarł. Przymęczył się starowina tem długiem opowiadowiadaniem, skinął na zamężną wnuczkę swoją, piastującą jego prawnuka, kazał przynieść buteleczkę miodu,p iczęstował mię, sam się pokrzepił, spoczął jeszcze chwilkę, i znowu tak dalej prowadził mowę swoją: — Ty synu może nie wiesz, co to dawniej znaczył Budziwoj? Była to wieś pierwsza na całą okolicę, wieś zamożna. Samych kmieci było tam czterdziestu .kilku, a miedzy temi wiele szlachty. Znane mi są niektórych nazwiska, które za pamiętałem, o drugich od starych słyszałem, a i w tutejszych : rejestracłi zapisani stoją. Tacj" byli Stoknick’ , Borowiec, Zarębski, Lasota Pudłowski, Paszkiewicz. Kurski, Stachurski, Jankowski. Głodowski Kurowski, Domino. Ostatniego dziadek nawet, wieś Hermanowę długi czas w dzierżawie trzymał. Ale bo też oni mieli coś do prawdy w sobie, jakby staropolska szlachta. Pogościć się, poradzić się, i znowu uraczyć się. Szczerzy przyjacielscy, usłużni, ale z nimi nie zarywaj, bobyś się z twojemi kośćmi nie obrachowai, tacy ambitni. Razu jednego zjechał hetman do Tyczyna i był na podwieczorku u Kotuli. W stodole przyjmował go kmiotek dobrym miodem i gospodarskim ehlebem. Oglądał cale jego gospodarstwo, i spodobały mu się cztery jego konie hulanki. Rzecze do niego hetman: — Wiesz co Kotula! sprzedaj mi twoje bułanki! Na to Kotula: — Nie mam ich na sprzedarz, ale skoro się panu hetmanowi podobają niech służą, proszę je przyjąć na pamiątkę odemnie. Nie było rady. — Dobrze mówi hetmam, ale pod warunkiem, żebyś mię sam niemi do Białegostoku odwiózł. — Zgoda — rzecze Kotul a— bywałem tum za młodu, jeszcze raz przed śmiercią tam się przejadę. Nazajutrz pojechali. Nie wyszedł na tem źle Kotula, przyprowadził natomiast jeszcze ładniejsze 4 gniade klacze z hetmańskiego stada, dano mu coś talarów na drogę, a jejmość hetmanowa piękne korale dla żony i dwóch córek. — Nie wiem, pyta się dalej staruszek powstańca: czy też noszą jeszcze Budziwojcy wysokie czerwone czapki z czarnym barankiem? I o tem warto posłuchać. Czapki te były oznaką ich odwagi i poświę cenią dla ojczyzny, czego nieraz dali dowód. Gdy przed 240 laty Tatarzy wtargnęli w naszą Polskę palili wsie i miasta i kościoły święte, i już spłonął Tyczyn, podsunęli się ku Budziwojowi, właśnie przed samym zachodem słońca podkładając ogień pod skrajne domy i stodoły, jakie na wzgórzu stały. W tem rzęsisty deszcz się puścił, i przeszkodził dalszemu szerzeniu się ognia. Budziwojcy co uszii ku Wisłokowi i w gęstej kiklinie się ukryli, patrzyli na to z daleka, co się w ich wrsi dzieje, truchlejąc i nie wiedząc coby począć mieli? Duch wstąpił w serce jednego już niemłodego gospodarza. i w te się do drugich odzywa słowa: — Bracia! na próżno nam tak stać i załamywać ręce. Patrzcie oto deszcz leje, Tatarzy pewnie pozasypiali. Podstąpmy cichaczem z siekierami i cepami, ‘ i uderzmy na nich z nienaeka, a nasza Matka Boska Śnieżna dopomoże nam. Zgodzili się wszyscy na jedno, sto czterdzieści chłopa ich wyruszyło przed samą północą, waląc po łbach każdego co napotkali. Natlukłi tego nie mało, nim się poprzebudzali Tatarzy, nużże w odwrót ku Tyczynowi, myśląc że liczne wojska przeciw nich wystąpiły, i już się więcej nie poważyli na Budziwoj uderzyć, zostawiwszy 50 koni pięknych; któremi się gospodarze podzielili. Pod kościółkiem ich tlał ogień podłożony ale przygasili go. Później znowu Węgier jeden Rakoczy wpadł z wojskiem do Polski a i w ten czas dwudziestu młodych Budziwojców przyłącz) to się do wojska księcia Lubomirskiago z Rzeszowa i ku Łańcutowi nieprzyjaciela gnali. Pokazała się i czereda Kozaków w tamtych stronach, raz się tylko z Budziwojem zmierzyli, i więcej z czerwonemi czapkami spotykać nie chcieli. 1 mnie to cieszy, że z takiej wsi pochodzę. I zanucił sobie starowina piękną zwrotkę zapewne od dawna złożoną: Kodem jestem z Budziwoja, Z poczciwego ojca Gliwy, — 7 Borowcówna matka moja, A i tan ród był poczciwy. Kochał Boga ziemię swoją, dak przystoi na Polaka, W chatce jego gości roje, Niepommąt i żebraka* Koguty na północ zapiały, zabierali się nasi by odejść dalej. Starowina wydobył z kieszonki medalik z Matką Boską Częstochowską, zawiesił go na piersi mojej, błogosławił, i gdym całował ręce jego domówił: A gdy przyjdzie do spokoju, I zawitasz w Budziwoju, Pozdrów wszystkich cd Łukasza Tak jak każe wiara nasza, Od starego ich rodaka, Katolika i Polaku! Wyruszyliśmy spiesznie, i od wrót je szcze odwracając się, widzieliśmy jak starzec wzniósł ręce ku niebu i błogosławił uas. Co się dalej stało, doczytacie i dowiecie się z listu pisanego do owego Łukasza Gliwy, który wam tu w odpisie udzielam: LIST. Miech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Szanowny Panie Łukaszu! Dałem wam słowo za powrotem do domu opisać wszystko, coście wiedzieć radzi byli. Opóźniłem się z pisaniem, bom odprawił pielgrzymkę do ziemi świętej, gdziem was i waszą familię, panu .Jezusowi w modlitwie polecał. Na tej pielgrzymce zeszedł mi rok cały, i dopiero przed kilkoma tygodniami do swoich wróciłem. Po rozstaniu się z wami jeszcześmy śpiących zastali, uprzedziliśmy ich, bo oni nazajutrz na nas natrzeć mieli, i dobrześmy na tem wyszli. Biłem się do samego ostatka. Bóg unię przy życiu i zdrowiu zachował. Matka Najświętsza,' której medalik z błogosławieństwem na piersi zawiesiliście mi, chroniła mię od wszelkiego nieszczęścia. Wnuczce waszej pani Józefowej rączki całuję, i dziękuję za ów bochenek chleba, i spory kawał słoniny, co mi do torby wsunęła. Nie spostrzegłem _się aż w drodze, że mi coś ciężyło. Oj pizydało się nam też przydało, smacznieśmy z towarzyszami spożyli W Budziwoju dotąd nie byłem, bo mi nie było na rękę, spisałem tylko wszystko na papier, i do wydrukowania w Dzwonku podałem skąd się o wszystkiem ; dowiedzą, jak czytać będą. Miałem jednak sposobność spotkania się z dwoma gospodarzami z tamtej okolicy, i wywiedzenia się o wszystkiem, o czem wam dla waszej ciekawości donoszę. Oto pokolenie młodsze trzeźwo i statecznie się prowadzi. mierzi ich tylko, że jedna piękna rola przed kilkunastu laty w skutek zapijania się pewnego człowieka w ręce szynkarza żydowskiego przeszła. Jest to dla nich przestrogą, by się strzegli od sideł podobnych. Kościółek » swój stary schludnie utrzymują, ale o tem coście mi mówili, że jakaś kmiotka Rogowa z swego grosza inny wymurować zamyślała, nie tu o tem nie słychać. Pobożność jest u ludu chwalebną, dla kościoła chętni, xięźom życzli. wi, na weselach zamożniejsi radzi ich za. praszyją óo siebie, racząc ich i goszcząc z szczerością serca. Zastawa w tenzzas aa stole bywa z cukierni, wszystko z pańska jak się patrzy. Do czytania książek wielką mają ciekawość, trudniejsze nawet książki czytają i pojmują. Dla waszej wiadomości wymieniam niektórych po na zwisku, co na to zasługują, a może są i 7. rodu waszego, co was ucieszy, jako to: Kyc Marcin, Gliwa Adam, Borowiec Wawrzyniec, Gliwa Tomasz, Skoczylas Marcin, Prędki Józef, Warzecha Paweł, Kąkol Marcin, Misiuda Józef, i wielu innych. Szkoła jest w miejscu, dzieci się wszystkie uczą. i jest nadzieja w Bogu, jak tak dalej pójdzie, że nie przejdzie lat 10, ta wieś inr.e wyprzedzi, i za przykład drugim służyć będzie. Wiele zależy od wójta, jak się jaki uda, a tutejszy właśnie jest za szkołą, nazywa się Kotula. Może to jest prawnuk tamtego Kotuli, co h e t mana u siebie przyjmował, i konie mu podarował? W okolicy Rzeszowa jest w ię cej takich wójtów i gospodarzy, co są za szkołami i za chwalą bożą, warto wymienić ich nazwiska, im dla pochwały a dla zachęty drugich, Skotnicki z Sluciny, Borek Jędrzej z Staromieścia, Jopek stary z synem i Kliinaszek z Kieluawny, Czarnota z Blędowy, Michał Szuwagiel z Trzebowniska, Piotr Pacześniak z Drabiniauki Różański z Ruskiej wsi, i wielu innych. Dobrzeby było, gdyby i z innych stron podawali do wiadomości imiona gospodarzy i wójtów' pod tym względem zasługujących się. W' nadziei, że mi ten list odpiszecie, i dacie o sobie wiadomość całuję z uszanowaniem ręce wasze. Wdzięczny Wawrzek z pod Rzeszowa. Dnia 2go Lutego 1865 w dzień MP. Gromnicznej. W miesiąc otrzymałem odpowiedź od pani Józefowej, ze list mój zastał jeszcze orzy życiu Łukasza Giiwę, kilka razy kazał go sobie odczytywać, mnie i Budziwojskich pozdrowić polecił, i dnia 4go w Panu Bogu zakończył świątobliwe życie swoje. Racz Panie! przyjąć duszę jego do naświętszej chwały swojej! W a pod icrzek z Rzeszowa.