23/03/2025
O PAŁACU cz.2
Poczynając od czworobocznej wieży, stanowiącej niejako centralny punkt budowli, szły ku rubieżom pagórka przeguby dachów, kryjąc w swych pojemnych wnętrzach różnorakie korytarze, izby i alkierze. Mnożyły podcienie i tarasy, tworząc go większym, niż by wskazywały na to wstępne oględziny.
Pałac zdawał się być idealnie zestrojony z otaczającymi ją zewsząd potężnymi dębami, bukami i kasztanowcami, które czuwały nad jego snem, utrzymując w nieświadomej hibernacji. Tylko niegdysiejszy trakt, którym dostarczano z miasteczka przeróżne towary, utraciwszy swoją przydatność, znikał z wolna pod warstwą traw i mchu, pozostawiając światu anonimowy wyrys bliźniaczych kolein. Tam też można było natknąć się na zwalone drzewa i pokaźnej średnicy korzenie.
Posiadłość stanowiła namacalną oznaką z dawna przebrzmiałej chwały, ale wystarczyło ledwie kilka minut, by człowiek skłaniał się ku przekonaniu, że to, co pierwotnie brał za niezłomną strzelistość, bujną przestronność, jest niczym więcej, niźli iluzją, kuglarską sztuczką, zręczną zabawą perspektywą. Pod naporem wzroku, silne kąty zdawały się wykotwiać i rozszczepiać w drzazgi, a zerwane z niewidzialnej uwięzi linie flaczały i gięły się w parabole, topniejąc niczym gorący wosk. Początkowy zachwyt nad niewzruszalnością budowli, ulatniał się równie szybko, co się pojawiał. A jakby tego było mało, cała konstrukcja zdawała się drżeć, niby w febrze, niezależnie od tego, czy dzień był ponury i zimny, czy ciepły i słoneczny. Spirale rozgrzanego powietrza, przesuwające się lubo po elewacji, lizały rozliczne zakamarki, wzmagając owe dreszcze, tyleż samo ekscytujące, co i bezzasadne.
Nie wiedzieć czemu, dom nie starał się ukryć owej słabości. Może zwyczajnie nie był taki... wszechpotężny i niezniszczalny. W końcu był wytworem ludzkich rąk, a jak wiadomo, dzieła ludzkich rąk pozostawiają wiele do życzenia, zwłaszcza w zakresie swojej rzekomej doskonałości. A może tylko zwodził, bawił się ludzką łatwowiernością? Trudno rozstrzygnąć która teza jest tą prawdziwą. Może żadna, a może każda z nich po trochu. Jedno wydaje się byś pewne; nosił w sobie ogromną potrzebę posiadania człowieka na wyłączność. Póki co, nikogo odpowiedniego jeszcze nie znalazł, ale głód dojrzewał z każdą przychodzącą tu osobą i znać już było wielką niecierpliwość, by owe pragnienie zaspokoić.
Zupełnie inaczej rzecz miała się z budynkiem będącym swego czasu stajnią...