Bywam w Kropce

Bywam w Kropce Pamiętnik z zakochiwania się, zaprzyjaźniania a w końcu - zakupu i renowacji stanovanja w Kropie.

 specki/ca od pozyskiwania funduszy - unijnych, ministerialnych, od UNESCO!Jako że nasz rozwijający się plan piekarni w ...
04/05/2026

specki/ca od pozyskiwania funduszy - unijnych, ministerialnych, od UNESCO!

Jako że nasz rozwijający się plan piekarni w Kropie ma też wymiar związany z edukacją i historią naszego wspaniałego miasteczka (objętego ścisłą ochroną UNESCO) szukamy ludzi, którzy mają doświadczenie w fundraisingu i daliby się zatrudnić - do konsultacji czy przejścia z nami przez te procedury.

Kropa na pewno na tym zyska, ergo pociągam za wszystkie możliwe sznurki!

'Ile jest różnych pokus? Strasznie dużo. Jak się im wszystkim oprzeć? Bardzo trudno.Coraz to jedna z drugą lezą pod oczy...
27/04/2026

'Ile jest różnych pokus? Strasznie dużo. Jak się im wszystkim oprzeć? Bardzo trudno.

Coraz to jedna z drugą lezą pod oczy. Aż pełno jest okazji żeby - się - stoczyć'

Śpiewał Kuba Sienkiewicz na mojej ukochanej kasecie, w której zasłuchiwałam się w okolicach pierwszej Komunii.

I to jest bardzo apropos moich niedawnych przygód, także uwaga - kto ma alergię na wątki romantyczne, oraz zachwyty ženskej w wieku balzakowskim - niechaj zaniecha lektury.

Bo kurcze, dla mnie to chłopacy są jak zachody słońca, pomarańczowe liście w dolinie Jelovicy albo muzyczne rebusy sąsiadki Evy.

Trzeba się nimi zachwycać - oczywiście z szaconkiem, panie Feluś.

Przeszło dwa lata temu, kiedy znalazłam absurdalnie tanie lokum z wieżyczką w internecie, agent powiedział mi: 'Nie spodoba Ci się. Tu nie ma ŻADNYCH młodych ludzi'.

Teraz, rozkręcając w Kropie biznes, mam szansę to zweryfikować. Musimy przegadać kwestię piekarni z połową wsi.

I oczywiście, okazuje się że w najściślejszą kooperację będziemy wchodzić z takim jednym trzydziestoletnim mężczyzną i korzeniach wyraźnie bałkańskich (czyt. Odpala papierosa od papierosa, z włosami na głowie pożegnał się w klasie maturalnej, i ma 'ć' w nazwisku).

Jest przy tym oazą spokoju i wyrozumiałości, fascynuje go dendrologia i niestety - ma taki głos, że warto przymknąć oko na to, że nieustannie smaży klobasę, a krew krąży mu w (pięknie zarysowanych) żyłach w rytmie 7/8.

A poza tym - mam z nim pracować.

Trzymajcie kciuki, czytelnicy, bo nawet jeśli krew byłaby wodą, to ta kropska zawsze jest wzburzona (por.nasz wodospad)

Nazwijmy delikwenta Zoranem, bo wskoczy na łamy tego periodyka. Skąd to wiem?

Stąd, że z nikim tak świetnie mi się nie sprzątało szafy narożnej, a gadka o różnicach między katolicyzmem a islamem (oboje jesteśmy z bardzo religijnych domów) i wojnie domowej w 90-tych szła równie gładko, jak składanie stołów.

Pod koniec pracy wbija wzrok w podłogę i czerwieniejąc, mamrocze: lubię, jak przychodzisz.

Zdj.z szafy: Zoran.

Paradoksów ciąg dalszy, czyli: tu lubię to, czego nie lubię.'Nieważne gdzie, ważne z kim' mówi ludowe przysłowie, a ja z...
24/04/2026

Paradoksów ciąg dalszy, czyli: tu lubię to, czego nie lubię.

'Nieważne gdzie, ważne z kim' mówi ludowe przysłowie, a ja za każdym razem słysząc je wydaję wewnętrzne westchnienie.

Kurcze blaszka, tristo kosmatih, ja tak nie mam.

Dla mnie 'gdzie' jest bardzo ważne.

Z kim też.

A do tego jeszcze: po co?

Obserwując, jak z łatwością i entuzjazmem robię rzeczy, których z gruntu nie znoszę: załatwiam sprawunki, kręcę się po parkingu wielkiego centrum handlowego (gdy moja partnerka biznesowa robi zakupy, a ja zabawiam jej psičkę), łażę po urzędach, próbuję dodzwonić się do Słoweńskich Kolei, odbywam kompletnie nieplanowane (!!!) rozmowy na ulicy/herbatki/piwka/kawki/kielonki z sąsiadami w wieku 10-96...

Myślę sobie: o madona. To wystarczy widok na Alpy, żeby najbardziej nieelastyczna osoba na świecie, osoba, którą drażni 6 minut spóźnienia, która uwielbia kontrolować sytuację na każdym polu...

Nagle poczuła się swobodnie?

Może to Alpy, może to Kropa, może to Eva. Powerful partnership, te sprawy.

A może to fakt, że co druga konwersacja na temat piekarni przebiega mniej więcej tak:

'Dziewczyny, naprawdę? No wspaniale, odlično! A wiecie, że w Kropie przed wojną dwie piekarnie były, no na pewno wiecie? A w ogóle to mój ojciec był piekarzem. On się zresztą w Polsce urodził, jak tam była Galicja. No i wylądowali tu w trakcie pierwszej wojny światowej. Ten przepis to ja jeszcze od niego mam... Spróbujcie, bo spróbujcie' - mówi V., wychylając się skozi okno.

Nie bujam Was. To się stało. A ja od półtora roku myślałam, jak z nią zagadać.

Magia pretekstu, mówię Wam.

Czy ktoś inny na sali socjalizuje się (i osadza towarzysko) przez pracę?

Jak pracuję, kiedy nie pracuję?Takiej Kłapouchej jak ja naprawdę z trudem przechodzi przez gardło fraza: 'zamierzam otwo...
23/04/2026

Jak pracuję, kiedy nie pracuję?

Takiej Kłapouchej jak ja naprawdę z trudem przechodzi przez gardło fraza: 'zamierzam otworzyć biznes'.

Bo...

'Nad każdym wisi katastrofa' śpiewali Skaldowie na mojej ulubionej płycie 'Od wschodu do zachodu słońca'

Jaki jest największy złodziej w historii? INFLACJA. /Taką zagadkę zadał mi Tata, gdy miałam osiem lat xD. Typowałam Alladyna i Ali Babę, ale po latach skończyłam na SGHa, więc chyba wyszło na jego! Plus bawiłam się, o ile pamiętam, przednio.

No i wiecie. Tę wszystkie stereotypy o Słoweńcach, że są kryptonacjonalistami i że w sumie to nie lubią cudzoziemców. Że (w przeciwieństwie do nas, Polaków) zamiast zwyzywać człowieka twarzą w twarz, to mu wbiją nož w plecy, także nie znasz dnia ani godziny, kochanieńka, tylko ci się wydaje, że tak ci wszyscy dobrze życzą.

No, także takie to złowieszcze podszepty... Przebijają się do mojej jaźni maksymalnie dwa razy dziennie. I szybko zamieniam je w pragmatyczną listę najczarniejszych scenariuszy - moją supermocą jest zabezpieczanie się 'na wszelki'.

Także owszem, szukam prawników zajmujących się gastronomią i prawem autorskim.

Wciągam do konsultacji sąsiadkę, która słynie z donosicielstwa (potwierdzone info, parę donosów rocznie!). Wiadomo, że każdy z nas lubi czuć się ważny i potrzebny.

I pytluję, opowiadam na prawo i lewo, w sklepie, w urzędzie, z okna, przez telefon.

O cenach masła od rolnika.
O tym, że mamy z cudowną sąsiadką takie to a takie wizje, ale boję się tego to a tego...

I prawie zawsze słyszę: A, dwie wsie dalej mieszka tak* (prawnik/piekarz/krowa/studentka z dostawczakiem)

A poza tym siedzę na tym parapecie i zmuszam się wszystkimi siłami, żeby nie wleźć drugi raz na Jamnik.

To wszystko robię, gdy nie tłumaczę.

I moje giczoły bardzo się cieszą, bo myśląc o maśle i dzierżawie od Slovenskih Železnic więcej nimi wymachuję, niż w trakcie przekładu.

Doskonale wiem, co lubię, a czego nie lubię, czyli jak myśli biegają końmi.W Kropie lubię właściwie wszystko. Nawet te n...
21/04/2026

Doskonale wiem, co lubię, a czego nie lubię, czyli jak myśli biegają końmi.

W Kropie lubię właściwie wszystko. Nawet te nieliczne rzeczy, które zgrzytają - jak to, że sąsiad z naprzeciwka wybetonował cały podjazd, co było koszmarnie nie-słoweńskim posunięciem...

/Ale od Heidi ze schroniska wiem już, jakie życiowe dramaty poprzedziły jego kryzys psychiczny, i próbuję niezbornie nawiązać kontakt. I patrzę na ten nieszczęsny beton, psujący naszą XVII-wieczną idyllę, z nieco większą wyrozumiałością.

I przypominam sobie, że przecież kopuła rzymskiego panteonu też jest betonowa, a beton, 'sztuczny kamień' opracowano kawał czasu p.n.e. w Asyrii/

Wracam do tego, co lubię, bo to jest moje okno, przez nie patrzę, tłumacząc książki, pisząc piosenki, wypełniając formularze do urzędu skarbowego, rozmawiając z kolejną zagraniczną instytucją o koncertach Ciepłego Popołudnia, planując w szczegółach otwarcie piekarni.

Moje życie dosłownie rozgrywa się przy tym oknie.

Dlatego to, że sycę oko niesamowitymi kolorami - i tym, jak podkreślają kremowy odcień tynku tego domu z naprzeciwka, tym, jak soczysta jest kwietniowa zieleń doliny, a jak uspokajająca marcowa szarość...

Jest dosłownie budulcem mojej pracy.

Dzieci właśnie wchodzą do vigenca, gdzie Jože wprowadzi ich w arkana sztuki kowalskiej, a ja myślę - o wy szkraby kochane, już od września będziecie zostawiać w naszej piekarni kieszonkowe!

Bo wiecie, my pieśniarki po SGH lubimy tak sobie pobujać w obłokach.

- O, krzyżówka - powiedział spokojnie, po czym stanął przy ścianie na dobre sześć minut.Wiedziałam już, że attention spa...
01/04/2026

- O, krzyżówka - powiedział spokojnie, po czym stanął przy ścianie na dobre sześć minut.

Wiedziałam już, że attention span ma typowo słoweńskie. Czyli jak stąd do doliny Vipavy.

Przyjrzałam mu się, zachwycona że ktoś w końcu docenił egzemplarze gazety 'Delo' z lat '78-82, które przed półtora roku znalazłam pod obrzydliwą żółtą wykładziną.

Na jednej krzyżówce się nie skończyło. Wiedziałam, że D., trzydziestoletni mistrz pralek (serio, koleś jeździ po Słowenii i naprawia pralne stroje, przy okazji robiąc zdjęcia napotkanym pieskom, jako że jest na domiar złego niedoszłym weterynarzem) zwraca baczną uwagę na szczegóły i potrafi zainteresować się nieoczywistym aspektem... Właściwie wszystkiego.

Dlatego podczas pierwszej wizyty w Kropie zabawiliśmy w mojej niedużej piwnicy 20 minut, gdy dopytywał: 'A ten piecyk... Widziałem taki wczoraj na targu, za 600 euro... Jak tylko podreperujemy tę rączkę, to...', oraz 'czy to, co wystaje tam zza zaprawy, to TRZECIA umywalka?!'

I tak dalej, in tako naprej. Ze zdziwieniem skonstatowałam, że po raz kolejny zaczynam patrzeć na Kropę z nieco innej strony - gdy na przykład D., wszedłszy do salonu, od razu rzucił się na ziemię, by uważniej przyjrzeć się podłodze.

- Ale super, że odsłoniłaś te deski.

Chwilę potem zorientowałam się że czyta mi na głos artykuł o tym, co w '82 działo się z polskimi produktami rolnymi.

Po czym z zadumą dodał, że dawno nie myślał o Reaganie.

A następnie poszliśmy na Cutov Laz (był oczywiście szybszy, mimo że w przeciwieństwie do mnie elegancko się ubrał). A potem do C-ura baru, gdzie rozegraliśmy 5 partyjek i wysłuchaliśmy improwizowanego koncertu operowego w wykonaniu podchmielonego przybysza z Lipnicy.

- O madona, czy on śpiewa Pavarottiego? - zapytał, czkając ze śmiechu.

- Mhm. Typowy wieczór w C-barze - odparłam z dumą, świadoma, że tydzień temu mieliśmy streaptise na blacie.

I tak to się żyje na tej naszej wsi.

Nie dziwię się, że Unesco objęło Kropę ścisłym nadzorem.

(brodate) oblicza Kropy:Na razie dochodzę do siebie po tym niewiarygodnym tygodniu spędzonym w połowie na scenie, a w po...
30/03/2026

(brodate) oblicza Kropy:

Na razie dochodzę do siebie po tym niewiarygodnym tygodniu spędzonym w połowie na scenie, a w połowie - na poznawaniu świata polskiego ze światem słoweńskim.

Niezwykle drogiego memu sercu pianisty Stanisława z ukochanym mechanikiem Domenem.

Matjaža z C-baru z naszą menadżerką Wiką.

Odwiecznego kolegi z dzieciństwa, Pawła, z Uršką z gostilny pr'Jarmu.

Ponownym spotkaniu mojej mamy z moją niedoszłą teściową (którą zamknęłam w niedźwiedzim uścisku na dobre dwie minuty).

A przede wszystkim obserwowaniu, jak po długiej muzycznej (i nie tylko) rozłące cieszą się sobą: Urban, nasz gitarzysta, oraz moi przyjaciele z zespołu.

Uchwyciłam moment ponownego spotkania, wywiesiwszy się za okno.

Ja wiem, że to są metody godne paparazzi.

Ale jeśli ktoś ma czelność narzekać na kryzys męskości, albo to, że chłopaki nie wyrażają uczuć i się ze sobą nie kolegują należycie - zapraszam na turnus.

Bo takie zdarzenia nie tylko od wielkiego dzwonu (który, nie zapominajmy, u nas bije co kwadrans). One też - vide prawa fotka - są nieodłączną śmietanką na czarnej kawie codzienności. Ten sąsiad, co to bez przerwy piele, i nasz cudowny historyk Jože (trochę się w nim kocham, więc zawsze jak mnie pyta co u mnie to zamiast powiedzieć coś o Bolesławie Śmiałym, albo chociaż Bierucie, to chichoczę piskliwie, okręcając loczki na palcu. Myślę że Jože wciąż w związku z tym nie wie, że mój słoweński wykracza już poza 'lepo se imejte'.

I oni sobie zawsze parę minut gadają. A ja niestety nie ich porządnie podsłuchać...

Przez ten cholerny wodospad, kropska jego melodia.

Stay tuned. Niedługo będzie o doskonałym koncercie, absurdalnie udanej randce, oraz wspinaczce dalekiej od ideału.

Czego życzycie sobie na pierwszy ogen?

16/03/2026

Ja wiem, że to nie po paszczakowsku publikować dwa posty dziennie, ampak...

Byłam właśnie w Kulturnim Domu w Kropie, gdzie zgłosiłam się jako wolontariuszka - wczoraj mieliśmy ekstra koncert muzyki poważnej (ludje aż z Lublany przyjechały!), ergo można się było przydać wlewając peninę do kieliszków, i takie tam.

Okazało się, że nie można ogarnąć dziesiątek naczyń po poczęstunku, bo jak się włączy wyparzarkę, to siądą korki (jednocześnie bowiem działała grzałka do mięsiwa).

Wiem, że nasz Anže zasuwa tam jako wolontariusz, więc mówię - ej, to może ja jutro koło południa wpadnę ogarnąć te naczynia?

Mam bowiem do DK trzy minuty z buta.

Anžej skwapliwie się zgodził, i dzisiaj przy wyparzarce rozmawialiśmy sobie o opiece paliatywnej, samotności, alkoholu i samobójstwach.

On jest, że tak powiem, z branży, pisze doktorat na temat znaczenia muzyki w opiece paliatywnej (ciekawe, że szok!), a ja, wiadomo - suicydolożka, terapeutka... No i Polka.

A my mamy, proszę państwa, w Polsce i w Słowenii bardzo wysokie wskaźniki samobójstw, na žalost.

Już mam wychodzić, jak wbija Branko. O głowę ode mnie niższy, typowy wuja, złoty łańcuch na szyi zdradza serbskie korzenie. Z zachwytem taksuje mnie wzrokiem i mówi: o rety, Anže nie wspominał że taka piękna pani (gospa), czy raczej panna (punca) tutaj przychodzi!

-Gospodična (panna) podrzucam, darując mu to staromodne zagajenie.

Bo widać od razu było, że to fajny wuja.

Na propozycję, żeby napić się z nimi šnapsa (od którego Anže wymawia się, idąc w piwo bezalko) odmawiam - mówię, że jeszcze dzisiaj muszę tłumaczyć, a alko w tym nie pomaga.

Okazuje się, że B. ma urodziny, a jego żona jest w szpitalu.

Zostaję na bezalko, które owocuje jedną z ciekawszych gawęd po słoweńsku

Szczegóły jutro, na razie zdradzę Wam otwarcie: Branko, solenizant i stróż, przyjrzał mi się bacznie i wypalił:

- A czy panna Aleksandra nie powinna prowadzić dziennika? O Kropie? O nas?

Po godzinie rozmowy poszłam wypróbować miejscowego Rolanda.

Poprzedni tydzień był pełen tak wielu...Cholera, psiakrew, nie bójmy się tego słowa - cudów.Chodzi oczywiście o to, że j...
16/03/2026

Poprzedni tydzień był pełen tak wielu...

Cholera, psiakrew, nie bójmy się tego słowa - cudów.

Chodzi oczywiście o to, że jest wiosna.

Ale i o to, że Matjaž z baru na umiejętnie sformułowane pytanie mojej gościni Wandy poprowadził naszą ekipę - zawierającą też dwumetrowego kolegę ze Škofji Loki, który prawie stracił głowę na futrynie - tajnym przejściem na dziedziniec.

I o to, że w końcu znalazłam partnera do szachów, więc zagrałam w minionym tygodniu osiem razy.

I o to, że trafiliśmy na najpiękniejszą ze słoweńskich plaż (Bele Skale, między Izolą a Strunjan).

I o to, że poznałam ze sobą dwóch moich serdecznych kolegów, Primorčanina i Gorenca, i potem rozumiałam PRAWIE WSZYSTKO, jak się przekomarzali w materii 'co jest lepsze, budzić się w Alpach czy nad Adriatykiem'.

O to, że mój mechanik samochodowy (z którym w ciągu najbliższych paru lat dorobimy się chyba statusu 'rodzeństwo łata') wbił do Kropy i brylował w C-barze (mimo że od dwudziestu lat jest abstynentem), a później znienacka siadł u mnie przy pianinie, i zaczął nam przygrywać do szachów i connect4...

Tak to jest, jak przyjeżdżają goście. Szczególnie tacy doceniający.

Którym chce się pokazać wszystko i poznać z każdym, jakby chciała powiedzieć: no patrz, W., czyż nie cudowni co Słoweńcy?

To wracaj'że do tej Polski i przekaż, żebyśmy ich nie przezywali Słowakami.

Ps. Zawsze, gdy wyjeżdżają goście, to się przestawiam z powrotem na tryb 'pustelnia'. Dzisiaj o 5.50 rano wywlokłam przed dom kubły ze śmieciami typu 'embalaža', po czym zaczęłam naparzać 'Preludium Deszczowe'.

A kiedy wyszło słońce, z zachwytem zaczęłam podziwiać słoweńskich emerytów, wyrastających w ogródkach jak grzyby po deszczu. Na zdjęciu mój ulubiony sąsiad, pogrążony w rozmowie z przechodnią (chyba turystyką, nie miejscową!).

Zawsze, jak go widzę, to w głowie postaje mi myśl 'och, gdybym tylko było czterdzieści lat starsza...'

Ale zamiast tego mówię 'Oj, lep vrt imate, gospod! Čestitke!'

Kropa - 'Przystanek Alaska', czy może jednak serial 'Cudowne lata'?Wczoraj stuknęło dokładnie dwa lata, odkąd w Dzień Ko...
09/03/2026

Kropa - 'Przystanek Alaska', czy może jednak serial 'Cudowne lata'?

Wczoraj stuknęło dokładnie dwa lata, odkąd w Dzień Kobiet AD'24 podpisałam 'arę' - umowę przedwstępną, która związała mnie z Kropeczką.

Nie to, żebym nie była z nią związana już parę tygodni wcześniej. Czy zdarzyło mi się, po jednokrotnym obejrzeniu starej szkoły, raz, niemal automatycznie, zjechać z autostrady i obrać azymut na pełną ostrych (i stromych) zakrętów drożynę prowadząca do Kropy?

Tak, chociaż nie miałam wtedy jeszcze kluczy. Miałam za to imperatyw sprawdzenia, czy... No nie wiem, czy tam wszystko u nich dobrze, w tej Kropie. Którą dopiero co miałam kupić.

Poszłam wtedy do C-baru na kakao. Matjaž poczęstował mnie dwoma szokującymi anegdotkami - jedną o sławnym na pół globu przestępcy z Kropy, znanym jako 'rowerowy król' (kralj koles), drugą - o 80-letniej kropskiej 'maskotce' (słowa Matjaža), która parała się uliczną sprzedażą parasoli (dežników). Podobno gdy turyści nie wykazywali należytego zainteresowania, starsza pani puszczała im wiązanę w kropskim narzeczu, a nawet wygrażał dežnikiem.

Dobra, jak to piszę, to zdaję sobie sprawę, że jednak chyba bardziej przypominamy 'Alternatywy 4', albo wręcz 'Samych Swoich'.

Dwa lata temu, gdy już podpisałam arę i w końcu dostałam niepozorny komplet kluczy pojechałam do Kropy z termosem. Wszedłszy tam po raz pierwszy jako 'lastnica' miałam chęć paść na kolana i całować obrzydliwą, żółtą (pełną niepokojących plam i wielu sekretów) wykładzinę pamiętającą czasy Tity.

Zimno było jak w psiarni. Grube mury są pamiętliwe - trzymały w sobie lata bez ogrzewania. Piłam herbatę w pełnym rynsztunku, trzęsąc się jak osika. Mimo to zasiadłam na jednym z parapetów, żeby cieszyć się tą chwilą.

A wczoraj, dokładnie po dwóch latach, zdarzył mi się jeden z najcudowniejszych dni w Kropie. Na Vodiškiej Planinie znienacka zrobił się 'žur', a ja zorientowałam się, że dukam po słoweńsku do 20tu obcych osób, tłumacząc że polska ambasada (veleposlaništvo)...

Cdn.

Address

Kropa
Radovljica
4245

Website

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Bywam w Kropce posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Share

Category