Bywam w Kropce

Bywam w Kropce Pamiętnik z zakochiwania się, zaprzyjaźniania a w końcu - zakupu i renowacji stanovanja w Kropie.

Ideal kobiecości, czyli co można znaleźć w śmietniku.- W tym idziesz? - wypowiedział zakazane zdanie mój kumpel z Primor...
30/08/2026

Ideal kobiecości, czyli co można znaleźć w śmietniku.

- W tym idziesz? - wypowiedział zakazane zdanie mój kumpel z Primorskiej. Należy do grona miłośników Kropy; zwykł przyjeżdżać na jeden dzień, by po tygodniu orientować się, że znowu się zasiedział. W sposób zdecydowanie konsensualny - oraz z korzyścią dla rozmaitych sprzętów domowych, sąsiadów i mojej psychiki (analiza biograficzna ft. Naprawa sprzętów AGD).

- Owszem, tak idę. Mam zamiar dziś po prostu pozbyć się tej półki.

- Żadnego nurkowania w śmieciach...? - dopytywał z niedowierzaniem B.

- Żadnego. Muszę skupić się na pracy, a wiem że jak zacznę, to końca temu nie będzie.

- Rozumiem. Chociaż na tyle, na ile się znamy, to już składam kondolencje tej ślicznej, czyściutkiej sukience.

Pół godziny później sterczałam głową do dołu, ledwie wystając ze śmietnika. B. Pospieszył mi z pomocą, nurkując obok mnie, zbrojny w pożyczone od pracownika Komunali Radol'ca grabie.

W tej sposób zdobyliśmy wiele skarbów - w tym nowiutką bieliznę de luxe (o wiele na mnie za małą, ale na szczęście znam kobiety o różnych wymiarach), idealnie pasujące na mnie obuwie górskie, dwa znakomite termosy i wiele innych. Co ciekawe - te śmietników fanty Borut podsumował słowami: wow, tego chyba potrzebuje kobieta ze słoweńskich fantazji. Jedwabne pantalony, górskie obuwie oraz dwa solidne termosy.

I porządne skarpety.

Gdy Borutowi udało się już naprawić znaleziony w śmieciach rower, wspięliśmy się na górkę, by tam tarzać się w luksusach i znajdować predmeti, których szukałam od dawna.

Ręcznie robione kropskie świeczniki. Taniutkie talerze z Bolesławca.

Przemiła sprzedawczyni, Vesna, puściła oko do Boruta, bezgłośnie mówiąc: 'wygraliście los na loterii!'.

On ładował, ja negocjowałam. Zarówno przy kropskich precjozach, jak i Bolesławcu domagałam się zniżek - za kraj pochodzenia i miejsce zamieszkania.

Dostałam obydwie. A tych cudownych kolegów ze Słowenii, których można znaleźć w śmieciach... Los zesłał mi za friko.

Byron nasz codzienny, czyli mgła schodzi w dolinę.Z zewnątrz mogę się wydawać pozytywistką, że niby biorę, robię i cześć...
26/08/2026

Byron nasz codzienny, czyli mgła schodzi w dolinę.

Z zewnątrz mogę się wydawać pozytywistką, że niby biorę, robię i cześć.

W Kropie idzie mi łatwiej niż w dotychczasowych miejscach pobytu, gdzie często pracowałam na jałowym biegu. Uważałam, że nie można się rozpraszać w trakcie pracy, bo jakieś bliżej nieokreślone 'coś' człowieka pokara.

Żyłam w stanie zmartwionej gotowości. Uważałam, że bezpieczniej szykować się na najgorsze, niż przyjrzeć najlepszemu, które czeka pod nosem.

A w tej naszej Kropeczce mam taki luksus, że sama nie wiem, kiedy pracuję - owszem, może na długim spotkaniu online trochę mnie świerzbią kopytka, żeby gdzieś wbiec, ale z drugiej strony...

Fakt, że mogę nie kiwnąwszy palcem obcować z tymi cudami architektury i natury... Ech.

A to zbliżanie się w stronę jesieni, zmiana aury, która u nas wieje Leśmianem...

Dech w piersi zapiera, dosłownie.

Jednak podobnie jak z Wokulskim, co to nie wiadomo, czy był romantykiem czy pozytywistą, i we mnie drzemie żyłka twardo stąpającego po ziemi kupca.

Tydzień temu w okolicach C-baru leżała pięknie ułożona sterta obiektów - raczej obstawiałam przeprowadzkę (wszystko zabezpieczone), niż wywóz odpadów.

Przychodzi Živko - stały rezydent baru, człowiek wesół i kulturalny (mimo pasji do kielonka).

- Co tam, Aleksandro, rozglądasz się? - zagaja, widząc że nurkuję w lesie intrygujących przedmiotów.

- Taaak, bo to... O JAKIE PIĘKNE! - buczę na widok maszyny-do-doprawdy-nie-wiem-czego.

- To śmieci - mówi Matjaž, wyłaniając się z lokalu (co potwierdza moją tezę, że ma przy barze monitoring).

- Serio?! Nie sądzę.

- Miiiha! - pohukuje M. a z dwóch okien nad nami wyłaniają się dwie głowy - Mihy i jmałżonki.

Potwierdzają, że mogę brać co chcę.

W drodze do domu sprawdzam wartość cudownego wazonu 'Chusta'. Gdyby mnie pokarało - mam za co żyć.

W sprawie tajemniczej maszyny jestem romantyczna - nie chcę jej przepuścić przez G-lens.

Chcę żeby znalazł się człowiek, który rozpozna jej przeznaczenie.

W co się bawić, w co się bawić...Czyli co zamiast telewizji.Czasem zapytujecie mnie, czy te 'idealne kozice' - tak bowie...
25/08/2026

W co się bawić, w co się bawić...

Czyli co zamiast telewizji.

Czasem zapytujecie mnie, czy te 'idealne kozice' - tak bowiem odmalowuję słoweński naród - mają aby jakieś wady?

(Nie pozwólcie, żeby ten post ktoś przetłumaczył Zoranowi - jako Słoweniec o bałkańskich korzeniach nie znosi stereotypów. Gdy zaczynam zdanie od 'to jest właśnie różnica między Polakami a Słoweńcami, że...' przewraca swoimi orzechowo-migdałowymi oczami)

Mam patologiczną skłonność do generalizacji, którą staram się ujarzmić na dwa sposoby:

1. Czytając badania (powstało kilka prac o Słoweńcach i ich narodowych zadach i zaletach!)

2. Pytając u źródła. Dopytując znajomych: ej, jakie macie przywary, gremialne nawyki?

Parę rzeczy się powtarza. Jedną z nich jest obsesja na punkcie tego, co się dzieje u sąsiada (Slavoj Žižek, najbardziej bodaj znany Słoweniec v svetu, czasem przywołuje tę skłonność w wykładach).

Co jeszcze zabawniejsze - przyjmuje to formę plotek (niekoniecznie niepochlebnych), podług których zostałam Zoranowi zaanonsowana jako 'polska (czy tam czeska) rodzina co jeździ passatem'.
..nie muszę dodawać, że to było audi A6 C5, prawda...?

Dość, że patrzy się tu przez okno i dywaguje może nie długo (Gorenci są raczej lakoniczni), ale na pewno namiętnie.

A ja nie tyle to przejmuję - we mnie gapienie się przez okno zawsze tkwiło, i uwielbiam ten ruch w interesie, który mamy w naszej dolinie.

O tym, jak ostatnio uratowałam Bogu ducha winnego Hiszpana przez wzięciem udziału w libacji sąsiada ze skosu (niegdysiejszego kowala-geniusza, dziś: głównie alkoholika) będzie inną razą, dziś garść fotek pt. 'wszyscy kochamy wielkie maszyny'.

Spójrzcie na moje nastoletnie sąsiadki.

Oraz na sąsiada, którego pasję względem obserwacji (podzielam ją skądinąd!) określę terminem non-apologetic:

Najpierw siedział 0,5h na naszych schodach (proponowałam mu czerwone krzesełko).

Potem wyciągnął telefon.

A następnie udał się do Mlinotestu po piwo, z którym następnie wrócił na punkt obserwacyjny.

Uderz w stół, a zawiasy się odezwą, czyli Marshall w Kropie.Jak większość osób na spektrum, wielu rzeczy uczę się na pam...
22/08/2026

Uderz w stół, a zawiasy się odezwą, czyli Marshall w Kropie.

Jak większość osób na spektrum, wielu rzeczy uczę się na pamięć; ich natura jest dla mnie zagadką.

Przykładem jest moda. Od zarania życia miałam z nią kłopoty i byłam obiektem szyderstw (szkoła) lub troski (osoby bliskie). Nie wiedziałam, że dres z Garfieldem nie jest ostatnim krzykiem mody AD '99 (część moich koleżanek zaczęła już odsłaniać brzuchy na wzór Britney), ale też byłam w stanie nie zauważyć plamy barszczu na rękawie, czy ziejącej na samiuśkiej tyli spodenek dziury.

W Słowce odetchnęłam z ulgą. Oni tu są z modą nie tyle na bakier, co wydaje się ona nie istnieć - raj! Ubieram się teraz głównie w ciuchy po babci Janeza oraz stroje sportowe.

Nie to, że techniczne. Coś między piżamą, dresikiem a strojem roboczym - niektóre z tych ubranek dostałam jeszcze od niedoszłego teścia, ojca Złotowłosego (nie pytajcie, czemu ów człowiek miał garaż pełen bawełnianych dresowych spodni z przeceny, ale uznałam to za znak, że całe życie przygotowuje się na synową w rozmiarze 38/40). Piorę je u Evy lub Zorana (pralki dorobię się zapewne w roku 2028) i tak sobie żyję, jak pączek umorusany masłem.

Ale czasem mnie najdzie, by wyglądać jak milion dinarów.

Tak było tydzień temu - miałyśmy z Evą ciąg spotkań: od lokalnego sanepidu, przez księgową i inkubator przedsiębiorczości.

Uznałam, że warto przyodziać skórę rekina, czy może raczej - orki biznesu.

Wracamy do Kropy; Eva pyta, czy mnie zawieźć pod dom (mieszkam od niej 6 minut z buta - ale płaskiego). Zgadzam się skwapliwie, bo mam obcasy, i w ogóle czuję się tak piękna, że powinno się przede mną rozwijać rdeči tepih.

Kołysząc biodrami wchodzę od podwórka...

Hiperaktywna, 77-letnia Helena, z którą czasem tniemy drwa, woła za mną, że jej drzwi w drewutni wypadły z zawiasów i mamy je założyć. A tak w ogóle, to jeszcze młotkiem by coś podziałać, bo ona tak wysoko nie sięga.

Jeśli się zastanawiacie, w jakim stroju tydzień później spotkałam TEGO sąsiada...

Czy wszystko jest kwestią organizacji, czyli oko w oko z bawołem.Raz-dwa razy do roku staram się odwiedzać rodzinną wini...
18/08/2026

Czy wszystko jest kwestią organizacji, czyli oko w oko z bawołem.

Raz-dwa razy do roku staram się odwiedzać rodzinną winiarnię Šosterów, położoną w bajkowym regionie Jeruzalem.

Zasługuje on na osobnego posta, a dziś, po powrocie do pracy przy kropskim oknie, chciałam przekazać Wam dwie informacje:

1. Jest w Słowenii (nieopodal winnicy Šosterów, tylko dlatego tam trafiłam) bezpłatny, znakomicie zorganizowany rezerwat, w którym można zobaczyć bawoła wodnego oraz ponad dwieście gatunków ptactwa (warto mieć lornetkę! Myśmy nie miały, z uwagi na spontaniczność wycieczki. I tak prawie uderzyłyśmy w płacz, gdy na horyzoncie zarysowała się majestatyczna bawola sylwetka)

2. Nie wszystko w życiu jest kwestią organizacji.
Piszę o tym pod wpływem - jak zawsze ciekawej - rozmowy z Pavlem.
Rozmowy o tym, jak człowiek chce wlać całe serce w pracę (szkolenia, telefon zaufania, winnicę, sprzedaż koncertów, podstawcie swoje dane życiowe), a jednocześnie kawałek tego serca i kalendarza przeznaczyć na rozwój kompetencji muzycznych...

Jednocześnie remontując czy od zera stawiając domy czy biznesy, dbając o życie rodzinne, własne szwankujące zdrowie, gasząc pożary (również dosłowne), walcząc z toczącą winorośl rumenicą, przekonując rozmaite urzędy, że nie jest koniem.

'Może tego jest po prostu za dużo, a może jednak to wszystko kwestia organizacji...' - padło w pewnym momencie.

Powiadam Wam, z mojego parapetu: nie wszystko.

Potrzebujemy nie tylko spać, ale brać pod uwagę SWOJE OGRANICZENIA. I najchętniej całą tę propagandę o podbijaniu świata, jak się wstanie o 5 rano wyrzuciłabym przez okno.

Mimo, że często wstaję o 5 rano. Wiecie po co?

Żeby w ciągu paru godzin uporać się z pierwszą porcją pracy, a potem udać się na lekturę połączoną z drzemką. Wyłączyć się na czas jakiś, zanim przegrzeją mi się styki.
Wczoraj w miejsce Morfeusza wskoczył bawół wodny.

I powiem Wam - warto. Nie wymaga to żadnej organizacji; żadnych biletów i umawiania się.

Ps. Byłyśmy tam prawie same!

Pierwszy raz w historii tego bloga usunęłam post - widząc, że nie nadążam z kasowaniem i zgłaszaniem osób prześcigającyc...
13/08/2026

Pierwszy raz w historii tego bloga usunęłam post - widząc, że nie nadążam z kasowaniem i zgłaszaniem osób prześcigających się w wyzwiskach.

Chciałabym, żeby ten blog był, tak jak do tej pory, bezpieczną przestrzenią na gawędę o życiu w rozmaitych jego wymiarach i odsłonach.

A skoro o odsłonach mowa, to widać, że te wzrosły, gdy wrzuciłam jedno z wielu zdjęć, na których w stroju Ewy wystaję nad jakimś akwenem.

Pływanie na golasa jest - podobnie jak wstawanie o 5, regularne chodzenie po górach, oglądanie Slavoja Žižka, hobbystyczne skuwanie tynku, in tako naprej...

Ważną, zdrową częścią mojego życia.

Będę się nią dzielić na łamach tego bloga, szczególnie że niedawno po raz pierwszy byłam na oficjalnej plaży nudystów (FKK, na chorwackiej wyspie Rab) i rzadko kiedy czułam się tak bezpieczna, jak tam.

Nikt tam nikogo nie wpychał w rolę obiektu keksualnego. Nie wpatrywał się pogardliwie w nagą, wiosłującą na SUPie 80latkę, nie taksował wzrokiem młodych kobiet i mężczyzn tak, jakby szukał ofiary.

Nie wiem, co tak wzburzyło tamtych panów, sugerujących, że powinnam 'znaleźć sobie normalną pracę, zamiast świecić do***', ani piszących o tym, że i tak nie mam czego zasłaniać.

Oni raczej nie odpowiedzą, ale Was, czytelnicy, mogę prosić o szczerą odpowiedź: czym dla Was jest nagość wśród natury? Szokuje, zachwyca, wzbudza zazdrość, czy może Wam to lata, niczym kobaltowe ważki nad taflą Bohinju?

Przykro mi, że wraz z postem zniknęły liczne piękne i wnikliwe komentarze.

Tyn razem publikuję tę fotkę nie w wersji rozmytej, ale standardowej - w kostiumie kąpielowym. Nie dostąpił zaszczytu kąpieli w Bohinju, to se go narysowałam. Mam nadzieję, że w tej odsłonie ta pamiątkowa fotka nie wzbudzi aż tak skrajnych emocji.

Ich natura pozostaje dla mnie zagadką - ale czytałam Hobbesa i nigdy nie miałam poczucia, że 'z każdym się dogadam', a świat jest miejscem dobrym i bezpiecznym.

Jednak chciałabym, żeby taki był ten, starannie wybrany, zakątek Słowenii i internetu.

Małe kobietki i takież krzesełka, czyli jakie owoce wydał brak winiety.Jako wczesna nastolatka zaczytywałam się nie tylk...
08/08/2026

Małe kobietki i takież krzesełka, czyli jakie owoce wydał brak winiety.

Jako wczesna nastolatka zaczytywałam się nie tylko w Tolkienie, Sienkiewiczu, Louisie, ale i w 'Małych kobietkach'.

Które były o tyle super, że tytułowe k. były bardzo różne. Ruchliwe, pyskate, ciche. Mściwe czy wyrozumiałe, marzące o potomstwie lub karierze, itn.

Jedna z nich miała na imię tak, jak towarzyszka, z którą podbijamy kolejne wodospady i wzniesienia, a przede wszystkim - zagrzewamy do boju w porannych porcjach pracy.

Obie z G. słabo znosimy improwizację w wymiarach czasu i miejsca. Lubimy mieć ustaloną marszrutę, zakupy robimy na wyścigi, śledzimy miesięczne wydatki.

A zarazem staramy się obydwie dopingować do działań spontanicznych i marzycielskich, ponieważ na tej drodze stawiamy - relatywnie - pierwsze kroki.

Po dzisiejszym wizycie w wodospadzie Peračica (którego polecił nam hydraulik D.Pająk) miałyśmy zamiar wskoczyć do jeziora Črnava.

Ale w Hondzie jest zepsuta klima, więc pojechałyśmy autem G. (młodszym od Hondy o niemal dwie dekady).

Przy wyjeździe z wodospadu zdałyśmy sobie sprawę, że to oznacza brak winiety, ergo - zmiana planów.

Spojrzałyśmy na mapę postanowieniem spontanicznej eksploracji (leżącej poza naturalnymi skłonnościami nas obydwu).

Chciałyśmy zjeść - pysznie, zdrowo i poniżej 25 euro za dwie osoby.

Od dwóch lat ćwiczę mięsień intuicji.

Która kazała mi kliknąć w bistro Török.

Nie będę się rozpływać nad najlepszą borowikową, jaką jadłam w życiu.

Ani życzliwym właścicielem - to w Słowce standard.

Bowiem za płotem stała horda siedzisk.

- Wyglądają jak włoska mafia - powiedziała G. - przyglądają nam się, jak siedzimy na tych, tfu, tfu, nowych krzesłach.

- Chcę je mieć...

- ... W ogródku - dokończyła G.

Ciągu dalszego już się domyślacie.

Los chyba chciał, żebyśmy nie miały tej winiety.

Warto trenować intuicję!

Jak wcisnąć cud do kalendarza, czyli terapeutki Gestalt niczym manna z nieba.- Hej hej, spotkałem dwie miłe Polki, stras...
07/08/2026

Jak wcisnąć cud do kalendarza, czyli terapeutki Gestalt niczym manna z nieba.

- Hej hej, spotkałem dwie miłe Polki, strasznie im się Kropa spodobała, chciałyby też pójść na ten twój koncert...

- To nie jest MÓJ koncert, Zoranie - przerwałam mu, lekko zniecierpliwiona, bo byłam między frustrującą rozmową z urzędem skarbowym, a rozpaczliwą próbą układania jesiennego grafiku szkoleniowego, zaprawioną planowaniem spotkań ze słoweńskimi inkubatorami przedsiębiorczości. - i o co chodzi z tymi Polkami, znowu mam robić za tłumacza?

Przedwczoraj i tydzień temu była mu potrzebna pomoc językowa przy obsłudze dużych grup polskich turystów. Mówiących li tylko w polščinie, przekonanych, że jak wystarczająco głośno i dobitnie będą powtarzać 'Chcemy spłynąć kajakiem we środę', to ich ten Słowak czy inny tam Czech zrozumie.

- Nie, one mówią po angielsku, i no, chyba byście się dogadały... Absolutnie nie musisz się zgadzać, ale może znasz kogoś kto... Bo one by na ten koncert, i są takie zachwycone Kropą, a już nigdzie nie ma miejsc noclegowych... - powtarza tym swoim ciepłym basem, który sprawia że w mig zapomina się o urzędzie skarbowym.

- Ogólnie to nie mam času dzisiaj WOGUUUULE - fukam na modłę wyczerpanej Słowianki- siłaczki - ale daj im mój numer, jak faktycznie takie miłe, to coś pomyślimy.

Ludzie kochani, jak usłyszałam w słuchawce głos Izy, to pomyślałam: ma w krtani ten sam dar, co Zoran.

Częstotliwości w dolnych rejestrach od razu mnie przekonały, podobnie jak wzmianka, że przyjdą z plecakami.

To, że dwie godziny później na korytarzy pod WECEjem nuciłyśmy wspólnie Kabaret Starszych Panów, to, że doceniły dowcip Matjaža z CURA Baru, że zachwycały się nie tylko Beethovenem na cztery (słoweńsko-rumuńskie) ręce, ale i to, jakie miały oko do szczegółów kropskich...

Smoków, cietrzewi, okuć wszelkiej maści.

Izo, Ewo - Wy naprawdę rozumiecie Kropę. To był zaszczyt, że w naszej stajence było dla Was miejsce.

Address

Kropa
Radovljica
4245

Website

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Bywam w Kropce posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Shortcuts

Share

Category