04/09/2026
Pierwszy tydzień po urlopie za mną. I naprawdę byłam z niego dumna. 💙
Półtora tygodnia wystarczyło, żeby głowa odpoczęła, baterie się naładowały i żebym wróciła do pracy z nową energią. 🔋✨
Dużo zrobiłam, poznałam świetnych ludzi, ogarnęłam biurokrację, która od dawna spędzała mi sen z powiek.
W piątek około 16:30 siedziałam naprawdę zadowolona i pomyślałam sobie: to był dobry tydzień. 💙
Spokojna głowa, sporo załatwionych spraw i poczucie, że po urlopie wróciłam dokładnie z taką energią, jakiej potrzebowałam.
I ten spokój trwał mniej więcej… 15 minut. 😂
Bo około 16:45 zadzwonił telefon, który skutecznie go zaburzył.
Dzwoni właścicielka jednego z domów, które mamy w sprzedaży. Zadowolona mówi mi, że ma klienta „z polecenia”, który chce w sobotę obejrzeć nieruchomość.
Mówię jej, że w czwartek kontaktował się ze mną klient, który też chciał oglądnąć w sobotę, ale niestety nie dam rady.
Proszę o przesłanie jego nr.
Patrzę.
No proszę. Pan „OK”. 🙃
Ale żeby zrozumieć, dlaczego ten jeden numer telefonu tak szybko zmienił mój nastrój, musimy cofnąć się o jeden dzień.
Do czwartku.
Czwartek, godz. 18:39.
Dostaję SMS-a z pytaniem, czy jest możliwość obejrzenia tego domu w sobotę.
Odpisałam, że niestety nie – nasze biuro pracuje od poniedziałku do piątku.
Bo czasem po prostu mamy już coś zaplanowane. Mamy swoje sprawy, rodziny, zobowiązania i plany, których nie zawsze możemy – i nie zawsze powinniśmy – przekładać tylko dlatego, że komuś akurat pasuje sobota.
Odpowiedź?
„OK”.
Tyle.
I wtedy jeszcze nie wiedziałam, że następnego dnia ten sam numer telefonu wróci do mnie zupełnie inną drogą.
Jak się okazało, po mojej informacji, że w weekendy nie pracujemy, Pan postanowił sam znaleźć właścicielkę nieruchomości.
Mimo wszystko próbuję się z nim skontaktować.
Dzwonię kilka razy – nie odbiera.
Piszę więc wiadomość, że wiem, że był już pod domem, rozmawiał z właścicielką i chce w sobotę obejrzeć nieruchomość. Proszę o kontakt, ponieważ chciałabym zmienić godzinę spotkania na taką, która będzie dogodna również dla mnie.
Bo skoro sytuacja się zmieniła, chciałam znaleźć rozwiązanie.
I wtedy zaczyna się robić naprawdę ciekawie.... 🙃
Zamiast oddzwonić do mnie, Pan kontaktuje się z właścicielką i informuje ją, że biuro do niego wydzwania, a on nas nie potrzebuje.
Później odpisał mi, że sam znalazł bezpośredni kontakt z właścicielką, a: „Agencja nie wykonała na moją rzecz żadnej usługi”.
No i tutaj przyznam – zagotowało mnie.
Oczywiście – Pan nie podpisywał z nami umowy.
Ale do tej konkretnej nieruchomości trafił dzięki ofercie przygotowanej i opublikowanej przez nasze biuro.
Przy ofertach na wyłączność podajemy lokalizację nieruchomości. Publikujemy zdjęcia domu, działki i otoczenia, często również materiały z drona. 📸🏡
Więc tak – można na podstawie naszej oferty znaleźć konkretny dom, pojechać na miejsce i dotrzeć bezpośrednio do właściciela.
I Pan dokładnie to zrobił.
Nie mam potrzeby udawać, że było inaczej.
Tylko nie mylmy samodzielnego dotarcia do właściciela z tym, że całą nieruchomość znalazło dzięki pracy biura... Bo naprawdę nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, żeby na podstawie gotowej oferty trafić pod wskazany adres. 😉
Pan znalazł efekt czyjejś pracy.
Zanim ogłoszenie pojawi się w Internecie, ktoś musi pojechać na nieruchomość, obejrzeć ją, zrobić inwentaryzację, sprawdzić dokumenty, przeanalizować plan miejscowy, zweryfikować informacje, wykonać zdjęcia i materiały z drona, przygotować opis i opublikować całą ofertę.
I przepraszam, ale to naprawdę zajmuje trochę więcej czasu niż wpisanie kilku słów w Google. 😉
Później dostałam jeszcze pouczenie, że umowa na wyłączność Pana nie wiąże, bo została zawarta pomiędzy właścicielką a biurem.
Tak.
Umowa na wyłączność reguluje relację pomiędzy właścicielką a biurem.
Ale właścicielka właśnie po to powierzyła nam sprzedaż swojej nieruchomości, żebyśmy przeprowadzili ją przez cały proces.
Bo moja praca nie polega na przyjechaniu na prezentację, otwarciu drzwi i powiedzeniu: „Tu jest kuchnia, a tam łazienka”. 😉
Mnie przede wszystkim zależy na bezpieczeństwie transakcji. 🔎📄
Chcę przekazać zainteresowanemu wszystkie informacje, które posiadam. Nie tylko te, które dobrze wyglądają w ogłoszeniu.
Chcę, żeby wiedział, co kupuje. Żeby znał stan prawny, dokumenty, ograniczenia i wszystkie kwestie, które mogą mieć znaczenie przy podejmowaniu decyzji.
Bo ostatnią rzeczą, jaką chcę kiedykolwiek usłyszeć po sprzedaży, jest: „Ale mnie nikt o tym nie poinformował”.
Dlatego sprawdzam. Pytam. Analizuję. Czytam dokumenty. Tłumaczę.
Czasami pewnie do znudzenia. 😉
Bo pracuję dokładnie w taki sposób, w jaki sama chciałabym zostać obsłużona, gdybym to ja kupowała nieruchomość.
Chciałabym wiedzieć, co kupuję. Chciałabym znać stan prawny i ograniczenia. Chciałabym wiedzieć o rzeczach, które mogą mieć znaczenie nie tylko dzisiaj, ale również za kilka lat.
I chciałabym mieć obok siebie człowieka, któremu nie zależy wyłącznie na doprowadzeniu do podpisania aktu, ale przede wszystkim na tym, żeby transakcja była bezpieczna, a obie strony wiedziały, na co się decydują. 🤝
Dlatego właśnie zdanie: „Agencja nie wykonała na moją rzecz żadnej usługi” tak mnie zirytowało.
Bo czasami największa część pracy pośrednika została wykonana, zanim osoba zainteresowana w ogóle zadzwoni w sprawie ogłoszenia.
Ja naprawdę bardzo lubię ludzi. I bardzo lubię swoją pracę. 💙
Ale nie lubię braku szacunku.
Nie lubię kłamstwa.
I właśnie tutaj dochodzimy do rzeczy, która chyba zirytowała mnie najbardziej.
Nie sama sobota... Bo naprawdę rozumiem, że ktoś pracuje od poniedziałku do piątku i sobota może być dla niego jedynym wygodnym terminem.
Tylko że ja też pracuję. I też mam swoje godziny pracy.
Jeżeli fryzjer pracuje od poniedziałku do piątku, to nie przychodzimy do niego w sobotę, nie siadamy pod zamkniętym salonem i nie uznajemy, że skoro nam akurat dzisiaj pasuje, to powinien przyjechać i nas ostrzyc. ✂️😉
Jeżeli mechanik ma warsztat zamknięty w weekend, to nie stawiamy mu w sobotę samochodu pod bramą z założeniem, że skoro my mamy wtedy czas, to on również powinien go dla nas znaleźć. 🔧🚗
A pośrednik???
Pośrednik też ma godziny pracy. Ma rodzinę, swoje plany i – uwaga – czasami nawet wolną sobotę. 😅
I żeby było jasne: gdyby Pan zadzwonił i powiedział, że w tygodniu naprawdę nie ma możliwości, ale bardzo zależy mu na obejrzeniu domu w sobotę, prawdopodobnie zaczęłabym kombinować, jak to zorganizować... Bo robiłam tak już nieraz.
Tylko do tego potrzebna jest rozmowa.
Dogadanie się oznacza, że szanujemy czas obu stron, a nie że jedna osoba wybiera sobie termin, a druga ma się do niego po prostu dostosować.
I właśnie o to w tej historii chodzi.
Nie o sobotę.
O zwykły szacunek do czasu drugiego człowieka. 💙
Można nie chcieć obecności biura. Można mieć własne zdanie o pośrednikach. Można nawet uważać, że są niepotrzebni.
Pan wyraźnie zaznaczył, że nie życzy sobie mojej obecności – więc na tej prezentacji mnie nie będzie.
I jeżeli korzystamy z przygotowanej przez kogoś oferty, zdjęć, lokalizacji, informacji i całej pracy wykonanej wcześniej, to nie mówmy później: „Ja wszystko znalazłem sam”.
Bo można samemu znaleźć właściciela.
Można samemu trafić pod właściwy adres.
Ale informacje, które do tego adresu doprowadziły, nie wzięły się znikąd.
Temu Panu życzę tylko jednego:
żeby kiedyś spotkał siebie w drugim człowieku.
A nam wszystkim trochę więcej wzajemnego szacunku, wyrozumiałości i zwykłej ludzkiej życzliwości. 💙
Ludzie, serdeczności. 💙